Wiele sklepów zamkniętych, nie wszędzie wypłacisz gotówkę. Bułgaria przechodzi na euro
Podwójne ceny w sklepach i restauracjach. Problemy z wypłatą pieniędzy z bankomatów. Sondaże pokazujące, że zwolenników i przeciwników tej zmiany jest niemal tyle samo. Tak wygląda krajobraz Bułgarii na kilka godzin przed oficjalnym wejściem do strefy euro. Od 1 stycznia 2026 będzie ona liczyć już 21 państw. - Liczymy na to, że to będzie historyczny moment, który da nam impuls do rozwoju - usłyszał od ekspertów specjalny wysłannik Radia ZET do Sofii Maciej Bąk.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Jakie obawy mają Bułgarzy związane z wejściem do strefy euro.
- Dlaczego ceny nieruchomości w Bułgarii rosły przed wejściem do strefy euro.
- Co powoduje sceptycyzm Bułgarów wobec euro mimo polityki gospodarczej kraju.
- Dlaczego referenda anty-euro nie mają podstaw konstytucyjnych w Bułgarii.
Bułgaria wchodzi do strefy euro. "Od dawna trwa akcja propagandowa"
31 grudnia 2025 roku to w Sofii dzień przełomu, ale też niepewności. Niepewności krótkoterminowej - bo przerwa techniczna w bankach teoretycznie ma potrwać kilka godzin, ale ludzie powtarzają między sobą, że lepiej na wszelki wypadek mieć ze sobą gotówkę. I tej długoterminowej - bo przez ostatnie kilkanaście miesięcy eurosceptykom udało się wzbudzić u wielu ludzi niepokój wobec nowej waluty.
- Od dawna trwa u nas potężna akcja propagandowa i dezinformacyjna dotycząca wpływu wejścia do strefy euro na ekonomię, oczywiście negatywnego, na wysokość dochodów Bułgarów czy inflację. Te kampanie są bezpośrednio powiązane z prorosyjskimi partiami i mediami działającymi w naszym kraju. Wytworzyli histerię wokół tej sprawy, wykorzystując obawy ludzi. Zaznaczę, że Bułgarzy, co do zasady, są konserwatywnym społeczeństwem, które obawia się jakichkolwiek zmian - mówi Radiu ZET Martin Vladimiroff, ekspert CSD, najstarszego bułgarskiego think-tanku.
Obawy dotyczą przede wszystkim tego, że wraz z nadejściem euro ceny mogą skoczyć do góry. Nieustannie powtarzany jest scenariusz chorwacki, kiedy tuż po wejściu do strefy euro w 2023 roku faktycznie sporo towarów i usług podrożało. - Pamiętajmy jednak, że powodem tamtej sytuacji było zjawisko masowej spekulacji na cenach, z którym chorwacki rząd od początku walczył. W ostateczności okazało się, że wcale takiej masowej zwyżki cen nie było. Ale zamieszanie w mediach powstało i dziś tamte emocje są łatwo wykorzystywane w Bułgarii przez przeciwników wspólnej waluty - dodaje Martin Vladimiroff.
Wzrost cen nieruchomości w Bułgarii
Ekspert przyznaje, że w Bułgarii w ostatnim czasie mocno skoczyły do góry ceny nieruchomości i ma to pewien związek z wejściem do strefy euro. Wzięło się to bowiem głównie z obaw ludzi co do losów ich oszczędności. Część uznała, że najlepiej będzie ulokować je w nieruchomościach, co doprowadziło do nagłego wzrostu popytu, a co za tym idzie cen. Nagle mieszkania w Sofii zaczęły schodzić jak na pniu, czego efektem są teraz całe puste kamienice, pełne świeżo nabytych lokali.
– Wśród ludzi lokujących pieniądze w nieruchomościach są też tacy, którzy po prostu pozyskali je nielegalnie, na przykład w drodze niepłacenia podatków czy brania łapówek. Pojawiły się u nich obawy, że po zmianie waluty ich pieniądze będą zagrożone, więc postanowili je w ten sposób wyprać – opowiada specjalnemu wysłannikowi Radia ZET do Sofii Martin Vladimiroff.
W wielu bankomatach nie da się wypłacić gotówki
Na razie Bułgarzy żyją jednak głównie tym, co stanie się w nocy ze środy na czwartek. W Sofii w wielu bankomatach nie da się wypłacić gotówki. Powód to obawy przed tym, że planowana mniej więcej między 21:00 a 1:30 przerwa techniczna w bankach może się wydłużyć. Taksówkarze radzą turystom: lepiej mieć ze sobą gotówkę przez cały okres świąteczno-noworoczny, niezależnie czy są to lewy czy euro. W Sofii spotkaliśmy grupę Polek, spędzających w bułgarskiej stolicy Sylwestra, które w kantorze nie mogły wymienić pieniędzy na lewy, bo te się skończyły. – Ale mamy euro, mamy revoluta, poradzimy sobie jakoś – mówią, po czym wskakują do autobusu zwiedzać dalej.
Od 1 stycznia wciąż będzie można płacić obiema walutami - lewem i euro, i taki stan utrzyma się do końca miesiąca. Potem lewy odejdą w niepamięć, choć do czerwca jeszcze będzie można nieodpłatnie wymienić je na nową walutę. Przelicznik jest prosty - dwa lewy to (niemalże) równowartość jednego euro.
- Bułgaria na wejście do strefy euro była skazana od samego początku - mówi Radiu ZET prof. Krassen Stanchev, bułgarski ekonomista, jeden z współtwórców gospodarczej transformacji tego kraju w latach 90-tych. - W połowie lat dziewięćdziesiątych nasz kraj przeżył potężny kryzys, związany z tym że socjaliści zdecydowali się wrócić do polityki centralnego planowania i zatrzymania prywatyzacji. Doprowadziło to do hiperinflacji. Oszczędności spadły z 52% PKB do 9%. Skala ubóstwa wzrosła do 40% naszej populacji. Wtedy, w 1997 roku, zdecydowaliśmy się powiązać naszą walutę z bardzo stabilną w tamtym czasie niemiecką marką. Potem Niemcy weszły do strefy euro, więc Bułgaria również musiała się do tego dostosować - wyjaśnia Krassen Stanchev.
Co drugi Bułgar jest przeciwny wejściu do strefy euro
Stałe powiązanie lewa z euro oznaczało, że wejście do strefy wspólnej waluty było dla Bułgarii tylko kwestią czasu. Pozostało spełnić warunki niezbędne do dołączenia do grona 20 państw posługujących się unijnym pieniądzem. Wieloletnia konserwatywna polityka gospodarcza kolejnych bułgarskich rządów sprawiła, że dług publiczny spełniał unijne warunki, podobnie stało się z inflacją, bo bułgarski rząd nawet podczas pandemii COVID-19 był oszczędny w porównaniu choćby do sąsiedniej Rumunii.
Dlaczego zatem badania pokazują, że co drugi Bułgar jest przeciwny wejściu do strefy euro? Martin Vladimiroff zaznacza, że sondaże nie muszą odzwierciedlać realnych nastrojów społecznych. - Faktycznie jeśli w sondażach zapytasz ludzi co sądzą o wejściu do strefy euro, to jakieś 40% powie ci, że jest przeciw. Ale kiedy przychodzi do realnego zaprotestowania przeciw temu, okazuje się że prawie nikt nie jest na tyle zdeterminowany, by w takich protestach wziąć udział. Więc tak, ludzie są przestraszeni, nie mają zaufania do tego ruchu, obawiają się wpływu tej zmiany na ich domowe budżety, ale nie na tyle, by sprzeciw ten wyrażać głośno i aktywnie - mówi Radiu ZET ekspert think-tanku CSD.
Prezydent rozbudził sceptyczne nastroje. Referendum upadło w parlamencie
Źródłem negatywnych opinii o euro jest trwająca już od 2024 roku aktywność prorosyjskich, nacjonalistycznych partii. - Rzucili pomysł referendum, zebrali do tego całkiem sporo podpisów. Ale to referendum było z góry niekonstytucyjne, artykuł 5 bułgarskiej konstytucji mówi przecież, że międzynarodowe zobowiązania są częścią krajowego systemu prawnego. To jednak nie przeszkodziło tym ugrupowaniom narobić wokół tej sprawy sporego zamieszania, co przełożyło się na dość dobry wynik nacjonalistów w ostatnich wyborach i objęcie istotnej liczby mandatów w parlamencie - wyjaśnia Krassen Stanchev.
To jednak nie wszystko. - Innym bodźcem, który napędził nastroje anty-euro, był niespodziewany ruch prezydenta Rumena Radeva, do którego doszło przy okazji debaty wokół referendum. 9 maja wystąpił rano w telewizji i powiedział, że jego zdaniem Bułgaria powinna opóźnić wejście do strefy euro. Był to dziwny i zaskakujący ruch. Prezydent to ważna osoba, mająca dostęp do mediów, poza tym jest to jak na bułgarskie standardy dość popularny polityk, nie obciążony tak negatywnymi opiniami społecznymi jak inni. Dlatego jego słowa wywarły spory wpływ na ludzi - dodaje Stanchev.
I choć pomysł referendum upadł w parlamencie, to zostawił on trwały podział w bułgarskim narodzie. W grudniu ludzie masowo wyszło na ulice. Ale, co istotne, nie były to protesty dotyczące kwestii zmiany waluty. - Punktem zapalnym był przyszłoroczny budżet, jednak protesty generalnie opierały się na wyrażeniu niechęci wobec naszej klasy politycznej i korupcji - zaznacza Martin Vladimiroff. Niestabilny rząd upadł, co oznacza, że wiosną Bułgarię czekają już ósme wybory parlamentarne w ciągu ostatnich pięciu lat. Niewykluczone, że głównym tematem kampanii będą skutki wymiany lewa na euro. - Na pewno wielu polityków będzie chciało zrzucić na nową walutę winę za wszystko, co wydarzy się złego na początku roku - dodaje Krassen Stanchev.
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET