Tankować teraz czy czekać? Dobra i zła wiadomość dla kierowców
W październiku cena oleju napędowego wzrosła już o 1 zł na litrze, nieco łagodniej drożała benzyna. Czy to chwilowa anomalia, czy powinniśmy przyzwyczajać się do rekordowej drożyzny? - Wskoczyliśmy na wysoki pułap i zostaniemy na nim przez jakiś czas – powiedział Wirtualnej Polsce dr Jakub Bogucki, analityk e-petrol.
Ceny paliw znowu zaczęły straszyć kierowców. - Między 3 a 10 października cena hurtowa diesla wzrosła o 92 grosze netto na litrze, a benzyny około 50 groszy na litrze – wyliczył dla RadioZET.pl Rafał Zywert, analityk Reflex. Orlen wyjaśnił, skąd wzięły się wysokie ceny i kiedy można spodziewać się ich spadku. A co o sytuacji rynkowej mówią niezależni eksperci?
Ceny paliw. Będzie drożej czy taniej?
- Na tę chwilę należy się spodziewać cen za olej napędowy w granicach 8,12-8,31 zł za litr. Skala zmian jest znacząca. Jesteśmy w fazie rekordowych cen diesla. Jeśli chodzi o ceny benzyny, to w ubiegłym tygodniu płaciliśmy średnio 6,85 zł, ale w tym spodziewamy się poziomu nawet 7,10 zł za litr – powiedział w programie „Newsroom” Wirtualnej Polski dr Jakub Bogucki.
Skąd tak duża różnica w cenach między dieslem a benzyną? Rafał Zywert wyjaśnił, że to wynik uzależnienia Polski od importu oleju napędowego – nasze rafinerie nie zaspokajają całości popytu.
- Wysoka cena oleju napędowego wynika z tego, że Polska i Europa importowały duże ilości tego paliwa z Rosji. Dywersyfikacja dostaw przed wchodzącym w życie 5 lutego przyszłego roku embargiem na import rosyjskich paliw do UE, powoduje konieczność importu droższych paliw z kierunków alternatywnych. W Polsce zużywamy więcej diesla, niż produkują nasze rafinerie – obecnie ponad 26 procent zużywanego w kraju oleju napędowego pochodzi z importu – wyjaśnił RadioZET.pl ekspert Refleksu. Niedobór oleju napędowego występuje na całym świecie, o czym poinformował także Orlen.
- Sytuacja na globalnych rynkach paliw jest nietypowa, bo po raz pierwszy od paru dekad popyt na paliwa (głównie na diesla) przewyższa dostępne moce rafineryjne. Z tego powodu pojawianie się nowych czynników ryzyka - obaw, że paliw zabraknie - silniej przenosi się na ceny. Szczególnie głęboki jest niedobór diesla, gdyż dodatkowy popyt na to paliwo generuje energetyka. Dostępne instalacje generujące ciepło i prąd, napędzane olejem napędowym i opałowym łagodzą niedobory energii spowodowane brakiem gazu ziemnego – poinformował główny ekonomista PKN Orlen Adam Czyżewski.
Sytuacja unormuje się dopiero po pojawieniu się nowych mocy produkcyjnych, czyli po uruchomieniu budowanych właśnie rafinerii na Bliskim Wschodzie, w Afryce i w Azji. Stanie się to jednak dopiero w połowie 2023 roku – wcześniej nie ma więc co liczyć na dające się odczuć obniżki. Chyba, że umocni się złoty – Rafał Zywert, analityk rynku paliw w spółce Reflex, wyliczył dla RadioZET.pl, że gdyby dolar był po 4 zł, to za litr benzyny płacilibyśmy mniej niż 6 zł.
- Pocieszeniem jest to, że w dłuższej perspektywie nie spodziewamy się dalszego, skokowego wzrostu cen. Tendencji spadkowej na rynkach światowych niestety nie ma. Wskoczyliśmy na wysoki pułap i zostaniemy na nim przez jakiś czas – taką dobrą i złą wiadomość miał dla kierowców Jakub Bogucki.
RadioZET.pl/Wirtualna Polska/PAP
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET