`

Polacy zostawiają tu małą fortunę. Popularna atrakcja wraca do Sopotu

2 min. czytania
08.07.2025 14:34
Obserwuj nas na Google

Na pierwszy rzut oka wydaje się dziecinnie proste: wystarczy zawisnąć na drążku i utrzymać się przez dwie minuty, by zgarnąć 200 zł. Ale „wisielec”, który ponownie stanął na Monciaku w Sopocie, nie bez powodu budzi emocje od ponad dekady. Tylko nielicznym udaje się przechytrzyć tę z pozoru łatwą grę.

Sopot
fot. East News

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Na czym naprawdę polega fenomen „wisielca”.
  • Dlaczego tak trudno wygrać z ruchomym drążkiem.
  • Jak wygląda biznesowy mechanizm tej popularnej atrakcji.

Atrakcja czy oszustwo? "Wisielec" znów kusi tłumy i wyciąga pieniądze

Na Monciaku w Sopocie pojawił się dobrze znany „wisielec” – atrakcja, która co lato przyciąga tłumy ciekawskich i śmiałków gotowych rzucić wyzwanie własnym mięśniom, jak informuje portal trojmiasto.pl. Zasady są jasne: zapłać kilkadziesiąt złotych, zawieś się na drążku, nie dotykaj ziemi i wytrzymaj 2 minuty. Nagroda – 200 zł – wydaje się na wyciągnięcie ręki. Ale tylko z pozoru.

Drążek zamontowany w metalowej konstrukcji nie jest zwykłym drążkiem do podciągania – wyposażony w łożyska, obraca się nieprzewidywalnie, przez co nawet silne osoby mają problem z utrzymaniem chwytu. Wyzwaniem staje się nie tylko siła rąk, ale także opanowanie nerwów, kontrola ciała i… odpowiednia waga.

Redakcja poleca

„Wisielec” debiutował w Trójmieście już w 2014 roku. Wówczas ustawiał się do niego ogonek chętnych, ale nikomu nie udało się wygrać. Od tego czasu instalacja regularnie powraca w sezonie wakacyjnym, odwiedzając również inne nadmorskie kurorty i festyny.

Próbę pokonania „wisielca” podejmował nawet Marcin Banot – znany z ekstremalnych wspinaczek youtuber. Mimo imponującej kondycji i doświadczenia, wytrzymał na drążku niespełna 90 sekund. Podobnie zresztą jak uczestnicy show Ninja Warrior.

W sieci nie brakuje opinii, że cała atrakcja to forma sprytnego naciągania. Ale twórcy "wisielca" niczego nie ukrywają – drążek jest ruchomy, a gra trudna. Mimo to chętnych nie brakuje, a zyski mogą sięgać nawet 100 tys. zł w jedno lato. Co ciekawe, „wisielca” można też kupić. Używane konstrukcje sprzedawane są w internecie jako „gotowy biznes”. Ceny sięgają nawet 2 tys. zł.

Choć gra wygląda na zabawę, nie daj się zwieść – „wisielec” testuje granice ludzkiej wytrzymałości. A wygrana? To raczej wyjątek niż reguła.

Źródło: Radio ZET, trojmiasto.pl

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET