Zełenski dostał ultimatum? "To jakaś paranoja, coś szalonego"
- Jeśli faktycznie do czegoś takiego doszło, nie wiem, czemu to ma służyć. Jest to niezrozumiałe. Najpierw trzeba zrealizować coś, co się obiecało, a potem można czegoś żądać od kogoś, komu się udzieliło pomocy - mówił w rozmowie z Wirtualną Polską były ambasador w Kijowie Jan Piekło. Dyplomata nazwał "paranoją" i czymś "horrendalnym" doniesienia o ultimatum, jakie przywódcy Francji i Niemiec mieli postawić Wołodymyrowi Zełenskiemu ws. zakończenia wojny w Ukrainie.
Zachód od początku rosyjskiej inwazji wspiera Ukrainę politycznie, militarnie i finansowo. Wsparcie to potwierdził niedawno prezydent USA Joe Biden w przemówieniu w Arkadach Kubickiego w Warszawie. Wcześniej, podczas wizyty w Kijowie, obiecał kolejny pakiet pomocy o wartości kilkuset milionów dolarów.
Ultimatum dla Zełenskiego? Doniesienia ws. Francji i Niemiec
Jak jednak informuje "Wall Street Journal", za kulisami kontakty Wołodymyra Zełenskiego z niektórymi przywódcami państw zachodnich wyglądają nieco inaczej. Prezydent Ukrainy miał dostać ultimatum od Francji i Niemiec ws. nowych dostaw broni, które miałyby zapewnić Ukrainie odzyskanie zagarniętych przez Rosję terenów najpóźniej do jesieni.
Gdyby jednak kontrofensywa Ukraińców się nie powiodła, będzie rosła presja na Zełenskiego, by usiadł do negocjacji z Moskwą. Zdaniem "WSJ", rządy Francji, Niemiec i Wielkiej Brytanii zastanawiają się, czy silniejsze więzi między NATO a Ukrainą mogłyby skłonić do tego władze w Kijowie.
Dziennik, powołując się na informacje od niewymienionych z nazwiska urzędników, twierdzi, że prezydent Francji Emmanuel Macron przekonywał Zełenskiego, iż nawet "śmiertelni wrogowie, tacy jak Francja i Niemcy, musieli zawrzeć pokój po II wojnie światowej", i że choć prezydent Ukrainy jest wielkim przywódcą wojennym, to będzie też musiał "podejmować trudne decyzje jako polityk zarządzający krajem". Podobne argumenty miał zastosować kanclerz Niemiec Olaf Scholz.
"To paranoja". B. ambasador w Kijowie nie przebiera w słowach
- Nie można stawiać Ukrainie takiego ultimatum. Jesteśmy w sytuacji, w której są obietnice dotyczące nowoczesnej broni ze strony Francji i Niemiec dla Ukrainy, które nie zostały zrealizowane. To jest stawianie wozu przed koniem - skomentował stanowczo Jan Piekło w rozmowie z Wirtualną Polską.
Były ambasador RP w Ukrainie w mocnych słowach odniósł się do medialnych doniesień. Jego zdaniem taka presja na Kijów byłaby "źle odebrana" i to "prawdopodobnie nie tylko przez Ukrainę".
Rozumiem, że to próba wywarcia nacisku, ale co to znaczy? Że jak się tak nie stanie, to my - czyli Macron i Scholz - zapraszamy Putina do Paryża czy Berlina, spotykamy się z nim i prowadzimy rozmowy pokojowe? Jeśli tak, to jest to przecież coś kompletnie z innej bajki, coś kompletnie szalonego, niemożliwego do zrealizowania
- Jeśli faktycznie do czegoś takiego doszło, nie wiem, czemu to ma służyć. Jest to niezrozumiałe. Najpierw trzeba zrealizować coś, co się obiecało, a potem można czegoś żądać od kogoś, komu się udzieliło pomocy. To horrendalne - przyznał rozmówca WP. Przypomniał o niedawnych wizytach Bidena w Ukrainie i w Polsce, które symbolizowały zobowiązanie Zachodu (zwłaszcza najsilniejszego państwa, czyli USA) do bezwarunkowej pomocy Ukrainie.
- Nie ma żadnego "ale". Tym bardziej, że w tle są Chiny. Nie wiem, czy to, co powiedzieli Scholz i Macron, już tam dotarło. Jeśli tak, jest to komunikat: właściwie może byście pomogli Rosji, żeby to zakończyć, żebyśmy siedli do stołu i mogli zacząć urządzać świat od nowa, po swojemu. To jakaś paranoja - podsumował Piekło.
RadioZET.pl/PAP/Wirtualna Polska
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET