Narodowy program miał mobilizować Polki do badań. Zgłasza się mniej niż przed startem
Narodowa Strategia Onkologiczna miała sprawić, że więcej Polek będzie korzystać z badań przesiewowych. Cel był konkretny: do końca 2024 roku mammografię i badania w kierunku raka szyjki macicy miało wykonywać 60 proc. uprawnionych kobiet. Tymczasem na półmetku zgłaszalność jest niższa niż przed rozpoczęciem NSO. Prof. Piotr Rutkowski z Polskiego Towarzystwa Onkologicznego wskazuje, dlaczego mimo kolejnych zmian kobiet wciąż nie udaje się skutecznie zachęcić do badań.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Jakie są założenia Narodowej Strategii Onkologicznej dotyczące badań przesiewowych.
- Dlaczego zgłaszalność na mammografię i cytologię w Polsce jest niska.
- Dlaczego zlikwidowano imienne zaproszenia na badania profilaktyczne.
- Co należy zrobić, aby zwiększyć zgłaszalność kobiet na badania przesiewowe.
Miało badać się 60 proc. kobiet. Wyniki są gorsze niż na starcie
Jednym z najważniejszych celów Narodowej Strategii Onkologicznej na lata 2020-2030 było zwiększenie udziału kobiet w badaniach przesiewowych w kierunku raka piersi i raka szyjki macicy. Założenia były ambitne: do końca 2024 roku zgłaszalność zarówno na mammografię, jak i badania w kierunku raka szyjki macicy miała sięgnąć 60 proc. Na półmetku realizacji strategii wyniki są jednak dalekie od założeń.
Jak wynika z raportu Onkofundacji Alivia, w 2020 roku z programu profilaktyki raka piersi skorzystało 39 proc. uprawnionych kobiet. Do końca 2024 roku odsetek ten miał wzrosnąć do 60 proc. Tymczasem na koniec 2025 roku wynosił ledwie 33,5 proc. I to mimo rosnących nakładów na badania mammograficzne - z około 88-91 mln zł rocznie przed pandemią do 152 mln zł w 2023 roku.
Niska zgłaszalność ma szczególne znaczenie w kontekście statystyk dotyczących zdrowia Polek. Według danych Komisji Europejskiej Polska należy do trzech państw UE o najwyższym wskaźniku umieralności kobiet z powodu raka piersi.
Podobna sytuacja dotyczy profilaktyki raka szyjki macicy. W 2020 roku zgłaszalność wynosiła 17 proc., a zgodnie z założeniami NSO cztery lata później również miała osiągnąć 60 proc. Na koniec 2025 roku z programu korzystało jednak zaledwie 12,3 proc. uprawnionych kobiet. Oznacza to, że według danych przywołanych przez Onkofundację Alivia nie tylko nie udało się osiągnąć zakładanego wzrostu, ale na koniec 2025 roku zgłaszalność w obu programach pozostawała poniżej poziomu z początku realizacji NSO.
Osiągnięciu tych celów miały służyć konkretne zmiany w organizacji profilaktyki. Zakładano m.in. większe zaangażowanie POZ i medycyny pracy oraz wypracowanie skuteczniejszych sposobów docierania do osób objętych badaniami przesiewowymi. Część rozwiązań wdrożono, lecz - jak wskazuje raport - nie przełożyły się one na wzrost zgłaszalności na badania przesiewowe. Nadal brakuje m.in. centralnego systemu zaproszeń i monitoringu.
Badania są. Trudniej dotrzeć do kobiet
Prof. Piotr Rutkowski z Polskiego Towarzystwa Onkologicznego, przewodniczący Zespołu Ministra Zdrowia ds. Narodowej Strategii Onkologicznej, również ocenia poziom zgłaszalności jako niski. Jego zdaniem problemu nie można dziś tłumaczyć utrudnionym dostępem do badań.
- Obecnie mamy bardzo dobrą dostępność profilaktyki - zarówno w placówkach stacjonarnych, jak i poprzez mammobusy działające w mniejszych miejscowościach. Badania są bezpłatne. Ogromnym ułatwieniem jest też centralna e-rejestracja. Dziś zapisanie się na badanie przez mojeIKP zajmuje dosłownie kilka minut - podkreśla.
Zdaniem eksperta przyczyn należy szukać gdzie indziej. Polacy wciąż nie mają wystarczającego poczucia, że profilaktyka ma znaczenie. Nie jest to jednak wyłącznie kwestia mentalności. Kluczowe są braki w edukacji oraz system, który zbyt słabo dociera do osób, które powinny się zbadać.
- W przypadku badań profilaktycznych proaktywność państwa jest bardzo ważna. W ramach Narodowej Strategii Onkologicznej udało się zapewnić dostęp do najnowocześniejszych metod badań przesiewowych. Problem polega na tym, że nadal nie wykorzystujemy aktywnego systemu zapraszania na te badania - wskazuje prof. Rutkowski.
Złota era imiennych zaproszeń
Przez dekadę kobiety uprawnione do bezpłatnej mammografii i cytologii otrzymywały imienne zaproszenia pocztą. Do skrzynek trafiały listy z informacją o możliwości wykonania bezpłatnego badania oraz wskazaniem, gdzie można się na nie zgłosić. Rozwiązanie spełniało swoją funkcję, choć wymagało usprawnień. Najwyższa Izba Kontroli wskazywała m.in. na problemy organizacyjne - opóźnienia sprawiały, że zaproszenia nie były wysyłane systematycznie przez cały rok. Pojawiły się również wątpliwości prawne dotyczące wykorzystywania danych z Systemu Informatycznego Monitorowania Profilaktyki (SIMP) do adresowania korespondencji.
W 2016 roku, po konsultacji z GIODO, Ministerstwo Zdrowia wstrzymało wysyłkę zaproszeń. Później już do niej nie wróciło. Resort wskazywał także na wysokie koszty i niewielką skuteczność tego rozwiązania. Tymczasem właśnie w okresie funkcjonowania imiennych zaproszeń zgłaszalność na mammografię należała do najwyższych. Według danych przywołanych przez Polskie Towarzystwo Onkologiczne w latach 2012-2015 wynosiła około 42-44 proc. Po zakończeniu wysyłki zaproszeń zaczęła systematycznie spadać. Największy regres zaliczyła jednak cytologia - z ponad 20 proc. w 2016 r. do niewiele ponad 11 proc. sześć lat później. PTO zwraca uwagę, że po 2016 roku nie wprowadzono w miejsce zaproszeń równoważnego rozwiązania.
Dziś Towarzystwo proponuje powrót do aktywnego zapraszania, ale już w nowoczesnej formie. Ogólnopolski system call-recall miałby wykorzystywać m.in. Internetowe Konto Pacjenta, SMS-y i aplikację mObywatel. Pacjentka nie otrzymywałaby jedynie informacji, że powinna wykonać badanie - system mógłby prowadzić ją bezpośrednio do wyboru miejsca i terminu, a następnie przypominać o profilaktyce, jeśli z badania nie skorzysta.
Problem, który sami stworzyliśmy
Propozycje zostały już przedstawione Ministerstwu Zdrowia i w Sejmie, ale wciąż nie doczekały się wdrożenia. Główna bariera dotyczy uruchomienia systemu call-recall w ramach Internetowego Konta Pacjenta.
- W dużej mierze wynika to z przeszkód prawnych, które sami sobie stworzyliśmy jako Polska. Budując mojeIKP, nie założono, że będzie można komunikować się bezpośrednio z daną osobą w sprawie jej zdrowia. Do tego potrzebna jest dodatkowa zgoda. Brakuje kampanii informacyjnej w tym zakresie. Powiadomienia push, czyli ogólne informacje, przynoszą pewien efekt, ale nie jest to działanie systematyczne - tłumaczy.
Spośród 20,5 mln aktywnych IKP tylko 5 mln osób korzysta z aplikacji mobilnej mojeIKP, a zgodę na otrzymywanie powiadomień push wyraziło około 3,9 mln jej użytkowników.
POZ wciąż zachęca za słabo. Nie pomogły nawet premie z NFZ
Jednym ze słabych punktów polskiej profilaktyki jest, zdaniem prof. Rutkowskiego, zbyt małe zaangażowanie podstawowej opieki zdrowotnej. To właśnie lekarz rodzinny ma regularny kontakt z pacjentką i może przypominać jej o profilaktyce. NFZ próbuje zachęcać placówki POZ do zwiększania zgłaszalności na mammografię, oferując im za wyniki premie finansowe. Warunkiem jest jednak przekroczenie 35 proc. zgłaszalności. Przy wyniku od 35 do 40 proc. premia wynosi 12 zł za przebadaną osobę i rośnie wraz z odsetkiem wykonanych badań - do 22 zł po przekroczeniu 60 proc. I tu pojawia się problem. Z ekspertyzy przygotowanej dla Polskiego Towarzystwa Onkologicznego wynika, że wiele placówek nie osiąga nawet minimalnego progu.
Jednocześnie wyniki pokazują, że skuteczność profilaktyki bardzo różni się w zależności od miejsca. Według analizy PTO najlepiej wypadają województwa pomorskie, lubuskie i wielkopolskie, gdzie z mammografii korzysta około 39 proc. uprawnionych kobiet. Na drugim końcu jest województwo opolskie z wynikiem niespełna 29 proc. Jeszcze większe różnice widać lokalnie - w niektórych gminach zgłaszalność przekracza 60 proc., podczas gdy w innych nie sięga nawet 10-15 proc. PTO mówi wręcz o lokalnych „wyspach” dobrych praktyk. Co ciekawe, ponad połowa mammografii wykonywana jest w mammobusach. W 2023 roku było to 54,1 proc. wszystkich badań, wobec 45,9 proc. wykonywanych stacjonarnie.
Jeszcze lepsze wyniki osiąga się w państwach, które postawiły na aktywne zapraszanie na badania. Raport PTO wskazuje m.in. Danię, gdzie z programu profilaktycznego korzysta prawie 90 proc. uprawnionych kobiet, oraz Słowenię, gdzie odsetek ten sięga około 80 proc. Co stoi za tak wysoką zgłaszalnością?
- Państwo nie ograniczyło się tam jedynie do finansowania kampanii i zapewnienia dostępności badań, ale działa proaktywnie i przypomina o badaniach - wskazuje prof. Rutkowski, odnosząc się do Słowenii.
W praktyce kobieta otrzymuje zaproszenie z konkretnym terminem i miejscem mammografii. Jeśli termin jej nie odpowiada, może go zmienić. Jeśli natomiast nie zgłosi się na badanie, po czterech tygodniach otrzymuje przypomnienie.
Płatny dzień na badania, mammografia przy badaniach okresowych. Pomysłów jest więcej
System aktywnych zaproszeń to tylko jedna z 15 propozycji przygotowanych przez PTO, które mają pomóc w realizacji celów profilaktycznych Narodowej Strategii Onkologicznej. Towarzystwo proponuje m.in. większe zaangażowanie POZ i medycyny pracy w kierowanie kobiet na badania profilaktyczne (np. na mammografię podczas badań okresowych), wykorzystanie IKP i mObywatela do przypominania o zaległych badaniach oraz prowadzenie pacjentki bezpośrednio do rejestracji.
Na liście znalazły się także dodatkowy płatny dzień wolny na profilaktykę, zachęty finansowe dla pracowników i pracodawców, wydłużenie godzin pracy mammobusów i uruchamianie badań w weekendy. PTO proponuje również „Pakiet Profilaktyczny”, który pozwalałby podczas jednej wizyty wykonać badania odpowiednie dla wieku i płci pacjenta.
Choć zgłaszalność na badania przesiewowe wciąż pozostaje daleka od założeń NSO, niewątpliwym krokiem naprzód jest według prof. Rutkowskiego zapewnienie kobietom dostępu do najnowocześniejszej diagnostyki w postaci testu HPV HR, który jest blisko dwukrotnie skuteczniejszy od tradycyjnej cytologii w wykrywaniu stanów przedrakowych szyjki macicy. Od sierpnia tego roku zastąpił on klasyczną cytologię jako podstawowe badanie przesiewowe finansowane przez NFZ.
Czy nowe badanie sprawi, że więcej kobiet zdecyduje się przebadać, okaże się niebawem. Na razie raporty NFZ, w których zgłaszalność na cytologię i test HPV HR liczona jest już łącznie, nie wskazują na wyraźny wzrost zainteresowania profilaktyką. Na pewno przed realizatorami strategii stoi wysoko zawieszona poprzeczka: do końca 2027 roku zgłaszalność na mammografię ma sięgnąć 75 proc., a na badania w kierunku raka szyjki macicy - aż 80 proc.
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET