Czekają nas podwyżki cen paliw? Tusk zabrał głos. Akcje Orlenu runęły
Napięcia na Bliskim Wschodzie wywołały gwałtowne reakcje rynków i falę spekulacji o możliwych podwyżkach paliw w Polsce. Premier zabrał głos, zapewniając o stabilności dostaw, jednak inwestorzy odpowiedzieli wyprzedażą akcji Orlenu.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Czy Polsce grozi realny niedobór paliw.
- Jakie działania zapowiada rząd w sprawie cen na stacjach.
- Dlaczego akcje Orlenu gwałtownie straciły na wartości.
Donald Tusk o zapasach paliwa
Napięcia na Bliskim Wschodzie i eskalacja konfliktu USA–Iran wywołały nerwową reakcję rynków finansowych. Ceny ropy Brent przekroczyły poziom 83,5 dol. za baryłkę, a inwestorzy zaczęli kalkulować możliwe konsekwencje dla krajów uzależnionych od importu surowców energetycznych. Podczas posiedzenia rządu premier Donald Tusk odniósł się do spekulacji o możliwych brakach paliwa w Polsce. W przestrzeni publicznej – jak zauważył – pojawiły się narracje mogące wywołać panikę i szturm na stacje benzynowe.
– Chcę państwu powiedzieć, że nie ma żadnego problemu, jeśli chodzi o zapasy paliwa w Polsce. Wojna nie ma bezpośredniego wpływu na dostawy ropy naftowej i innych paliw do Polski – powiedział premier.
Szef rządu podkreślił, że struktura dostaw jest bezpieczna, a poziom wypełnienia systemu magazynowego przekracza 73 proc., co odpowiada około 3 mln metrów sześciennych ropy naftowej i – jak zaznaczył – ma tendencję rosnącą.
– Jeśli chodzi o ceny, my nie będziemy tu decydowali, ale Orlen, jako główny aktor na tej scenie, jest świadomy - użyje narzędzi dostępnych dla niego, też finansowych - np. związanych z marżą - by ewentualne skoki cen ropy na giełdach światowych nie odbiły się w sposób masywny i bardzo dokuczliwy na cenach paliwa w Polsce. Nie możemy oczywiście zagwarantować nienaruszalności cen w tym czasie, wojna ma swoje konsekwencje na rynkach globalnych, ale spółki pod kontrolą państwa będą miały na uwadze, by łagodzić ewentualne skutki podwyżki cen ropy na rynkach światowych. To mogę też państwu zagwarantować – powiedział we wtorek.
Deklaracja ta została odebrana przez część rynku jako sygnał możliwego obniżenia marż rafineryjnych, co bezpośrednio uderza w wyniki finansowe spółki. Akcje Orlenu straciły ponad 5 proc.
Dywersyfikacja jako tarcza ochronna
Kluczowym elementem uspokajającym opinię publiczną jest fakt, że Orlen nie sprowadza ropy ani z Iranu, ani przez Cieśnina Ormuz, która w ostatnich dniach stała się jednym z głównych punktów zapalnych konfliktu. To właśnie przez ten strategiczny szlak przepływa od jednej piątej do nawet jednej trzeciej światowego transportu morskiego ropy naftowej.
Orlen zapewnia, że od lat konsekwentnie realizuje strategię dywersyfikacji dostaw ropy. Surowiec trafia do rafinerii z różnych kierunków: z basenu Morza Śródziemnego, Afryki Północnej i Zachodniej, Skandynawii oraz obu Ameryk. Spółka posiada również długoterminowe kontrakty z takimi koncernami jak Saudi Aramco czy Equinor, które zabezpieczają znaczną część zapotrzebowania.
Taka struktura dostaw – jak podkreśla firma – ogranicza ryzyko związane z zakłóceniami w pojedynczych szlakach transportowych. Dotyczy to także LPG, które w większości pochodzi z własnej produkcji, a import realizowany jest głównie drogą morską z USA oraz państw Europy Zachodniej i Północnej.
Geopolityczne tło konfliktu
Eskalacja napięcia rozpoczęła się od ataków na Iran, po których władze w Teheranie ogłosiły restrykcje dotyczące żeglugi w rejonie Cieśniny Ormuz. Region ten ma kluczowe znaczenie dla światowego handlu surowcami energetycznymi, dlatego każda destabilizacja natychmiast odbija się na cenach ropy, gazu i kursach walut.
Eksperci wskazują, że w krótkim terminie baryłka ropy może utrzymywać się w przedziale 82–85 dolarów, jeśli napięcia będą się utrzymywać. To oznacza presję kosztową dla importerów paliw, w tym dla Polski.
Czy podwyżki są nieuniknione?
Z wypowiedzi premiera wynika jasno: gwarancji nie ma. Rząd deklaruje jednak gotowość do amortyzowania skutków globalnych wahań cen poprzez działania spółek z udziałem Skarbu Państwa. Kluczowe pozostaje pytanie, jak długo możliwe będzie ograniczanie wpływu rosnących cen ropy na ceny przy dystrybutorach bez negatywnego wpływu na kondycję finansową koncernu. Na dziś przekaz rządu jest jednoznaczny – paliwa nie zabraknie, a system zapasów działa stabilnie. Rynki jednak pokazują, że inwestorzy obawiają się kosztów tej stabilizacji.
Źródło: Radio ZET/xtb.com/money.pl
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET