Morawiecki: szanujemy wolny rynek, ale nie chciał realizować naszego programu
Węgiel miał być tańszy dzięki wprowadzeniu cen gwarantowanych wynoszących 996,60 zł za tonę. Plan rządu nie wypalił, bo zakładał pełną współpracę po stronie składów węglowych. Przedsiębiorcy nie chcieli jednak dokładać z własnej kieszeni do rządowego programu. – I tu kłania się wolny rynek – stwierdził Mateusz Morawiecki.
Węgiel po wprowadzeniu embargo na surowiec z Rosji stał się towarem deficytowym. Od importowanego rosyjskiego paliwa uzależnionych jest kilka milionów gospodarstw domowych. Ogromny przerost popytu nad podażą sprawił, że ceny błyskawicznie wzrosły o kilkaset procent. Rozwiązaniem tego problemu miało być wprowadzenie cen gwarantowanych na poziomie średniego kosztu zakupu tony węgla w 2021 roku.
Premier: wolny rynek nie chciał realizować naszego pomysłu. Zaangażowano samorządy
Odpowiednia ustawa została uchwalona, podpisana przez prezydenta Dudę i zaczęła nawet obowiązywać. Była jednak martwym prawem: nie znalazł się żaden przedsiębiorca, który chciałby wejść w spółkę z rządem. Składy musiałyby bowiem sprzedawać węgiel po cenie niższej nawet o ponad 2000 zł od ceny zakupu, a w zamian otrzymały obietnicę zwrotu części z tej kwoty w 2023 roku. Brak chęci współpracy wolnego rynku w ratowaniu sytuacji Polaków premier Morawiecki podkreślił w rozmowie z „Dziennikiem Gazetą Prawną”.
- Proponowana pierwotnie dopłata dla firm zakładała pełną współpracę po stronie składów węglowych. I tu kłania się wolny rynek. My go szanujemy, ale on nie podjął współpracy na tamtych warunkach. Dlatego musieliśmy zaproponować kolejny pomysł i jest nim wspólne działanie całej władzy publicznej - rządu i samorządów – skomentował porażkę programu szef rządu.
Problemy z węglem rozpalają polskie gospodarstwa domowe – większości z nich nie udało się zgromadzić ilości opału wystarczającego do ogrzewania domów przez całą zimę. Rząd zapowiedział dostawy surowców, te jednak się opóźniają. Radio ZET odkryło, że żaden z zamówionych w maju przez Rządową Agencję Rezerw Materiałowych statków z tym surowcem nie dopłynął jeszcze do Polski. Sprawa węgla staje się więc coraz paląca także dla rządu.
- Dla nas najważniejsza jest teraz kwestia ciepła. Z jednej strony ograniczamy koszty ciepła systemowego, co jest już w przyjętej ustawie, z drugiej musimy zadbać o ciepło dla odbiorców indywidualnych. Ta kwestia będzie aktualna także w przyszłym roku, bo nie zamierzamy znosić embarga na rosyjski węgiel. Dlatego zaproponowaliśmy współpracę samorządom. Jestem po serii spotkań ze stowarzyszeniami miast, dużych i małych gmin, a także z Komisją Wspólną Rządu i Samorządu Terytorialnego i reakcja jest pozytywna. W ciągu kilku dni powątpiewanie i ironia, z którymi mieliśmy do czynienia jeszcze dwa tygodnie temu, zamieniły się w konstruktywną współpracę – stwierdził szef rządu.
Przedstawiciele władz lokalnych oraz opozycji powątpiewali w intencje rządu. – Gdyby węgiel był, to nikt nie angażowałby samorządów. Tego węgla po prostu nie ma – powiedział Beacie Lubeckiej Gość Radia ZET Radosław Witkowski.
Sejm uchwalił ustawę o zakupie preferencyjnym paliwa stałego przez gospodarstwa domowe. Na mocy tych przepisów gminy, spółki gminne i związki gminne będą mogły kupować węgiel od importerów po 1500 zł za tonę, by następnie sprzedawać go mieszkańcom po nie więcej niż 2000 zł za tonę. Po uwzględnieniu dodatku węglowego w wysokości 3000 zł na gospodarstwo domowe cena tony węgla ma efektywnie wynosić dla kupującego około 1000 zł.
Dodatek węglowy oraz dopłaty dla samorządów zastąpiły pierwotny pomysł rządu: wprowadzenie cen gwarantowanych w wysokości właśnie 1000 zł. O idei szybko zapomniano: premier Mateusz Morawieckie wyjaśnił, że przyczyną był brak chęci współpracy ze strony wolnego rynku.
Dlaczego składy węglowe nie zaangażowały się w sprzedaż węgla po cenach gwarantowanych? Zgodnie z przyjętym prawem, musiałby sprzedawać tonę paliwa za 996,60 zł. Przewidziana przez ustawę rekompensata dla przedsiębiorców sprzedających węgiel poniżej ceny rynkowej miała wynosić nie więcej niż 750 zł brutto za tonę, z zastrzeżeniem, że która ta mogła spaść, jeśli zainteresowanie programem będzie zbyt duże. Ceny węgla w tym czasie sięgały już 3000 zł za tonę – z prostego rachunku ekonomicznego wynika, że przedsiębiorcy z własnej kieszeni musieliby finansować program rządu.
Propozycja złożona samorządom wygląda inaczej: władze lokalne będą mogły kupować węgiel od państwowych dostawców za nie więcej niż 1500 zł za tonę, doliczyć do niej koszty transportu, składowania i obsługi programu i sprzedawać mieszkańcom za nie więcej niż 2000 zł za tonę.
RadioZET.pl/DGP/PAP
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET