Zabójca nie wahał się nawet przez sekundę. Wyjął broń i strzelił prosto w głowę
Mężczyzna z zimną krwią zabił w sklepie z tytoniem pełnym świadków. Po krótkiej kłótni ze swoją ofiarą, gdy tylko ta się odwróciła, wyciągnął z kieszeni broń i strzelił prosto w głowę. Po wszystkim uciekł - jest poszukiwany przez policję.
Mężczyzna, który w wielkanocną niedzielę wszedł do sklepu z papierosami w Nowym Jorku w USA pokłócił się z innym klientem. Po krótkiej wymianie zdań chciał odejść, ale gdy tylko się odwrócił, drugi z mężczyzn wyciągnął broń i strzelił mu prosto w głowę. Gdy upadł, napastnik ponownie pociągnął za spust.
Po wszystkim napastnik wyszedł ze sklepu i uciekł. Do tej pory nie udało się go zatrzymać. Policjanci prowadzą poszukiwania zabójcy. Gdy na miejsce przybyli policjanci, 36-latek był w stanie krytycznym. Został przewieziony do szpitala - jedyne co mogli zrobić lekarze, to stwierdzić zgon.
Napady na sklepy z tytoniem. Rośnie liczba ofiar
Amerykańskie media informują, że w Nowym Jorku coraz częściej dochodzi do wybuchów agresji w sklepach zajmujących się sprzedażą wyrobów tytoniowych. Według jednego z lokalnych funkcjonariuszy przyczynia się do tego handel marihuaną - często nieuregulowany - który prowadzony jest w takich punktach.
W dniu, w którym doszło do zabójstwa miał miejsce napad na inny sklep przyjazny palaczom. Na szczęście obyło się bez ofiar czy rannych. "New York Post" przypomniał, że w marcu zastrzelony pracownik punktu z tytoniem.
RadioZET.pl/"New York Post
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET