„Afera wiatrakowa” nie istnieje? Wyjaśniamy, o co chodzi w ustawie

5 min. czytania
01.12.2023 12:31
Obserwuj nas na Google

Posłowie Koalicji Obywatelskiej i Trzeciej Drogi zaproponowali, by w 2024 roku kontynuować wsparcie dla odbiorców energii, przy jednoczesnym przyspieszeniu zmiany miksu energetycznego. Wnioskodawcy stawiają na energię wiatrową i liberalizację dotychczasowych przepisów w tym zakresie. Politycy PiS i Konfederacji mówią jednak o tym, że ustawa wiatrakowa ma drugie dno i „reprezentuje niemieckie interesy”.

„Afera wiatrakowa” nie istnieje? Wyjaśniamy, o co chodzi w ustawie
fot. Wojciech Olkusnik/East News

Afera wiatrakowa zaszkodzi opozycji? - Nie ma żadnej afery wiatrakowej - powiedziała na antenie Radia ZET wiceprzewodnicząca Polski 2050 Paulina Hennig-Kloska. Przypomnijmy, że mowa o projekcie noweli ustawy dot. wsparcia odbiorców energii złożonym przez posłów KO i Polski 2050-TD. Wyjaśniamy, na czym polega ta reforma.

Afera wiatrakowa. O co chodzi w nowych przepisach?

W uzasadnieniu ustawy czytamy, iż obowiązujące rozwiązania dot. mrożenia cen energii wymagają przedłużenia, ale na nowych zasadach. „Celem ustawy jest zminimalizowanie podwyżek wpływu cen energii i gazu dla najbardziej wrażliwych odbiorców, w tym przede wszystkim odbiorców w gospodarstwach domowych, szeroko rozumianych podmiotów użyteczności publicznej (w tym szpitale, szkoły, przedszkola, czy ośrodki pomocy społecznej) oraz jednostek samorządu terytorialnego, po dniu 31 grudnia 2023 roku. Brak wprowadzenia takich rozwiązań spowodowałby na tych rynkach bardzo wysokie wzrosty rachunków dla obiorców uprawnionych, które w zależności od rynku mogłyby wynosić nawet 50 proc., 70 proc. czy w skrajnych przypadkach ponad 100 proc.” – czytamy w uzasadnieniu.

Oglądaj

Wnioskodawcy stawiają jednocześnie na zwiększenie udziału energii odnawialnej w miksie energetycznym. W ustawie czytamy o „liberalizacji zasad budowy lądowych elektrowni wiatrowych, których rozwój został zablokowany wprowadzeniem tzw. reguły 10H (ustawą z 20 maja 2016 r. o inwestycjach w zakresie elektrowni wiatrowych - t.j. Dz.U. z 2021 r., poz. 724) niewystarczająco zmieniona w marcu 2023 r., a która jest kluczowa zarówno dla zwiększania udziału źródeł odnawialnych w krajowym miksie energetycznym, lecz przede wszystkim jest niezbędna dla obniżania kosztów energii dla odbiorców”.

Redakcja poleca

Obecnie obowiązujące przepisy - wprowadzone nowelą z marca tego roku - przewidują, że minimalna odległość turbin wiatrowych od zabudowań ma wynosić 700 metrów, a nie jak wcześniej 10-krotność maksymalnej wysokości turbiny, tzw. reguła 10H. W uzasadnieniu do projektu posłów KO i Polski 2050-TD napisano, że "proponuje się, by miejsce budowy elektrowni wiatrowej uzależnić od mocy hałasu, jaki emitują".

 "W przypadku nowocześniejszych urządzeń o niskim natężeniu hałasu ich lokalizacja będzie mogła nastąpić w bliższym otoczeniu zabudowy mieszkaniowej. Wiatraki cichsze będą mogły stanąć bliżej, natomiast te głośniejsze powinny być lokowane znacznie dalej od zabudowań, tak aby nie powodować uciążliwości" - wyjaśniono.

Drugie dno ustawy wiatrakowej. Co z finansowaniem? 

Politycy PiS zarzucili wnioskodawcom działanie godzące w interes Polaków. "Tuskowa Koalicja Oszustów ewidentnie spłaca dług wobec Niemców. Chcą wyprowadzić 15 mld zł z Orlenu, wstrzymując budowę elektrowni jądrowych SMR, po to, aby Niemcy mogli budować w Polsce wiatraki, gdzie popadnie. Czy w ten sposób Platforma spłaca dług wobec swoich patronów? Afera wiatrakowa to dowód na to, czyje interesy w rzeczywistości reprezentuje Koalicja Oszustów" - ocenił na platformie X rzecznik PiS Rafał Bochenek.

Projekt zakłada ponadto zamrożenie cen prądu, gazu i ciepła dla gospodarstw domowych i podmiotów wrażliwych do końca czerwca 2024 r. Jak czytamy w uzasadnieniu, "środki przeznaczone na finansowanie wsparcia odbiorców uprawnionych (...) będą pochodziły z Funduszu COVID-19, który będzie zasilany z gazowej składki na Fundusz Wypłaty Różnicy Ceny za 2022 r. oraz innymi środkami w sposób przewidziany stosownymi przepisami". Według portalu WysokieNapiecie.pl "cała operacja zostanie sfinansowana na koszt Orlenu", co ma kosztował wspomniane 15 mld zł.

Oglądaj

Michał Dworczyk z PiS doszukał się z kolei planu „przymusowego wywłaszczania pod budowę farm wiatrowych”. Dodał, że wiatraki będą mogły stać w odległości 300 metrów od prywatnych posesji. "Fatalne, szkodliwe dla Polaków zapisy. Dobre zapewne dla biznesu, przede wszystkim tego z zagranicy" - zaznaczył.

"Nie dość, że większość sejmowa swymi bezmyślnymi pomysłami na mrożenie cen energii topi Orlen na miliardy złotych. I osłabia tym bezpieczeństwo Polski. Jest coś jeszcze. W projekcie ekipy Tuska i przyległości nie ma mrożenia cen energii dla małych i średnich firm. Tak, to ta sama ekipa, która w kampanii reklamowała się jako głos małego i średniego biznesu. Amatorzy od frazesów w kampanii" - podkreślił z kolei Jacek Sasin.

Wiceminister sprawiedliwości Sebastian Kaleta zwrócił z kolei uwagę we wpisie na platformie X, że "miała być przejrzysta legislacja, konsultacje, brak wrzutek, a pierwszą ważną ustawą gospodarczą, którą koalicja Tuska składa w Sejmie, jest ustawa wiatrakowa połączona z konfiskatą zarobków Orlenu".

"Wiatraki będzie można budować 300 m od waszego domu. Jeśli wam się to nie będzie podobało albo jeśli jakiś inwestor, zapewne zagraniczny, zakocha się w waszej działce, będziecie mogli zostać wywłaszczeni, by sobie postawił tam wiatraki" - napisał.

Kaleta dodał ponadto, że zbiega się to "z informacjami o wielkich kłopotach finansowych niemieckich firm wiatrakowych, głównie Siemens Energy, która specjalizuje się w produkcji wiatraków". "Ostatnio rząd niemiecki udzielił jej wielomiliardowej pomocy finansowej. Jedyną transzą KPO, której Komisja Europejska nie zablokowała Polsce, jest ta na budowę wiatraków" - wskazał.

- Składamy wniosek do prokuratury regionalnej i Centralnego Biura Antykorupcyjnego, żeby te służby sprawdziły, kto stoi za poselskim projektem ustawy ws. cen energii; widać, że nie napisali jej posłowie, pytanie, jaka firma ma na tym zarobić - powiedział poseł PiS, szef MEiN Krzysztof Szczucki.

- Grupa osób, która przez ostatnie osiem lat blokowała transformację energetyczną, jednocześnie zmniejszając wydobycie węgla w Polsce i uzależniając nas od importu paliw kopalnych, która doprowadziła do kryzysu energetycznego, dzisiaj atakuje naszą ustawę – stwierdziła na antenie Radia ZET Hennig-Kloska.

Pytana o słowa Patryka Jakiego, który mówił o tym, że ta ustawa będzie pozwalała na wywłaszczenia, odpowiedziała, że nie ma podstaw, by na bazie tej ustawy wywłaszczać ludzi.

- To jest skandaliczna dezinformacja i sianie strachu przez Zjednoczoną Prawicę wśród ludzi. Mamy opinię prawną, z której jawnie wynika, że na bazie tej ustawy nie można wywłaszczać ludzi – podsumowała rozmówczyni Radia ZET.  

Źródło: Radio ZET/PAP/X.pl

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET