Jedno budowane mieszkanie to jeden etat. „Utrata co najmniej 100 000 miejsc pracy”
Nastąpił drastyczny spadek liczby nowo rozpoczynanych inwestycji mieszkaniowych – zaalarmował Polski Związek Firm Deweloperskich. „Jeśli budowa nowych mieszkań nie ruszy, grozi nam utrata co najmniej 100 000 miejsc pracy” – ostrzegł w komunikacie.
Mieszkania w Polsce są drogie, a przez podwyższenie stóp procentowych zdolność kredytowa Polaków spadła tak znacznie, że nie są w stanie pożyczyć środków wystarczających na zakup nieruchomości. Częściowym rozwiązaniem tego problemu ma być program Pierwsze mieszkanie i Bezpieczny kredyt 2 procent, w którym państwo będzie spłacać część zobowiązań wobec banków. Jeśli jednak szybko nie uda się przywrócić tempa budowy sprzed kryzysu, rynek pracy, a następnie całą gospodarkę, czekać będą wyjątkowo ciężkie czasy.
Spadek liczby budowanych mieszkań może zaszkodzić gospodarce
Pierwsze mieszkanie na pierwszy rzut oka powala rozmachem – Bartosz Turek, główny analityk HRE Investemens, wyliczył w podcaście „Biznes. Między wierszami”, że przy obecnych wskaźnikach dopłata do kredytu zaciągniętego na 500 000 zł może wynieść nawet 235 000 zł. Ekspert wytłumaczył także, że wyłożone pieniądze państwo błyskawicznie odbierze w podatkach płaconych z powodu ożywienia gospodarczego. Dodał także, że zwiększając popyt program Pierwsze mieszkanie obniży ceny nieruchomości, co może wydawać się nieintuicyjne.
Spadek liczby budowanych mieszkań uderzy w pierwszej kolejności w branżę deweloperską. Obecnie w budownictwie pracę znajduje około 500 000 osób (dane GUS za III kw. 2022 r.), z czego 217 000 zatrudnionych jest w samej tylko branży deweloperskiej, stawiającej budynki wielorodzinne, biurowe i hotelowe (dane JLL). Od 2017 r. liczba osób zatrudnionych sektorze systematycznie rosła. Trend ten został ostatnio wyhamowany ze względu na drastyczny spadek nowo rozpoczynanych inwestycji mieszkaniowych. Jeśli budowa nowych mieszkań nie ruszy, grozi nam utrata co najmniej 100 tys. miejsc pracy.
- Statystyki z początku nowego roku nie napawają optymizmem. Aby znaleźć ostatni styczeń z tak niskim wolumenem rozpoczętej produkcji, musimy cofnąć się aż do 2016 roku. Dla porównania, minimalnie lepsze pod względem nowych inwestycji były nawet miesiące szczytu pandemii, w których obserwowaliśmy przecież paraliż pracy urzędów – ostrzegł Patryk Kozierkiewicz, ekspert Polskiego Związku Firm Deweloperskich.
Jak oceniają ekonomiści, każde jedno nowo wybudowane mieszkanie to co najmniej jeden utrzymywany etat. Przez ostatnią dekadę deweloperzy wybudowali aż milion lokali mieszkalnych, dając tym samym pracę setkom tysięcy osób przy wznoszeniu budynków i ich wykańczaniu. Tymczasem od 2021 r. liczba nowo rozpoczynanych inwestycji radykalnie spada. Deweloperzy zapowiadają na rok 2023 budowę tylko 60-70 tys. mieszkań, czyli aż o 100 tys. mniej niż w roku 2021. Przyszły rok 2024 nie będzie lepszy, bo eksperci szacują, że liczba budowanych mieszkań utrzyma się na podobnym poziomie, a jeśli wzrośnie, to maksymalnie o kilkanaście procent w stosunku do roku 2023.
Trzeba przy tym pamiętać, że dane GUS dotyczące zatrudnienia w budownictwie obejmują tylko przedsiębiorstwa zatrudniające powyżej 9 osób, co w tym wypadku oznacza pominięcie znaczącej części rynku. To przede wszystkich niewielkie firmy z małych miejscowości, czy też jednoosobowe działalności gospodarcze będą mierzyć się z zapaścią na rynku i groźbą likwidacji stanowisk pracy. Tym bardziej, że w miejscach o największej skali budownictwa, często zatrudniało się pracowników pochodzących z miejscowości położonych w innych regionach, gdzie bezrobocie było wyższe. A teraz pracy przy budowach czy wykończeniu mieszkań, nie będzie nie tylko w mniejszych miejscowościach, lecz także w tych dużych.
Od tego, czy i ile budują deweloperzy, zależy też zatrudnienie i kondycja wielu branż, na które pośrednio wpływa budownictwo, m. in. producentów wyposażenia mieszkań, sprzętu AGD, materiałów budowlanych. Nie wspominając już o firmach produkujących stolarkę okienno-drzwiową i meble, które do tej pory prężnie się rozwijały i pod względem innowacyjności, produkcji i eksportu były liderem na rynku krajowym i europejskim.
Niestety w sytuacji zapaści na rynku budownictwa mieszkaniowego ani osoby budujące samodzielnie domy jednorodzinne (nie otrzymują kredytowania, dlatego nie decydują się na budowę domu), ani sektor budownictwa komercyjnego, nie będą w stanie przejąć pracowników tracących pracę. Ratunkiem mogłyby być inwestycje infrastrukturalne (energetyczne, drogowe itp.), jednak ta część budownictwa jest również w poważnym kryzysie, o czym informowały już jesienią ubiegłego roku organizacje branżowe. Obecnie cały segment publiczny oczekuje na napływ nowych środków, w ramach budżetu unijnego na lata 2021-2027 i z Krajowego Programu Odbudowy.
Działalność deweloperską prowadzi w Polsce obecnie aż kilka tysięcy podmiotów. Są to nie tylko duże spółki notowane na giełdzie sprzedające po kilka tysięcy mieszkań rocznie i prowadzące wiele inwestycji w największych miastach w Polsce, ale także setki małych firm, prowadzących tylko jedną lub dwie budowy - zbywających po kilkanaście mieszkań w roku. Dla nich kryzys na rynku mieszkaniowym może być szczególnie dotkliwy i mogą nie wyjść z niego obronną ręką.
- Im dłużej będzie spadało zatrudnienie w budownictwie, tym trudniej potem będzie znaleźć pracowników i odtworzyć zasoby kadrowe, gdy już sytuacja gospodarcza się zmieni i deweloperzy znowu zaczną budować. Aby tak się stało i rynek mieszkań mógł odżyć, potrzeba stabilnego prawa i rozwiązań sprzyjających rozwojowi rynku mieszkaniowego. Jest to cel wspólny branży deweloperskiej i wszystkich tych, którzy chcą realizować swoje marzenia mieszkaniowe – powiedział Konrad Płochocki, wiceprezes PZFD.
RadioZET.pl/PZFD
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET