Wyciekają dane pacjentów. Ekspert ostrzega: historia choroby może służyć do szantażu

4 min. czytania
30.09.2026 15:42
Obserwuj nas na Google

Wyciek danych medycznych może dać oszustom wyjątkowo skuteczne narzędzie nacisku. Poza PESEL-em, adresem czy numerem telefonu otrzymują informacje o najbardziej prywatnej sferze życia człowieka - jego zdrowiu. Jak wskazuje Łukasz Ozimek, dyrektor operacyjny Exea Data Center, wykorzystanie historii choroby i szczegółów leczenia może mieć wyjątkowo dotkliwe konsekwencje dla pacjenta.

Pracownicy przy biurku w przychodni, w tle dzieci i pacjentka na telefonie. Plakat z logo Zielonogórskiego.
fot. Przemek Swiderski/East News

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jakie konsekwencje dla pacjenta może mieć wyciek danych medycznych. 
  • Jak oszuści mogą wykorzystać dane o leczeniu pacjenta. 
  • Co pacjenci i placówki medyczne mogą zrobić, by lepiej chronić dane.

Cyberataki w ochronie zdrowia: wycieka nie tylko PESEL. Pacjenci tracą znacznie więcej

W ostatnich tygodniach o naruszeniach bezpieczeństwa informowali zarówno dostawcy oprogramowania medycznego, jak i placówki oraz firmy z sektora ochrony zdrowia. W sierpniu ujawniono wyciek z systemu MyDr, obejmujący według szacunków UODO dane ponad 18 mln osób i około 15 tys. placówek. We wrześniu włamanie do bazy pacjentów zgłosiła sieć przychodni NZOZ Śródmieście z Gdyni i Redy. Atak na serwer pocztowy potwierdził także SPZOZ Warszawa-Ursynów. Służby badają ponadto incydent dotyczący oprogramowania Medyc firmy Qbusoft. Enel-Med poinformował o dostępie nieuprawnionej osoby do części danych pacjentów, a Zdrowit S.A. - o nieuprawnionym dostępie do systemów i zaszyfrowaniu części zasobów.

Łukasz Ozimek, dyrektor operacyjny Exea Data Center, potwierdza, że cyberataków, w tym w ochronie zdrowia, jest ostatnio zauważalnie więcej. Mówi nawet o „czarnym kwartale”.

- Rzeczywiście widzieliśmy dużą intensywność tych działań. Na co dzień zajmujemy się w naszej firmie monitoringiem cyberzagrożeń i widzimy, jak lawinowo rośnie ich liczba. Z tygodnia na tydzień, z miesiąca na miesiąc przybywa zdarzeń, ataków i incydentów bezpieczeństwa informatycznego. Dotyczy to wielu branż, nie tylko medycznej - podkreśla w rozmowie z Radiem ZET.

Redakcja poleca

Nie ulega wątpliwości, że dostęp do danych medycznych daje przestępcom szerokie możliwości działania ze względu na ich unikalny charakter. Obok PESEL-u, adresu czy numeru telefonu przestępcy otrzymują bowiem informacje dotyczące najbardziej prywatnej sfery życia człowieka.

- Historię choroby można wykorzystać do żądania okupu lub wymuszenia innych działań zgodnych z oczekiwaniami cyberprzestępcy, np. skompromitowania kogoś. W zaawansowanych przypadkach może dojść do sytuacji jak w jednym ze szpitali w Stanach Zjednoczonych, gdzie cyberprzestępcy zaatakowali oddział chorób wenerycznych. Istniały duże obawy, że bardzo osobiste i szczegółowe informacje na temat zdrowia pacjentów, w szczególności znanych osób, zostaną upublicznione - mówi ekspert.

Dodatkowo zwraca uwagę, że cyberataki na szpitale i przychodnie przyciągają szczególną uwagę mediów, a sprawcom często chodzi również o rozgłos takich akcji.

- To bardzo wrażliwy sektor. Informacja, że zaatakowano szpital czy przychodnię albo że wyciekają dane medyczne, przykuwa uwagę. Cyberprzestępcom też zależy na medialności i rozgłosie, żeby szybciej doprowadzić do zapłaty okupu lub innych oczekiwanych działań. Niektórzy atakują również po to, żeby budować swoją rozpoznawalność i pewien „prestiż” - twierdzi.

Za cyberatakami nie zawsze stoją zorganizowane grupy przestępcze. Bywają to również osoby, które chcą sprawdzić, czy potrafią przełamać zabezpieczenia i dostać się do cudzego systemu. - Dostępne dziś narzędzia, także te związane z AI, sprawiają, że nie trzeba być zaawansowanym inżynierem ani mieć rozległej wiedzy technicznej, żeby podejmować takie działania - wyjaśnia Łukasz Ozimek.

Redakcja poleca

Oszust zna szczegóły leczenia. Łatwiej mu zdobyć zaufanie pacjenta

Ponadto znajomość szczegółów leczenia może pomóc oszustowi zdobyć zaufanie pacjenta. Jak podkreśla ekspert, kluczowa jest manipulacja człowiekiem i jego emocjami.

- Cyberprzestępcy nie muszą łamać zaawansowanych zabezpieczeń informatycznych. Atakują przede wszystkim człowieka, bo w całym tym łańcuchu technologii to my jesteśmy najsłabszym ogniwem. Mamy emocje, chwile słabości, którym ulegamy. Przestępcy wykorzystują więc socjotechnikę: budują scenariusze i historie, które nas wciągają, żeby doprowadzić do momentu, w którym nasza czujność zostanie całkowicie uśpiona i klikniemy w jakiś załącznik albo link. To kliknięcie uruchamia dalszą sekwencję zdarzeń, która może doprowadzić do kradzieży danych -wyjaśnia Łukasz Ozimek.

Sztuczna inteligencja pozwala dodatkowo uwiarygodnić oszustwo przez wykorzystanie cudzego wizerunku i głosu. Jak przekonujące mogą być takie oszustwa, pokazują fałszywe reklamy, w których wykorzystano wizerunki znanych specjalistów.

- Mieliśmy przykłady autorytetów ze świata medycznego, profesorów i doktorów nauk medycznych z Polski, którzy nagle w internecie reklamują jakiś suplement diety za określoną kwotę. Potem okazuje się, że ta osoba nigdy nie brała udziału w takiej kampanii. Jej tożsamość została wykorzystana - wskazuje dyrektor operacyjny Exea Data Center.

Warto pamiętać, że nawet jeśli rozmówca zna nasze dane i szczegóły leczenia, nie oznacza to, że rzeczywiście dzwoni z placówki medycznej. Jeśli wywiera presję i domaga się natychmiastowego działania, powinna zapalić się czerwona lampka. W takiej sytuacji najlepiej przerwać rozmowę i samodzielnie skontaktować się z placówką, korzystając z numeru telefonu lub adresu e-mail podanego na jej oficjalnej stronie. Warto również zastrzec numer PESEL w aplikacji mObywatel i sprawdzić w serwisie bezpiecznedane.gov.pl, czy nasze dane znalazły się w wyciekach uwzględnionych w jego bazie.

Ekspert: Musimy nauczyć się cyberhigieny

Zdaniem Łukasza Ozimka podobnych cyberataków będzie więcej, dlatego na zagrożenia muszą być przygotowane zarówno instytucje, jak i obywatele. To, co musimy zrobić, to przyswoić sobie zasady higieny cyfrowej, czyli codzienne nawyki, które pomagają chronić nasze dane.

- Jesteśmy przyzwyczajeni, że przed posiłkiem myjemy ręce. To naturalne. Tak samo powinniśmy być przyzwyczajeni do cyberhigieny. Musimy mieć zasadę ograniczonego zaufania do każdej rzeczy, którą widzimy w cyberprzestrzeni, żeby ją zweryfikować i mieć pewność, że jest tym, za co się podaje - mówi.

Placówki powinny natomiast zadbać nie tylko o zabezpieczenia techniczne, ale również o codzienny sposób pracy z danymi. - Nie wystarczy zainstalować jednego urządzenia i uznać, że już jesteśmy chronieni. To tak, jakbyśmy zamontowali świetny zamek w drzwiach, ale przecież mamy jeszcze okna, drzwi balkonowe i inne wejścia. Powinniśmy też co jakiś czas próbnie odtwarzać kopie zapasowe i sprawdzać, czy dane rzeczywiście można odzyskać - wyjaśnia Łukasz Ozimek.

Ekspert zwraca uwagę na rolę państwa w ochronie danych obywateli. W Polsce ramy prawne tej ochrony tworzą m.in. RODO oraz przepisy wdrażające unijną dyrektywę NIS2. Te ostatnie nakładają na objęte nimi podmioty, także prywatne, obowiązki związane z zarządzaniem ryzykiem cyberbezpieczeństwa i zwiększaniem odporności na ataki. Wyzwaniem pozostaje jednak tempo rozwoju technologii. - Regulacje prawne nie nadążają za tym, co dzieje się w świecie technologii. Ona postępuje tak szybko, że jej nie zatrzymamy. Musimy myśleć i rozmawiać o tym, jak nad nią zapanować. To również rola państwa - ocenia.

Źródło: Radio ZET

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET