Lex szarlatan według Nawrockiego. MZ wskazuje słaby punkt pomysłu prezydenta
Prezydent Karol Nawrocki nie podpisał lex szarlatan i zapowiedział własne przepisy dotyczące walki z pseudomedycyną, które przewidują m.in. odpowiedzialność karną za nakłanianie pacjentów do niebezpiecznych decyzji zdrowotnych. Ministerstwo Zdrowia wskazuje jednak na słaby punkt takiego rozwiązania.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Co prezydent proponuje wprowadzić w ramach walki z pseudomedycyną.
- Czym prezydencka propozycja różni się od rządowego lex szarlatan.
- Jakich narzędzi do ochrony pacjentów domaga się resort zdrowia.
Prezydent stawia na kary. MZ: pacjenta trzeba chronić wcześniej
Karol Nawrocki skierował rządowe lex szarlatan do Trybunału Konstytucyjnego i jednocześnie zapowiedział przygotowanie własnej inicjatywy dotyczącej pseudomedycyny. Według jego rzecznika Rafała Leśkiewicza ma ona przewidywać nowy rodzaj przestępstwa - nakłanianie do niebezpiecznych decyzji zdrowotnych. Za doprowadzenie pacjenta do śmierci miałaby grozić kara nawet do 15 lat więzienia.
Ministerstwo Zdrowia wskazuje jednak na słaby punkt rozwiązania opartego przede wszystkim na odpowiedzialności karnej. „Pseudomedycyna nie okrada pacjentów wyłącznie z pieniędzy, ale przede wszystkim z czasu. W wielu przypadkach to właśnie czas decyduje o skuteczności leczenia, zdrowiu i życiu” - podkreśla resort.
Zdaniem MZ postępowania karne mogą być długotrwałe, ponieważ wymagają m.in. zgromadzenia materiału dowodowego i oczekiwania na rozstrzygnięcie. Rządowe lex szarlatan miało działać inaczej - przede wszystkim zapobiegać szkodzie, zanim do niej dojdzie.
„Dlatego ustawa lex szarlatan miała chronić pacjentów zanim będzie za późno. Miała wyposażyć Rzecznika Praw Pacjenta w narzędzia pozwalające reagować natychmiast, zanim dojdzie do nieodwracalnych i najtragiczniejszych skutków” - podkreśla MZ.
To zasadnicza różnica między podejściem zapowiadanym przez prezydenta a rządowym lex szarlatan. Zapowiedź Nawrockiego kładzie nacisk na odpowiedzialność karną za nakłanianie pacjentów do niebezpiecznych decyzji zdrowotnych, natomiast rządowe przepisy miały umożliwić wcześniejszą interwencję.
MZ wprost wskazuje przy tym na ograniczenia postępowania karnego. „Opieranie walki z pseudomedycyną przede wszystkim na postępowaniach karnych to konieczność długotrwałych działań, gromadzenia materiału dowodowego i oczekiwania na rozstrzygnięcia. Projekt rządowy miał działać wtedy, gdy pacjenta można jeszcze ochronić” - zaznacza resort.
Rządowe przepisy miały m.in. umożliwić Rzecznikowi Praw Pacjenta szybkie reagowanie na niebezpieczne praktyki, wydawanie publicznych ostrzeżeń i nakazywanie natychmiastowego wstrzymania szkodliwej działalności.
Ministra zdrowia: tych narzędzi zostaliśmy pozbawieni
Ministra zdrowia Jolanta Sobierańska-Grenda nie kryje rozczarowania decyzją prezydenta. Podkreśla, że nad ustawą pracowali lekarze, eksperci, organizacje pacjentów i Rzecznik Praw Pacjenta.
- Nad tym bardzo dobrze przygotowanym projektem pracowali lekarze, eksperci, organizacje pacjenckie i Rzecznik Praw Pacjenta. Łączył ich jeden cel: pacjent ma być bezpieczny, a państwo ma mieć narzędzia, żeby stanąć po jego stronie. I właśnie tych narzędzi zostaliśmy dziś pozbawieni - powiedziała Jolanta Sobierańska-Grenda.
Według ministry przekaz ustawy był jasny: państwo nie powinno pozwalać na zarabianie na osobach chorych poprzez oferowanie niesprawdzonych terapii czy odciąganie ich od właściwego leczenia. - To ustawa w obronie pacjenta. I tej ochrony będziemy się domagać - zapowiedziała.
Lex szarlatan. Co proponuje prezydent?
Zamiast szerokich uprawnień administracyjnych dla Rzecznika Praw Pacjenta prezydencki projekt przewiduje przede wszystkim zmiany w Kodeksie karnym. Do 3 lat więzienia miałoby grozić m.in. za nakłanianie pacjenta do rezygnacji z leczenia lub diagnostyki, jeśli narazi go to na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub ciężkiego uszczerbku na zdrowiu.
Taka sama maksymalna kara ma grozić za nakłanianie do zastosowania niebezpiecznej praktyki, m.in. przy użyciu przemocy, groźby, podstępu lub poprzez wprowadzenie pacjenta w błąd. Jeśli sprawa dotyczyłaby m.in. dziecka, chorego onkologicznie, ciężko chorego lub kobiety w ciąży, groziłoby od 3 miesięcy do 5 lat więzienia.
Najsurowsze kary przewidziano, gdy działania sprawcy doprowadzą do szkody. Za ciężki uszczerbek na zdrowiu miałoby grozić od roku do 10 lat więzienia, a jeśli pacjent umrze - od 3 do 15 lat.
Projekt zastrzega jednocześnie, że samo przedstawianie informacji, opinii czy przekonań dotyczących leczenia lub diagnostyki nie będzie przestępstwem, o ile nie wiąże się z umyślnym wprowadzaniem pacjenta w błąd lub innymi zakazanymi formami oddziaływania.
Co dalej z lex szarlatan?
Rządowa ustawa na razie nie wejdzie w życie. Prezydent skierował ją do Trybunału Konstytucyjnego w trybie kontroli prewencyjnej. Jego wątpliwości wzbudziły m.in. rozwiązania pozwalające na wykonywanie kar i blokad jeszcze przed prawomocnym rozstrzygnięciem sądu. Zdaniem prezydenta mogły one ograniczać prawo do skutecznej obrony.
Ministerstwo Zdrowia odpowiada, że możliwość szybkiej reakcji była jednym z najważniejszych założeń ustawy. Jak podkreśla resort, pseudomedycyna może pozbawiać pacjentów nie tylko pieniędzy, ale przede wszystkim czasu potrzebnego na skuteczne leczenie.
MZ nie przedstawiło na razie nowego projektu, który miałby zastąpić przepisy skierowane do TK. Zapowiada jednak, że wspólnie z Rzecznikiem Praw Pacjenta będzie nadal walczyć z pseudomedycyną i dezinformacją.
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET