`

Wybory prezydenckie w Ukrainie? Ambasador podaje warunki i zdradza, czy Zełenski miałby szansę

3 min. czytania
29.04.2026 20:34
Obserwuj nas na Google

- Nie było żadnego ultimatum ze strony Amerykanów – przekonuje w podcaście „Machina Władzy” w Radiu ZET ambasador Ukrainy w Polsce, nawiązując do doniesień medialnych o rzekomym nacisku ze strony Waszyngtonu na jak najszybsze przeprowadzenie wyborów prezydenckich w Ukrainie. Wasyl Bodnar podał też, jakie warunki muszą być spełnione, żeby głosowanie w jego ojczyźnie mogło dojść do skutku.

Ukraina
fot. AFP PHOTO/UKRAINIAN PRESIDENTIAL PRESS SERVICE

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jakie są przeszkody w organizacji wyborów prezydenckich w Ukrainie podczas wojny.
  • Dlaczego ambasador Ukrainy dementuje amerykańskie ultimatum dotyczące wyborów.
  • Które specyficzne zmiany przepisów są niezbędne, by przeprowadzić wybory w Ukrainie.
  • Co uniemożliwia głosowanie na terytoriach okupowanych przez Rosję.

Cały najnowszy odcinek podcastu Radia ZET „Machina Władzy” do obejrzenia na YouTube już od czwartku. Premiera o godz. 15. 

Ambasador Ukrainy Wasyl Bodnar był gościem najnowszego odcinka podcastu Radia ZET „Machina Władzy”. Wypowiedział się w nim m.in. na temat prawdopodobieństwa zorganizowania w tym roku wyborów prezydenckich w Ukrainie. Dyplomata jednoznacznie zdementował przy tym doniesienia, jakoby Amerykanie dali naszym sąsiadom ultimatum ws. przeprowadzenia wyborów do połowy tego roku. - Nie było czegoś takiego, już prezydent Zełenski wcześniej temu zaprzeczał. Nie ma na nas żadnych nacisków w tej sprawie, nie ma mowy o żadnych terminach – zapewnia dyplomata.

Kiedy wybory prezydenckie w Ukrainie?

Przypomnijmy, że pierwsza 5-letnia kadencja Wołodymyra Zełenskiego upłynęła pod koniec maja 2024 roku. Z powodu stanu wojennego obowiązującego na terenie Ukrainy oraz z uwagi na inne trudności (20 proc. ukraińskich terytoriów okupowanych jest przez Rosję) w tym momencie nie jest możliwa bezpieczna organizacja powszechnego głosowania, choć sam Bodnar deklarował, że ukraiński przywódca jest „pierwszym, który jest za tym, żeby do tych wyborów doszło”.

- W parlamencie stworzyliśmy nawet specjalną komisję, która badała możliwości przeprowadzenia wyborów w czasie wojny i okazało się, że wielu rzeczy po prostu fizycznie nie da się zrobić przy takim ustawodawstwie. Najpierw musimy zmienić przepisy, tryb wyborów – tłumaczy. Chodzi m.in. o to, że wybory powszechne opierają się przede wszystkim na bezpośrednim udziale obywateli przy urnach. Opcja korespondencyjna byłaby trudna do realizacji, bo jak wyjaśnia w podcaście ambasador, w Ukrainie wyborcy przypisani są do adresu zamieszkania bądź zameldowania. W sytuacji, w której tysiące czy nawet miliony obywateli nie tylko wyjechały z kraju, ale też przemieszczają się po terytorium Ukrainy (np. uciekając z Charkowa na zachód), organy państwa musiałyby tych ludzi na nowo przypisać do komisji obwodowych.

Redakcja poleca

- Przecież oni się wszyscy nie zameldują w miejscach, w których teraz przebywają – mówi, dodając, że każda placówka dyplomatyczna Ukrainy poza granicami kraju obejmuje średnio ok. 70 tys. obywateli. - Nawet jeśli w każdym mieście otworzymy konsulat, to nie wystarczy, by zorganizować jednodniowe głosowanie. Ostatnio, w 2019 roku, mieliśmy nawet do 5 tysięcy osób, które głosowały w poszczególnych ambasadach, a kolejki były po setki metrów – ocenia.

Bodnar: Zełenski miałby największe szanse

Kolejny trudny aspekt, który należy wziąć pod uwagę, to wspomniane wyżej okupowane rejony na wschodzie kraju, a także Krym. Bodnar nie wyobraża sobie, by w toku negocjacji pokojowych Ukraina miałaby zrzec się tych terytoriów, a organizacja takie procesu na terenie kontrolowanym przez Rosję jest niemożliwa. - Musi być agitacja wyborcza, komisje, urzędy. Musi obowiązywać ukraińskie prawo, nie może być żadnych nacisków zbrojnych. W warunkach okupacji swobodnie głosować się nie da – zauważa w podcaście.

Zapytany, czy Wołodymyr Zełenski miałby szansę wygrać wybory po raz drugi, odparł, że tak. Jednocześnie nie chce przesądzać, czy obecny lider państwa zamierza kandydować i kto mógłby być jego rywalem. Eksperci w tym kontekście wymieniają przede wszystkim byłego naczelnego dowódcę ukraińskich sił zbrojnych, a aktualnie ambasadora w Londynie gen. Wałerija Załużnego. Gość podcastu nie chciał jednak komentować tej kandydatury. - Dopóki trwa wojna, nikt nie nie wypowiada się na temat polityki krajowej, ale jak wojna się zakończy, wtedy zobaczymy. Jesteśmy demokratycznym krajem, każdy ma prawo startować. Prywatnie uważam, że Zełenski ma największe szanse, by wywalczyć reelekcję, ale wszystko zależy od wyborców i od warunków, na jakich zakończy się ta wojna – podsumowuje.

Źródło: Radio ZET

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET