Wysłannicy Trumpa w Kijowie. „Ich nie interesują przyczyny ani skutki wojny z Rosją”
Steve Witkoff i Jared Kushner odwiedzili w ostatnich dniach Rosję i Ukrainę. Zwłaszcza wizyta w Kijowie wzbudziła spore zainteresowanie. Czy jednak doprowadzi do jakiegokolwiek przełomu w trwającej od 4,5 roku pełnoskalowej wojnie? Zdaniem dr Karola Szulca nie ma na to szans. - Ich tak naprawdę nie interesują uwarunkowania tej wojny, jej przyczyny, skutki, tylko to, że w listopadzie są wybory połówkowe do Kongresu. Muszą więc dostarczyć jakikolwiek sukces międzynarodowy – tłumaczy amerykanista w rozmowie z RadioZET.pl.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Przedstawiciele Donalda Trumpa, Steve Witkoff i Jared Kushner, odbyli wizyty w Kijowie i Moskwie, jednak nie przyniosły one znaczących postępów w rozmowach o pokoju między Rosją a Ukrainą.
- Kushner i Witkoff podkreślili konieczność kompromisów między Rosją a Ukrainą, ale ich rola w negocjacjach była krytykowana z powodu braku doświadczenia dyplomatycznego.
- Zdaniem dr Szulca Zełenski nie miał wyboru i musiał przyjąć amerykańskich wysłanników, unikając oskarżeń o odrzucanie dialogu z sojusznikami, mimo krytyki ich transakcyjnego podejścia.
Przedstawiciele prezydenta USA Donalda Trumpa, Steve Witkoff i Jared Kushner, rozmawiali w niedzielę w Kijowie z prezydentem Ukrainy Wołodymyrem Zełenskim. W sobotę byli w Moskwie, gdzie spotkali się z przywódcą Rosji Władimirem Putinem. Po obu rozmowach żadna ze stron nie ogłosiła jednak przełomowych deklaracji. Była to pierwsza wizyta w Kijowie amerykańskich negocjatorów, którzy od 2025 roku są zaangażowani w rozmowy o pokoju między Rosją a Ukrainą. Witkoff i Kushner byli wcześniej kilka razy w Moskwie, spotykając się m.in. właśnie z Putinem.
Kushner oświadczył, że chociaż strona amerykańska „pracuje nad stworzeniem warunków” umożliwiających zakończenie wojny Rosji z Ukrainą przed zimą, nie ma gwarancji, że takie rozwiązanie się uda. Z kolei Witkoff podkreślił, że zarówno Rosja, jak i Ukraina muszą pójść na „pewne kompromisy i ograniczyć dzielące je różnice”, by zakończyć trwającą od ponad czterech lat wojnę. Zapewnił także, że Stany Zjednoczone dążą do dyplomatycznego, a nie militarnego rozwiązania konfliktu.
Wysłannicy Trumpa w Kijowie
Novum w tym kontekście było też spotkanie z dziennikarzami. Podczas briefingu zwłaszcza Kushner „zabłysnął”, mówiąc chociażby o „wspólnocie kulturowej” Rosjan i Ukraińców oraz o tym, że „żadna wojna i żaden pokój nie trwają wiecznie”, podając przykład USA i Niemiec, które walczyły ze sobą w II wojnie światowej, a potem zostały sojusznikami. Czy fakt, iż przedstawiciele administracji w Waszyngtonie, którzy regularnie ostatnio gościli na Kremlu, zawitali w końcu do stolicy Ukrainy, przybliża świat do końca pełnoskalowej wojny? - Po ich wypowiedziach słychać, że są sformatowani tymi kilkoma wizytami w Moskwie – mówi w rozmowie z RadioZET.pl dr Karol Szulc – amerykanista z Uniwersytetu Wrocławskiego.
Przypomina fakt, iż Witkoff i Kushner nie mieli wcześniej doświadczenia w dyplomacji oraz powszechną opinię na temat ich transakcyjno-biznesowego podejścia do sprawy. - Witkoff prowadził zresztą wcześniej nie do końca jasne biznesy z kapitałem rosyjskim. Poza tym, oni w ogóle nie są przygotowani do pełnienia tej roli, nie mają żadnej wiedzy, podstaw, doświadczenia. Ich tak naprawdę nie interesują uwarunkowania tej wojny - dlaczego ona wybuchła, jakie są jej przyczyny, skutki. Ich interesuje tylko to, że w listopadzie są wybory połówkowe do Kongresu, a popularność Trumpa i Partii Republikańskiej spada na łeb, na szyję. Muszą więc dostarczyć jakikolwiek sukces międzynarodowy – tłumaczy.
Witkoff i Kushner poniosą klęskę?
Zdaniem eksperta „nie uda im się to”, ponieważ „im bardziej znajdują się pod presją, tym bardziej są rozedrgani w tym, co robią i tym mniejszym zrozumieniem będą się wykazywać dla strony ukraińskiej”. - Ukraińcy się tylko utwardzą na swoich pozycjach i nie sądzę, by osiągnięto teraz jakieś porozumienie. Putin świetnie to rozumie, dlatego wie, że teraz może wywierać taką presję na Ukraińców za pośrednictwem Trumpa. Czy jednak ewentualna klęska Republikanów i perspektywa utraty obydwu izb Kongresu nie sprawia, że Putin zacznie traktować Trumpa jak „kulawą kaczkę”, a więc lidera politycznego, od którego prawie nic już nie zależy i którego czas przywództwa dobiega końca?
- On już nie jest dla Putina partnerem do dyskusji. Ostatecznym tego akordem jest wojna w Iranie i to jak bardzo Amerykanie ją przegrywają i jak bardzo pomagają Rosjanom czy Chińczykom. Spowodowali kryzys energetyczny, windując ceny ropy naftowej. Prezent, który sprawa, że Moskwa i Pekin właściwie nic nie muszą robić – twierdzi Szulc. Zwracając uwagę na transakcyjne podejście Witkoffa i Kushnera, ekspert przekonuje, że ukraińskie terytoria, będące teraz pod kontrolą Rosjan, „są nawet mniej istotne niż działki na Manhattanie”. - Zresztą, nazywanie ich „biznesmenami” to dla nich zbytnia łaskawość. To tzw. upadli biznesmeni, wieczni bankruci, którzy utrzymują się na powierzchni, bo – tak, jak Trump – są „wykupywani” przez możnych tego świata. Musk, Bezos, Zuckerberg korzystają ze swojego kapitału, żeby ich de facto kontrolować – wyjaśnia.
„Zełenski nie ma wyjścia”
Po co w takim razie Zełenskiemu zaproszenie do Kijowa dla wysłanników Trumpa, którzy nie są skuteczni w swojej misji, a w wypowiedziach medialnych słychać u nich mindset rodem z Kremla? - On nie ma innego wyjścia. Gdyby ich nie przyjął, zostałby skrytykowany z każdej możliwej strony, że odrzuca spotkanie z przedstawicielami - wciąż formalnie – sojusznika, że nie chce pokoju. To by się doskonale wpisało w rosyjską narrację propagandową. Mało tego, nawet Polacy podnieśliby od razu lament, że „Kijów nie chcą współpracować z Amerykanami”. Zełenski musi więc grać w tę grę, robić dobrą minę i prosić o jeszcze więcej rakiet, by bronić ukraińskich cywilów i ratować gospodarkę, zwłaszcza przed zbliżającą się ciężką zimą – podsumowuje rozmówca RadioZET.pl.
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET