`
Frankowicze
Frankowicze zarzucają bankom celowe wprowadzanie w błąd
fot: Bartosz KRUPA/East News

„Płakali, kiedy uwolnili się od kredytu”. Frankowicze i przełomowa decyzja

21.10.2022 07:25

Pan Mirosław pożyczył w banku 300 tys. zł. Kilka lat temu, gdy wszystko wskazywało na to, że przygoda z kredytem zmierza ku końcowi, bank poinformował klienta, że do spłaty pozostała niemalże taka sama kwota. Nawet milion Polaków mogło wpaść w pułapkę frankową. Kto poniesie odpowiedzialność za największą od lat aferę z bankami w roli głównej? Czy kredytobiorcy sami są sobie winni?

Mijają trzy lata od głośnej rozprawy, którą żyła niemal cała Polska. 3 października 2019 Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej odpowiedział na pytanie prejudycjalne Sądu Okręgowego w Warszawie w sprawie małżeństwa Dziubaków. Unijny trybunał orzekł wówczas, że kredytobiorca ma prawo wnioskować o unieważnienie umowy, która zawiera klauzule niedozwolone.

Takim zapisem jest stworzona przez instytucje finansowe zasada, że to właśnie bank decyduje o wysokości kursu franka szwajcarskiego. Frankowicz może zatem zacząć spłacać kredyt przy franku wartym 2 złote, a w trakcie trwania umowy wartość tej waluty skoczy do 5 złotych. Tak było w przypadku państwa Dziubaków. Bank zażądał od pary kredytobiorców prawie 800 tys. zł, choć ich kredyt zaciągnięty w 2008 roku wart był nominalnie 400 tys. zł. Od tamtego czasu kurs franka, czyli waluty, w której spłacali kredyt, urósł jednak przynajmniej o 150 proc.

- Ta rozprawa zmieniła wszystko – mówił w podcaście „ Biznes. Między Wierszami” radca prawny Marcin Szołajski. – Do października 2019 roku orzecznictwo było korzystne dla banków, tylko 20 proc. kredytobiorców potrafiło wygrać z bankami. Dziś proporcje odwróciły się: 98 proc. frankowiczów wygrywa z bankami.

Nie wszystkie wątpliwości zostały jednak rozwiane. Banki od tamtego czasu coraz częściej zgłaszały się do kredytobiorców z wezwaniem do zapłaty wynagrodzenia za korzystanie z kapitału. Jak argumentowały, skoro umowa kredytowa została uznana za nieważną, to kredytobiorcy dostali kredyt „za darmo”. Inflacja wzrosła i „zjadła” wartość nabywczą pożyczonego kapitału. Mało tego, złotówkowicze w tym samym czasie płacili wszystkie koszty związane z kredytem, więc - zdaniem banków- frankowicze nie mogą wziąć „za darmo” jedynie kapitału. Banki zażądały wynagrodzenia, ale kredytobiorcy uzasadniali, że to oni byli słabszą stroną wadliwie skonstruowanej umowy. TSUE w przyszłym roku podejmie ostateczną decyzję. Kto ma rację w tym sporze?

- Rację ma unijna dyrektywa konsumencka, która ma już 29 lat. Prawo UE mówi jasno, że bank nie może zarobić na umowie, która zawiera klauzule niedozwolone i która jest nieważna. W przeciwnym razie nie mielibyśmy ochrony konsumenta, lub ta ochrona byłaby jedynie pozorna. Wyobraźmy sobie, że przedsiębiorca celowo wprowadza takie zapisy do umowy, może ryzykować, bo zawsze zarobi swoje. Co więcej, nie każdy klient zdecyduje się go pozwać – wyjaśnił Marcin Szołajski.

Nasz rozmówca wyjaśnił, że „złoty okres” dla kredytów frankowych to lata 2004-2012. Wówczas bankowcy proponowali tego typu finansowanie niemalże każdemu. Mało tego, dostęp do kredytów w polskiej walucie był utrudniony.

- Klient, który chciał dostać od banku 300 tys. złotych w polskiej walucie, spotykał się często z odmową. Bank oferował mu za to tani kredyt frankowy, który miał być stabilnym produktem z preferencyjnymi warunkami. Mało tego, banki potrafiły „dorzucić” 50 tys. złotych na wykończenie mieszkania. Kredytobiorcy byli pod ścianą, podpisywali umowy, które podsuwał im wówczas bank. Klienci banków chcieli wziąć kredyt złotowy, ale nie mieli takiej możliwości – mówił Marcin Szołajski.

Z czasem jednak kurs franka zaczął gwałtownie rosnąć, a wraz z nim raty kredytu. Obciążenie wzrosło do tego stopnia, że tysiące Polaków nie widziało jak związać koniec z końcem, by rozliczyć się z bankiem. Dopiero rozprawa małżeństwa Dziubaków otworzyła oczy kredytobiorcom i dała nadzieję, że da się rozwiązać problem „niespłacalnego” kredytu.

„Dyrektor banku dał się wciągnąć”

Katarzyna Witwicka-Jurek: Mamy 2022 rok, a kredytobiorcy nadal nie mają pewności, czy uda im się wygrać z bankiem. Wielu z nich rezygnuje z tej walki

Marcin Szołajski: Możemy tu mówić o dwóch rodzajach klientów. Frankowicze, którzy mają spłacony kredyt, zapomnieli już o tym długu. Czują ulgę, że go spłacili. Nie wiedzą jednak o tym, że nadpłacili, a bank, na mocy wyroku sądowego, może im zwrócić tę różnicę pomiędzy sumą spłat, a kwotą zaciągniętego kredytu. Druga grupa to ci, którzy nadal płacą raty. Oni boją się sądów, a przecież nie ma się czego bać. Sprawa w sądzie to próba ucywilizowania stosunku prawnego między frankowiczem a bankiem. Kredytobiorcy nie wiedzą, ile mogą zyskać. Często klienci banków decydują się na pozew dopiero wtedy, kiedy przedstawimy im kalkulację i kwotę, która im się należy.

Marcin Szołajski o sytuacji frankowiczów
Marcin Szołajski o sytuacji frankowiczów
fot. Radio ZET
Marcin Szołajski o sytuacji frankowiczów
Fot. Radio ZET
Marcin Szołajski o sytuacji frankowiczów

Czy są takie przypadki, kiedy to kredytobiorca jest na przegranej pozycji?

Nie znam takich przypadków. Nawet klienci, którzy już kończą spłacać kredyt lub go spłacili, mogą odzyskać nadpłatę. Nie ma w tej sprawie przedawnienia. Co do zasady bieg przedawnienia zaczyna się wtedy, kiedy klient zorientuje się, że jego umowa jest nieważna. Co to oznacza? Nawet ktoś, kto w 2020 roku uwolnił się od kredytu, nadal może walczyć o nadpłatę.

Od czego wtedy zacząć? Wielu kredytobiorców odpuszcza, bo wie, że sprawy ciągną się latami

Kredytobiorca powinien skorzystać z fachowej pomocy. Analiza umowy w kancelariach prawnych często dokonywana jest bezpłatnie. Nasi klienci często widząc kwoty do odzyskania, decydują się na pozew. Nie zbiorowy, lecz indywidualny. Te pierwsze faktycznie trwają latami, ale jednostkowe spory to czasami kilkanaście miesięcy. Rekord w naszej kancelarii to 9 miesięcy. Sąd nawet nie przeprowadził rozprawy, gdyż uznał, że informacje zawarte w dokumentach są wystarczające do wydania wyroku. Sprawy w sądach w mniejszych miastach często szybciej dobiegają końca.

Brał pan udział w około 300 takich sprawach. Czy zapamiętał pan historie frankowiczów? Z jakim nastawieniem przyszli do kancelarii?

Mieliśmy bardzo sceptycznych klientów, którzy początkowo byli zdania, że nie warto walczyć z bankiem. Przyszli jednak sprawdzić, czy i ile mogliby zyskać. Po naszej analizie klienci zorientowali się, że już dawno spłacili kredyt i zamiast spłacać dalej, to należy im się zwrot tego, co nadpłacili. Zdecydowali się przekazać nam sprawę, ale obawiali się jej przebiegu i rozprawy przed sądem. Sąd w czerwcu 2021 przyjął pozew, w marcu kolejnego roku bez rozprawy ogłoszono wyrok na korzyść kredytobiorców. Zadzwoniliśmy do klientów, by poinformować ich o wygranej sprawie, w co nie mogli uwierzyć. Dosłownie płakali przez telefon, nie mogąc uwierzyć, że uwolnili się od kredytu.

Posłuchaj podcastu

Indywidualni kredytobiorcy mają już sprawę za sobą, ale problem frankowy trwa. Banki mają kolejne argumenty, sądy krajowe, a nawet sąd w Luksemburgu, kolejne kwestie do analizy. Kiedy ten spór dobiegnie końca?

Nie wiemy, co wymyślą banki. Sprawy frankowe zakończą się dopiero wtedy, kiedy ostatni kredytobiorca pójdzie do sądu. Frankowicz musi być najpierw przekonany, że opłaca mu się ta walka. Mam nadzieję, że do 2030 roku sprawa będzie rozwiązana, a kredytobiorcy doczekają się sprawiedliwości.

Zawsze przy takich rozmowach pojawia się argument, który neguje słuszność pomocy frankowiczom: odpowiedzialność za (pozornie) świadome czyny. Na ile afera frankowa jest wynikiem chęci zysku ze strony sektora bankowego, a na ile to zwyczajnie odpowiedzialność konsumenta za podjęte decyzje i związane z nimi ryzyko?

Cofnijmy się o 10-15 lat i zastanówmy się, czy ktoś poinformował kredytobiorców o ryzyku. Z mojego doświadczenia wynika, że frankowicze byli postawieni pod ścianą: chcieli kredytu i brali taki, jaki im przysługiwał. Nawet jeśli trafił się ktoś świadomy ryzyka, świadomy tego, że kurs może skoczyć, to nie spodziewał się tak gwałtownego wzrostu. Spodziewał się różnicy rzędu 10-20 procent, a nie 150 procent.

Banki nie informowały o ryzyku, by zarobić?

Pracownicy banków wówczas sami niewiele wiedzieli o kredytach frankowych, do czego przyznają się po latach przed salą sądową. Jeden z sądów unieważnił umowę kredytu dyrektorowi oddziału banku, który „został wprowadzony w błąd”. Sam wziął kredyt i namawiał na to innych.

Oglądaj

Historia frankowiczów, podobnie jak złotówkowiczów, którzy w pandemii zaciągnęli tani kredyt w dobie niskich stóp procentowych, wpływają na poziom zaufania społecznego względem banków. Myśl o kredycie walutowym, kredycie ze zmienną stopą procentowania, czy nawet obligacjach w banku, który lada moment może upaść, zmusza do jeszcze większej roztropności niż jeszcze kilka lat temu. O tym, jak nie dać się naciągnąć na ryzykowne instrumenty bankowe i co wniosło do relacji klient-bank orzecznictwo TSUE, dowiecie się z podcastu „Biznes. Między Wierszami”, który dostępny jest na Playerze Radia ZET i Spotifiy.

Marcin Szołajski - radca prawny i założyciel Szołajski Legal Group, kancelarii, która obsługuje kredytobiorców, w tym frankowiczów w sporach z bankami.

Katarzyna Witwicka-Jurek
Katarzyna Witwicka-Jurek

Dziennikarka z wykształceniem ekonomicznym. Najlepiej czuje się w biznesie. Lubi podatki - niekoniecznie płacić, lecz zgodnie z misją dziennikarza – objaśniać. Wcześniej związana z „Dziennikiem Gazetą Prawną”. Obecnie pracuje w redakcji portalu RadioZET.pl. Interesuje się klasyką rocka, sporami politycznymi i historią myśli ekonomicznej.

katarzyna.witwicka@radiozet.pl
Twitter: https://twitter.com/KWitwicka

logo Tu się dzieje