Jan Kidawa-Błoński: Nie udało mi się podporządkować żony przez 37 lat

04.03.2020 06:30

- Jeżeli mnie nie udało się przez 37 lat w żaden sposób podporządkować małżonki, to jest to chyba niemożliwe – mówi gość Radia ZET Jan Kidawa-Błoński, pytany przez Beatę Lubecką o to, czy kandydatka Koalicji Obywatelskiej na prezydenta, w razie wygranej, będzie sterowana przez Donalda Tuska. - Jak ja ją znam, to w ogóle sobie nie wyobrażam, żeby była od kogokolwiek zależna. Mogę całkowicie zaręczyć, że to kobieta, która nie ma w sobie genów podległości – podkreśla mąż Małgorzaty Kidawy-Błońskiej.

Beata Lubecka: A Gościem Radia ZET jest Jan Kidawa-Błoński, reżyser, producent i mąż kandydatki Platformy Obywatelskiej na prezydenta. Dzień dobry.

Jan Kidawa-Błoński: Dzień dobry. Jeszcze chciałbym dodać, że również występowałem kiedyś jako aktor w węgierskim filmie.

Tak, to był taki epizod.

Epizod.

Ale mówią, że to pan reżyserował konwencję pana małżonki, konwencję PO, kandydatki PO na prezydenta, tę sobotnią. To prawda?

„Mówią”, „oni mówią” – kto mówi?

No nawet dziennikarze podejrzewają, że pan za tym stoi.

No nie, ja nie jestem aż tak wszechstronnym reżyserem, żeby reżyserować całą kampanię. Niewątpliwie miałem wpływ duży na swoje wystąpienie.

Ale dorzucił pan swoje trzy grosze, jeśli chodzi o organizację imprezy, o dobór gości, o scenariusz?

Szczerze mówiąc, zastanawiałem się, jakby trzeba było to zrobić, żeby ta konwencja, jednak mając – bo to wiedzieliśmy wszyscy – jednak znacznie mniejsze środki, wyglądała równie efektowanie jak konwencja konkurencji, w związku z czym zostały pewnie wymyślone… Nie wiem, ile w tym jest mojego pomysłu, ale jak mogę to podpowiadam zawsze, tak? Zresztą nie mogę się oprzeć, bo ta dusza twórcza we mnie tak aż tam goni w środku. że nie mogę wyrzucić tego.

Kipi. Czyli miał pan jednak wpływ?

Tzn. wpływ… Wpływ, nie wpływ. No…

Ale dodał pan swoje elementy?

Wystąpiłem, czyli to jest spory wpływ, i to w takim ważnym, dramaturgicznym momencie, ponieważ po mnie już występowała moja żona. Wprowadziłem dla publiczności ten piękny spot o kobiecie z Ursusa, biograficzny zresztą, tak? W którym, no nie będę ukrywał, ale część zdjęć wykonanych w tym spocie 30 lat temu to są zdjęcia mojego autorstwa, bo któż mógłby kręcić moją żonę w wieku 25-6 lat, jeżeli nie małżonek, więc…

No tak, małżonek.

...jeżeli tak na to patrzeć, to był nawet wkład operatorski mój w pewne elementy wizualne tej konwencji.

Czyli jednak trochę pan za tym stoi. A to, co pan powiedział, to było spontaniczne czy jednak pan sobie to przemyślał, wyreżyserował w głowie?

Proszę panią, nie ma czegoś takiego jak spontaniczne występy na konwencji dużej partii politycznej. Oczywiście, że to wszystko, co powiedziałem, było prawdziwe, bo to są elementy z naszego życia. Zresztą znane, bo ja o tym wielokrotnie mówiłem, mówiliśmy o tym też w wywiadach.

Ale nie wszyscy musieli czytać.

Nie wszyscy muszą czytać, nie wszyscy muszą wiedzieć, więc uznałem oczywiście w taki sposób całkowicie naturalny, że przypomnienie tych historii w kontekście wystąpienia kandydatki no będzie bardzo ważne, tak? Ponieważ chciałem przybliżyć ludziom postać mojej żony, tego, jakim ona jest człowiekiem, jakim jest jednocześnie dobrym człowiekiem, a jednocześnie jak potrafi realizować cele, które sobie wyznacza, w sposób zupełnie niesamowity dążyć do tego, żeby je zrealizować i nie ma właściwie takiej ceny, nawet jeżeli jest jej najbliższa, żeby czegoś nie była w stanie poświęcić, żeby osiągnąć cel. No tak jak właśnie to, o czym mówiłem, że ona sama…

Że pomogła panu zrealizować film.

…zaproponowała, żebyśmy zastawili jej rodzinny naprawdę dom, pamiątkę rodzinną zastawili, żeby wziąć kredyt na produkcję filmu, co jest jakimś idiotyzmem, prawdę mówiąc, ponieważ jest to bardzo ryzykowne.

No bardzo ryzykowne to było, zwłaszcza jeśli chodzi o zastawianie domu.

Tak.

No i są opinie po tej konwencji, że konwencja – tak, udana, właściwie najlepsza od lat, jeśli chodzi o PO, ale najsłabszym punktem była właśnie pana żona.

Ale to ja nie słyszałem takich opinii. Chętnie przyjmę je…

No że czyta z kartki, że się myli. To bardzo często wypominają też politycy Prawa i Sprawiedliwości. Że to właściwie dyskwalifikuje ją jako kandydatkę na prezydenta. No jeśli ktoś się myli w takich okolicznościach, to znaczy, że no tego po prostu nie udźwignie.

No ale ja nie słyszałem, żeby ona się myliła.

Myliła się trochę.

Co prawda, miała kartkę, na której miała zapisane swoje wystąpienie, i pochylając się często, zaglądając do tej kartki, wygłaszała pewne myśli. Ja myślę, że to jest szalenie istotne, ponieważ wystąpienie kandydata na prezydenta to nie jest jakieś show kabaretowe, gdzie trzeba tam zacząć machać rękami, pokrzykiwać, pohukiwać, kręcić się na pięcie, tylko trzeba bardzo precyzyjnie wygłosić to, co się chce powiedzieć. Jeżeli się jest człowiekiem odpowiedzialnym, to tym bardziej trzeba to zrobić tak, żeby no posłużyć się, jeżeli można, kartką, na której się zapisuje swoje myśli no po to, żeby precyzyjnie tę myśl przekazać, tak? Taka… takie igranie z tym, że: „Ho! Spróbuję to powiedzieć z pamięci, a mogę gadać se głupoty”, no to można tak. Niektórzy tak mówią. To jest takie słowolejstwo, takie gadulstwo, że się wylewają jakieś kubły retoryki. Nie zawsze to wszystko się trzyma kupy, byle leciało, lało się. Ale ja, wydaje mi się, że nie traktowałbym tego jako coś, co jest warte zachodu, ponieważ w gruncie rzeczy ważne jest to, co człowiek ma do powiedzenia, jaki jest i co o tym wszystkim myśli, niż w jaki sposób te informacje przekazuje.

No to zacytuję jednego z posłów PiS, Jan Osiński: „Pani marszałek już prześcignęła i Bronisława Komorowskiego, i Ryszarda Petru w tych swoich bon motach i złotych myślach” – powiedział w jednym z wywiadów.

No ale no co ja mam się do pana Osińskiego odnosić?

No są jednak lapsusy.

Pan Osiński jest konkurencją w stosunku do mojej żony Małgorzaty i zachowuje się jak typowy konkurent, tak? No wygaduje rzeczy, które ślina…

Tzn. konkurentem bezpośrednim nie jest, no konkurentem jest Andrzej Duda.

No jest konkurentem partyjnym, ponieważ prezydent Duda jest wspierany przez PiS, a pan Osiński jest członkiem tejże partii, więc w sposób naturalny wspiera pana Dudę i musi mówić takie rzeczy, jakie napiszą mu w przekazie dnia. Więc jeżeli pan Osiński miał na dany moment taki przekaz dnia, no to go wygłosił, ale, proszę mi wybaczyć, ale ja nie muszę sobie tego przyjmować z tego coś robić. To jest jego przekaz dnia i niech go wygłasza do swoich zwolenników.

No oponenci Małgorzaty Kidawy-Błońskiej wypominają jej te gafy, lapsusy, jakieś wpadki. To, że np. nazywała prezydenta Rosji premierem. Więc skąd to wynika? Czy pana żona, nie wiem, może trochę obawia się wystąpień publicznych? Ma jakąś tremę?

Ja nie sądzę, żeby żona obawiała się wystąpień publicznych. Wydaje mi się, że wystąpienia publiczne to jest w jakimś sensie jej żywioł, przy czym należałoby odróżnić dwie rzeczy. Ona ubóstwia wchodzić w interakcję z ludźmi. Jeżeli to jest wystąpienie publiczne typu „wy zadajecie pytania, ja odpowiadam”, toczy się coś na kształt rozmowy żywej z ludźmi, coś na kształt debaty, ona się w tym czuje fantastycznie. Inna sprawa to jest oczywiście wygłoszenie długiej mowy, w tym przypadku jeszcze mowy programowej, tak? Ponieważ są różne rodzaje mów. Ja mogę tutaj do pani też przez godzinę opowiadać przeróżne rzeczy…

Tak.

…ale nie biorę na siebie zobowiązania wygłoszenia precyzyjnego programu, z którego potem będą mnie rozliczali, więc wydaje mi się, że jeżeli bierze się na barki taką konieczność, a jest ona konieczna w kampanii prezydenckiej, żeby ten program wreszcie przedstawić, tym bardziej że ciągle były naciski: „Proszę zapodać swój program, proszę wreszcie powiedzieć”.

Jaką propozycję ma Małgorzata Kidawa-Błońska, tak.

Tak, no to ona powiedziała swój program i z szacunku dla swoich wyborców i Polaków posługiwała się zerkaniem czasem w kartkę, no żeby ten program był podany precyzyjnie i żeby nie tu czegoś tam przypadkiem nie poprzekręcać.

Przerwę na chwilę, ponieważ mamy pierwszy przypadek zarażenia koronawirusem.

O!

Jest potwierdzony, województwo lubuskie. To przed chwilą ogłosił minister zdrowia.

Czyli jednak wydarzyło się.

Tak, wydarzyło się. Z nami jest Jan Kidawa-Błoński, czyli reżyser, producent i mąż kandydatki PO na prezydenta. To jeszcze zapytam w części radiowej, bo Małgorzata Kidawa mówi, że będzie niezależnym prezydentem, że nikt nie będzie za nią stał, natomiast konkurencja podejrzewa, że jednak z tylnego siedzenia będzie sterował nią Donald Tusk.

Tzn. rozumiem, że konkurencja po to jest, żeby podejrzewać, jeżeli nie ma żadnych innych argumentów, to cała jej…

No w sztabie i za strategię odpowiadają też ludzie Donalda Tuska, z którymi współpracował, kiedy był premierem, czyli Igor Ostachowicz, Sławomir Nowak…

No tak, ale, proszę panią, no poprzedni sztab, kiedy Małgorzata kandydowała na tzw. premiera, był uznany za sztab Grzegorza Schetyny, tak? I w dodatku był sztabem bardzo złym, bo robił bardzo kiepskie konwencje i spoty, i wszystko, co mógł. No to teraz ten inny sztab, jeżeli jest uznawany za sztab bardzo dobry, bo nawet przeciwnicy tak go uznają, że pracuje – jak na razie przynajmniej – znakomicie, no to od razu się mówi, że to są ludzie Donalda Tuska. No nie wiem, no na pewno Sławomir Nowak był jakoś tam utożsamiany z Donaldem Tuskiem, ale wydaje mi się, że od pewnego czasu to panowie pracują już trochę na własny rachunek. Pan Tusk w Brukseli przez długi czas i pan Nowak na Ukrainie, pan Ostachowicz chyba w jakiejś firmie PR-owskiej, już trudno mi powiedzieć.

No ale teraz mają pracować dla Małgorzaty Kidawy-Błońskiej. Czy będzie nie zależna rzeczywiście?

Wydaje mi się… Ale to są zupełnie inne sprawy, bo praca przy kampanii polega na tym, że trzeba wynająć najlepszych ludzi, jacy w danym momencie są dostępni na rynku, tak? I tutaj rzeczywiście nie trzeba patrzeć na ręce specjalnie, co ten pan robił przedtem, dla kogo pracował, jeżeli on jest w danym momencie na rynku.

Tylko czy zna się na robocie.

Jak się zna na robocie, to go bierzemy, tak? I to jest jedna sprawa. Robimy kampanię po to, żeby wygrać. Jeżeli ją wygrywamy, to powstaje sprawa tego nieszczęsnego żyrandola, tak? Jak to się mówi – czy prezydent zawsze musi być pod żyrandolem. No, ja nie widzę w tej chwili jakiejś takiej potrzeby, no ale już tak na zdrowy rozsądek – no już nie ma pana Schetyny, tak? No pan Budka jest, tak? No nie mówi się, że małżonka będzie zależna od pana Budki – nie, no nie – chociaż jest szefem partii. No dobrze, to będzie zależna od pana Tuska. To znaczy, że musi być od kogoś zależna. No ja powiem, że jak ja ją znam, to ja w ogóle sobie nie wyobrażam, żeby ona była od kogokolwiek zależna. No mogę zaręczyć całkowicie, że to jest osoba, to jest kobieta, która jakby nie ma takich w sobie genów podległości. Ona cokolwiek by nie robiła i gdzie by nie była, po prostu zrobi wszystko, żeby być niezależną. Tzn. nie da się nikomu podporządkować. Proszę wierzyć, że mnie się nie udało, a mam pewne talenta w tym kierunku różne i socjotechniczne. Jeżeli nie udało mi się przez te 37 lat w żaden sposób podporządkować sobie małżonki, to proszę mi wierzyć, że to jest chyba niemożliwe.

I tutaj stawiamy wielokropek. Jan Kidawa-Błoński z nami zostaje. Jesteśmy na Facebooku i na RadioZET.pl i porozmawiamy… i ciąg dalszy tej rozmowy. I o kampanii, ale o tym, co się dzieje w Polsce i trochę o kinematografii. Beata Lubecka, zapraszam.

Jan Kidawa-Błoński: Przygotowuję kolejny film – „Kandydatka”. Jeżeli się uda, to będzie to polskie „House of Cards”.

- Przygotowuję się do zrobienia filmu, który będzie się nazywał „Kandydatka”. Kobieta będzie kandydatką na prezydenta RP. Oczywiście to nie ma żadnego związku z postacią mojej żony – zdradza gość Radia ZET Jan Kidawa-Błoński, pytany w internetowej części programu o swoje filmowe plany. – Scenariusz właśnie został skończony, napisali go Maciej Karpiński i Agata Dominik – mówi reżyser. Kidawa-Błoński ujawnia również, że główną rolę zagra Magdalena Boczarska. - Jeżeli nam się to uda, to będzie to polski „House of Cards” – ocenia gość Beaty Lubeckiej. Dodaje, że właśnie zbierane są fundusze na jego nowy film a zdjęcia do niego powinny zacząć się wiosną przyszłego roku.

- Gdyby nie miała pazura, to zaszłaby tak daleko? Nie da się. Trzeba mieć pazura. Czy pani ją widziała kiedyś, żeby była taka BMW [bierna, mierna, ale wierna – red.]? Absolutnie nie. Nie wchodzi w rachubę. Pnie się, ma pazura, nawet 2, a nawet 10, bo u każdej dłoni i to zwykle pomalowany, żeby dobrze wyglądał – odpowiada gość Radia ZET, pytany o charakter żony.

Dopytywany przez Beatę Lubecką o to, co chciałby zrobić jako pierwszy gentleman, komentuje: - Przy moim temperamencie, młodości, którą ciągle reprezentuję, energii, którą posiadam, na pewno chciałbym coś robić jako mąż. Kidawa-Błoński jest przekonany, że będąc w Pałacu Prezydenckim miałby czas na robienie nowych filmów. – Wyliczyłem, że moja zajętość to ok. 2 miesiące w roku. W Polsce, jakby zsumować, to małżonek musi poświęcić ok. 2 miesięcy na pracę reprezentacyjną. Trzeba chodzić na siłownie, robić maseczki, przelecieć się służbowym samolotem… - wylicza reżyser. – Czas poświęciłbym na zebranie dokumentacji do nowego filmu – dodaje.

Jan Kidawa-Błoński zdradza również, że nie doradza żonie w kwestii wystąpień publicznych, bo nie rozmawiają w domu na ten temat. – Wolałbym się tym nie zajmować. Dla zdrowia psychicznego staramy się w domu nie zajmować się polityką – mówi gość Radia ZET.

RADIOZET/MA