Wstrząsająca relacja wagnerowców. Ujawnili rozkazy swoich dowódców. "Walisz we wszystkich"

2 min. czytania
07.09.2023 09:01
Obserwuj nas na Google

Dowództwo rosyjskiej tzw. Grupy Wagnera rozkazywało najemnikom, by wrzucali granaty do domów ukraińskich cywilów, później wchodzili do środka i zabijali ranne kobiety i dzieci - opowiedziało portalowi Gulagu.net dwóch byłych więźniów zwerbowanych do tej najemniczej formacji zbrojnej.

Wagnerowcy
fot. HANDOUT/AFP/East News

Mężczyźni zostali zwerbowani do walk na Ukrainie przez Jewgienija Prigożyna w listopadzie 2022 r. w kolonii karnej w obwodzie irkuckim. Więźniowie, tak jak tysiące innych osadzonych, zostali ułaskawieni przez Władimira Putina w 2022 r., jednak nie zdawali sobie z tego sprawy, dopóki nie zwrócili się we wrześniu do portalu Gulagu.net.

Wagnerowcy: Dowództwo kazało nam dobijać cywilów

Skazani za zabójstwa i rozboje brali udział w "oczyszczaniu" jednej ze wsi pod Sołedarem na Ukrainie - napisał Gulagu.net. Jeden z najemników - Maksim Zielionow - powiedział, że w miejscowości zabito ok. 40 cywilów. 

- Walisz we wszystkich. Niezależnie od płci. Były i babki, i dziadkowie - stwierdził. Według niego sam Prigożyn miał mówić: "jeden granat w drzwi, drugi w okno, jeśli ktoś przeżył - dobić".

Wagnerowcy, którzy zgłosili się do portalu, na własne oczy widzieli, jak najemnicy z rozkazu dowództwa wrzucają granaty do domów mieszkalnych, a później wchodzą do środka i zabijają ranne kobiety i dzieci - podkreślił serwis. Zielionow twierdzi, że wszyscy z ok. 500 byłych więźniów, którzy przybyli z nim na Ukrainę, zginęli.

Mężczyźni uciekli z obozu tzw. Grupy Wagnera i ukrywali się przez ponad osiem miesięcy, obawiając się kaźni ze strony tej formacji. Zwrócili się do portalu po śmierci Prigożyna.

Nie przegap

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET