Kredyt 2 procent wysysa nadzieję na mieszkanie. „Powiększająca się przepaść”
Na siedmiu największych rynkach w Polsce we wrześniu 2023 roku deweloperzy sprzedali 5400 nowych mieszkań. W tym samym czasie do oferty wprowadzili 4000 lokali. Napędzany kredytem 2 procent popyt wysysa oferty również z rynku wtórnego, co prowadzi do wzrostu cen. W rezultacie kupno własnego lokum wymyka się coraz większe liczbie Polaków. Miało wyjść inaczej.
Bezpieczny kredyt 2 procent miał z zadanie ułatwić zakup pierwsze nieruchomości osobom, których ze względu na wysokiej stopy procentowe nie było stać na spłatę rat kredytów – zakładając, że z powodu niskiej zdolności kredytowej wyliczane przez banki w ogóle by je otrzymali. Program cieszy się ogromnym zainteresowaniem, kto jednak nie zdążył z niego skorzystać w pierwszych miesiącach po uruchomieniu, może być problemy . Dodatkowy popyt „wyczyścił” rynek z tańszych, spełniających warunki ceny maksymalnej ofert. Nie pomaga także fakt, że żeby dostać tani kredyt, trzeba zarabiać naprawdę dużo.
Kredyt 2 procent przestał pomagać. Zaczyna brakować mieszkań
- Od samego początku było wiadomo, że to nie będzie 2 procent, tylko w nazwie jest 2 procent, a w praktyce, gdy doda się do tego marżę banku, prowizję plus ewentualnie inne koszty, to summa summarum będzie to właśnie 4-5 procent RRSO. Samo oprocentowanie nominalne będzie na poziomie około 3 procent – tak wyjaśnił w podcaście „Biznes. Między wierszami” rozbieżności między nazwą programu a pierwszymi ofertami banków Marek Wielgo, ekspert rynekpierwotny.pl i gethome.pl. „Pierwsze mieszkanie” pozwala kupić nieruchomość o maksymalne wartości 700 000 zł w przypadku osób samotnych oraz 800 000 zł dla rodzin i osób wychowujących dzieci.
Za metr kwadratowy mieszkania w Warszawie we wrześniu 2023 roku trzeba było płacić już średni 16 000 zł. W innych miastach nie jest dużo taniej. - Na rynku pierwotnym szaleństwo cenowe trwa. Nie dość, że deweloperzy podnoszą ceny mieszkań, to najtańsze szybko znikają z ich oferty. Te, które w niej zostają są więc coraz droższe – zauważył Marek Wielgo, ekspert portali RynekPierwotny.pl i GetHome.pl.
Od czerwca sprzedaż na rynku pierwotnym utrzymuje się na zbliżonym poziomie 5400 lokali sprzedawanych miesięcznie na 7 największych rynkach. W ciągu trzech kwartałów deweloperzy działający w Warszawie, Krakowie, Wrocławiu, Trójmieście, Poznaniu, Łodzi i Katowicach sprzedali 41 40 400 mieszkań, o ponad 9 procent więcej niż w całym 2022 roku. Jednocześnie do sprzedaży trafiło 28 600 lokali, o ponad 10 000 mniej niż w analogicznym okresie minionego - słabego dla rynku mieszkaniowego roku - i o ponad 45 procent mniej niż sprzedano od stycznia do września 2023 roku.
- Wybór mieszkań od deweloperów spadł do poziomu z końcówki 2021 roku, a zatem okresu popandemicznego boomu. Tyle, że wtedy do sprzedaży trafiało blisko 6000 lokali miesięcznie, a sprzedaż oscylowała w granicach 4500-4700. Dziś te proporcje się odwróciły. Wtedy mówiliśmy o popycie tezauryzacyjnym i ucieczce ze skumulowanymi w okresie pandemii oszczędnościami w nieruchomości. Dziś mamy do czynienia z mobilizacją popytu, który prawdopodobnie miałby w normalnych okolicznościach rynkowych szansę pojawić się dopiero w ciągu 2-3 najbliższych lat. - skomentowało Ewa Tęczak, ekspertka rynku nieruchomości Otodom.
To przekłada się zdaniem ekspertki Otodom na gorączkę, która nienaturalnie winduje ceny. Te na samym rynku pierwotnym wzrosły w ujęciu rocznym od 15 procent w Trójmieście do 23 procent w Krakowie. Dziś średnie ceny mieszkań na rynku deweloperskim wynoszą 15 000 zł/m2 w Warszawie, 14 400 zł/m2 w Krakowie, 13 400 zł/m2 w Gdańsku, 12 400 zł/m2 we Wrocławiu, 11 700 zł w Poznaniu, 11 000 zł/m2 w Katowicach i 9200 zł/m2 w Łodzi.
- Do czasu przeprocesowania przez banki pierwszej, lipcowej fali wniosków o BK2% trudno mówić o faktycznym wpływie tego rządowego programu na skalę zakupów na rynku mieszkaniowym. Liczba wniosków raportowana przez BIK jest w jakiejś części zwielokrotniona w procesie ubiegania się o decyzję kredytową. Część rezerwacji czy umów przedwstępnych ma również szansę nie zostać sfinalizowanych ze względu na niespełnienie wymogów przyznania kredytu z dopłatą. Na razie nie odnotowaliśmy istotnego wzrostu liczby “zwrotów” czy powrotów mieszkań z rezerwacji, ale wciąż jeszcze zbyt wcześnie by zjawisko to mogło zaistnieć na większą skalę. Na dziś najważniejszym i niezaprzeczalnym efektem działania programu jest wzrost cen i spadek dostępności mieszkań. - dodała Katarzyna Kuniewicz, ekspertka Otodom Analytics.
- Buda niezadowolony z banków. Będzie interwencja w KNF ws. Bezpiecznego kredytu 2 proc.
- Obawy potwierdziły się. „Przez rządowy program ceny rosły już od grudnia”
- Wykluczeni z taniego kredytu. Rząd tłumaczy się z wprowadzenia ograniczeń
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET