Mieszkańcy województwa lubuskiego 1 lipca pochowali swojego bliskiego. Mężczyzna został skremowany. Następnego dnia rodzina zmarłego zauważyła, że urna z prochami 56-latka stoi na sąsiednim nagrobku.
Skandal w Lubniewicach. Co się stało z urną z prochami?
Dzień po pogrzebie bliscy wybrali się na grób pana Jana. - Mój siostrzeniec zobaczył, że urna z prochami jego wujka stoi na sąsiednim pomniku z tyłu - relacjonowała żona zmarłego, pani Adriana w rozmowie z "Gazetą Lubuską". Rodzina błyskawicznie zawiadomiła dom pogrzebowy, który pomagał w organizacji pochówku oraz policję. Ta potwierdziła relację rodziny.
- Potwierdzili, że urna, która dzień wcześniej powinna być pochowana w miejscu pochówku, znajduje się na grobie obok - przekazała tvn24.pl Klaudia Biernacka, oficer prasowy Komendy Powiatowej Policji w Sulęcinie.
W sprawie wszczęto śledztwo. Dochodzenie dotyczy znieważenia prochów ludzkich. Jest na wczesnym etapie - dodała Biernacka. Właściciel firmy pogrzebowej zapewnił, że wszystko odbyło się "zgodnie z planem". Tłumaczył, że wydarzenia mogą być związane z jego słowami w telewizji na temat nieuczciwych praktyk konkurentów. Dodał jednak, że nikogo za rękę nie złapał.
Zmarłego pochowano po raz drugi w niedzielę. - To był dla mnie po prostu szok! Już jakoś zdążyłam oswoić się z myślą o śmierci męża, a tu coś takiego! - opowiadała wdowa.
Pani Adriana wciąż zastanawia się, co się stało na cmentarzu. - Wydaje mi się, że po prostu firma zapomniała o urnie. Czy może wyjęli urnę z windy i postawili na bok, a potem mieli zamiar pochować? Nie wiem, nie mam pojęcia! Gdy w niedzielę ściągaliśmy kwiaty, były tam jeszcze pozostałości starej skrzyni, bo w tym miejscu wcześniej chowany był mój teść. Kwiaty tak, jak leżały w piątek, tak leżały w sobotę. Według nas ta dziura nie była wykopana po raz drugi, a oni teraz mówią o konkurencji! - podsumowała.
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET