Mandat 500 zł za koszenie trawy? Tak, jeśli zlekceważysz te przepisy

2 min. czytania
01.05.2026 12:00
Obserwuj nas na Google

Koszenie trawy to pozornie niewinna, sezonowa czynność. Jednak niewłaściwie wykonana – w złym miejscu, czasie lub bez znajomości przepisów – może skończyć się mandatem sięgającym nawet 500 zł. Dziś koszenie to nie tylko pielęgnacja zieleni – to kwestia prawa, ekologii i sąsiedzkiej kultury.

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jakie konsekwencje grożą za wyrzucenie skoszonej trawy do rowu lub lasu?
  • Dlaczego eksperci coraz częściej odradzają zbyt częste koszenie trawy?
  • Czy można legalnie kosić trawę w niedzielę o godzinie 7 rano?

Mandat za koszenie trawy. Jak łatwo złamać przepisy

Mandat za kosiarkę? Niestety to możliwe. Wiosną i latem polskie osiedla, ogrody i działki rozbrzmiewają znajomym dźwiękiem kosiarek. Dla wielu to naturalny element sezonu. Ale coraz częściej – także źródło konfliktów, ekologicznych kontrowersji i… grzywn. Bo choć trawnik może być nasz, zasady jego pielęgnacji już niekoniecznie.

W Szczecinie i wielu innych miastach obowiązują konkretne zasady dotyczące gospodarowania zielonymi odpadami – a łamanie ich może słono kosztować. Skoszona trawa, liście, gałęzie – to odpady biodegradowalne, które nie mogą być wrzucane „gdzie popadnie”: do lasów, rowów, na pobocza czy nawet do zwykłego kontenera na śmieci zmieszane. Takie działanie kwalifikuje się jako zaśmiecanie przestrzeni publicznej i podlega grzywnie. Straż miejska może wlepić mandat do 500 zł, a w przypadku recydywy – nawet skierować sprawę do sądu.

Zakład Wodociągów i Kanalizacji w Szczecinie przypomina też, że zielone odpady zatykają kanalizację deszczową. Konsekwencje? Zalania, lokalne podtopienia i kolejne koszty. A wszystko przez trawę, która nie trafiła tam, gdzie trzeba. Co więc robić? Miasta udostępniają harmonogramy odbioru bioodpadów, oferują biodegradowalne worki i zachęcają do kompostowania. To nie tylko legalne, ale i ekologiczne.

Redakcja poleca

Grzywna za zakłócanie spokoju

Drugi gorący temat to hałas. Choć nie ma w Polsce jednej ustawy zakazującej koszenia w niedziele czy święta, wiele gmin ustala własne regulaminy. Kodeks wykroczeń natomiast mówi jasno: zakłócanie spokoju, porządku publicznego lub ciszy nocnej (zazwyczaj 22:00–6:00) może skończyć się mandatem. I nie chodzi tylko o porę – jeśli sąsiad zgłosi uciążliwy hałas w ciągu dnia, służby mogą uznać go za uzasadniony.

Nie brakuje przykładów z praktyki: wezwania straży miejskiej, nieprzyjemne sąsiedzkie awantury, grzywny. Dlatego warto zachować wyczucie. Koszenie o 7 rano w niedzielę? Legalnie może i tak – ale społecznie to już pole minowe.

Ekologia kontra idealny trawnik. Komu szkodzi koszenie?

Ostatni, ale coraz ważniejszy wątek to środowisko. Eksperci alarmują: obsesyjne koszenie niszczy bioróżnorodność. Krótkie, często ścinane trawniki to biologiczne pustynie. Zamiast tętniącej życiem zieleni mamy sterylne „dywany”, które nie dają pożytku ani owadom zapylającym, ani glebie, ani klimatowi.

Etnobotanik prof. Łukasz Łuczaj w rozmowie z radiową Trójką apeluje o ograniczenie koszenia do minimum – najlepiej raz do roku, po przekwitnięciu dzikich roślin. Zamiast kosić „na łyso”, lepiej stworzyć łąki kwietne, które przyciągają pszczoły, motyle i ptaki. Takie działania wspiera coraz więcej miast: Warszawa, Wrocław, Kraków – tam celowo rezygnuje się z regularnego strzyżenia na rzecz ochrony przyrody. To także oszczędność: mniej koszenia to mniej spalin, hałasu, pracy i kosztów. A więcej zieleni, cienia i... spokoju.

Źródło: Radio ZET/portalsamorzadowy/Trójka Polskie Radio

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET