`

Prawnicy ostro o tablicach alimentacyjnych, punktują szereg wad. „Dzieci na tym stracą”

7 min. czytania
25.07.2025 10:49
Obserwuj nas na Google

Ministerstwo Sprawiedliwości zaprezentowało w czwartek nowy instrument, który miał pomóc sądom w ustalaniu wysokości alimentów – tzw. tablice alimentacyjne. Wywołały one natychmiast silne kontrowersje wśród rodziców i nie tylko. Adwokaci Małgorzata Durlej-Piotrowska oraz Konrad Michał Kuć w rozmowie z portalem RadioZET.pl nie pozostawili wątpliwości: dokument w obecnej formie może zaszkodzić, zamiast pomóc. Resort już zapowiedział ponowne przeliczenia. Weźmie pod uwagę też głos środowiska adwokackiego?

tablica alimentacyjna, dziecko
fot. East News/MS

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Czym są tablice alimentacyjne i jak mają działać.
  • Dlaczego prawnicy uważają je za potencjalnie szkodliwe narzędzie.
  • Jakie zmiany zapowiada Ministerstwo Sprawiedliwości.

Tablice alimentacyjne. Nowe narzędzie dla sędziów

Zgodnie z zapowiedzią ministerstwa tablica alimentacyjna ma charakter wyłącznie informacyjny i służy jako punkt odniesienia – zarówno dla sędziów, jak i stron postępowania. "Tablica alimentacyjna będzie realnym wsparciem dla sędziego przy ustalaniu wysokości alimentów. Ułatwi ocenę sytuacji i pozwoli zachować większą przewidywalność orzeczeń. Jednocześnie nie ograniczy niezależności sędziowskiej” – ocenił minister sprawiedliwości Adam Bodnar.

„Dla rodziców oznacza to większą przejrzystość oraz mniejsze napięcia związane z ustalaniem alimentów, a dla dzieci – szybsze zapewnienie odpowiedniego wsparcia finansowego” – dodała wiceministra Zuzanna Rudzińska-Bluszcz. Jednak czy tak będzie w rzeczywistości? Zapytaliśmy ekspertów w zakresie prawa rodzinnego.

Prawnicy: może być gorzej, nie lepiej

Adwokat Konrad Michał Kuć w rozmowie z portalem RadioZET.pl, z dużą rezerwą odniósł się do idei ustandaryzowanych kwot alimentacyjnych.

 – W ocenie szerokiego grona praktyków prawa pomysł Ministerstwa Sprawiedliwości w obecnej wersji spowoduje jeszcze większe spowolnienie spraw alimentacyjnych. Proponowane przez resort rozwiązanie nie rozwiązuje problemu ustalania wysokości świadczeń alimentacyjnych, lecz przerzuca na stronę zobowiązaną do płacenia alimentów ciężar udowodnienia, że usprawiedliwione koszty utrzymania małoletnich dzieci stron są niższe niż te wskazane w tablicach alimentacyjnych ministerstwa  – stwierdził, jednocześnie zwracając uwagę, że “kwoty wskazane przez ekspertów Ministerstwa Sprawiedliwości są całkowicie oderwane od praktyki orzeczniczej znakomitej ilości sądów powszechnych w Polsce”.  – Nie uwzględniają regionalizacji, a także zaangażowania rodziców w wychowanie i utrzymanie dzieci  – dodał.

Mecenas ostrzegł też, że narzędzie może zaburzyć równowagę procesową i wzmocnić silniejszą stronę konfliktu. – Istnieje realna groźba ograniczenia indywidualnego przedstawienia argumentów przez stronę, która w postępowaniu o alimenty zostanie pozwana. Dotyczy to w szczególności sytuacji, gdzie pozwany występuje bez profesjonalnego pełnomocnika – adwokata i nie będzie w stanie samodzielnie udowodnić, że koszty utrzymania dzieci, a także jego czy jej możliwości zarobkowe i majątkowe nie pozwalają na zastosowanie stawek zawartych w proponowanej tabeli. Inną kwestią pozostaje realne zagrożenie stosowania przez sądy z automatu stawek zawartych projekcie ministerstwa, w szczególności na etapie postępowania zabezpieczającego  – uważa mec. Kuć.

Podobne obawy wyraziła w rozmowie z nami adwokatka Małgorzata Durlej-Piotrowska. – Tablica alimentacyjna sama w sobie nie ogranicza prawa stron do indywidualnego przedstawiania swoich argumentów, ale może wpływać na sposób, w jaki sąd rozpatruje roszczenia alimentacyjne, jeśli nie zostanie odpowiednio użyta lub zrozumiana (...). Istnieje pewne ryzyko, że zarówno sądy, jak i strony, mogą zacząć traktować tablicę alimentacyjną zbyt sztywno – jako standard, od którego nie należy odstępować – stwierdziła.

Redakcja poleca

Czy tablica alimentacyjna przyspieszy postępowania? Raczej nie

Resort sprawiedliwości zapowiadał, że tablica przyczyni się do skrócenia postępowań. Prawnicy są jednak zgodni: efekt może być odwrotny.

– Tablice alimentacyjne – w obecnej wersji – nie stanowią narzędzia pomocniczego w przyspieszeniu postępowania alimentacyjnych. Wręcz odwrotnie, wyraźnie wydłużą postępowania – wskazał mec. Kuć. – Z jednej strony strona inicjująca postępowanie alimentacyjne ma znacząco ułatwione zadanie, ograniczające się jedynie do wykazania zarobków brutto strony pozwanej, co druga strona będzie starała się skutecznie zwalczać. Z drugiej zaś strony istnieje groźba celowego obniżania wynagrodzenia przez zobowiązanego, tak by znaleźć się jak najniżej w widełkach przedstawionych przez pomysłodawców. Końcowo tracą na tym tylko dzieci – stwierdził.

– Pojawienie się tablicy alimentacyjnej nie obliguje Sądu do orzekania zgodnie z nią. Sąd wciąż ma obowiązek zbadać przesłanki niezbędne do ustalenia wysokości alimentów, a mianowicie możliwości zarobkowe zobowiązanego oraz usprawiedliwione potrzeby dziecka. W związku z tym w mojej ocenie tablica alimentacyjna nie będzie miała realnego wpływu na szybkość postępowania – uważa mec. Małgorzata Durlej-Piotrowska.

Tablica a ugody: pomoc czy przeszkoda?

Czy tablica alimentacyjna może ułatwić polubowne zakończenie sporu? Doświadczeni pełnomocnicy mają wątpliwości. – Adwokaci zawsze, gdy tylko widzą możliwość koncyliacyjnego zakończenia sporu pomiędzy stronami, w szczególności, gdy sprawa dotyczy małoletnich dzieci stron, doradzają klientom polubowne porozumienie. Wdrożenie tabeli alimentacyjnych nie zmieni dotychczasowej praktyki – mówił mec. Konrad Michał Kuć.

Z kolei mec. Durlej-Piotrowska zauważa, że “paradoksalnie w wielu sytuacjach tabela może utrudnić rozmowy ugodowe, gdyż jedna ze stron może czuć się zbyt pewnie na swoim stanowisku".

– Przykładowo alimenty w kwocie 1004 zł przy dziecku w wieku 0-7 lat nie wystarczą na zaspokojenie podstawowych potrzeb. W tej sytuacji strona zobowiązana może być mniej skłonna do ugody na wyższą kwotę, gdyż będzie się zasłaniać tym, że jest tabela alimentacyjna która wskazuje jakie alimenty będzie płacić  – stwierdziła. 

– Patrząc z drugiej strony, przy 3 dzieci kwoty te są ustalone w taki sposób, że w niektórych przypadkach kwota alimentów z tablicy przekracza dochód rodzica wskazany w tablicy. Przykładowo, rodzic uzyskujący dochód 18 001 zł brutto (co daje dochód netto na umowie o pracę około 12 600 zł) na 3 dzieci w wieku 18+ musiałby płacić łącznie 13 824 zł alimentów, czyli ponad 1 200 zł miesięcznie ponad jego dochód. Nie wystarczyłoby mu więc dochodu nawet na pokrycie alimentów, nie mówiąc już o własnym utrzymaniu. Z kolei w sytuacji strona uprawniona może być mniej skłonna do ugody, licząc na to, że Sąd zasądzi alimenty w kwocie z tabeli alimentacyjnej  – uważa adwokat Małgorzata Durlej-Piotrowska.

Redakcja poleca

Czy dzieci na tym zyskają?

Resort przekonuje, że tablica ma pomóc dzieciom. Prawnicy wątpią. – W mojej ocenie wprowadzenie tablicy alimentacyjnej nie wpłynie na poprawę sytuacji dzieci po rozwodach – mówiła Durlej-Piotrowska.  –  Tablica alimentacyjna nie uwzględnia jednej bardzo ważnej kwestii, która jest ustalana w toku postępowania alimentacyjnego, a mianowicie możliwości zarobkowych osoby zobowiązanej do alimentów. Zdarzają się sytuacje, w których osoba zobowiązana do alimentów ukrywa dochody lub celowo rezygnuje z pracy, aby wykazać jak najniższy dochód. W takiej sytuacji Sąd bada możliwości zarobkowe zobowiązanego, czyli nie to ile faktycznie zarabia, ale to ile przy dołożeniu należytej staranności jest on w stanie zarobić  – alarmuje adwokat.

– Tablica alimentacyjna zupełnie nie bierze pod uwagę tej okoliczności, a jedynie bazuje na aktualnym dochodzie zobowiązanego. Ta sytuacja powoduje, że dziecko może otrzymać niższe alimenty niż w przypadku braku takich wytycznych jak tablica alimentacyjna – dodała.

Zauważyła również, że rozwiązanie to nie bierze pod uwagę miejsca, w którym dziecko mieszka. – Zupełnie inaczej przedstawiają się koszty utrzymania dziecka w dużym mieście, gdzie chociażby koszt wynajmu mieszkania jest zdecydowanie wyższy niż koszty utrzymania dziecka w małej miejscowości – stwierdziła mec. Durlej-Piotrowska.

Szara strefa, zaniżanie dochodów i eldorado alimenciarzy

Oboje eksperci dostrzegają w nowym rozwiązaniu Ministerstwa Sprawiedliwości konkretne ryzyka społeczne i luki wynikające z nieuwzględnieniu szerszych czynników związanych z niepłaceniem alimentów.

– Osoba zarabiająca załóżmy 25 000,00 zł brutto (17 372,00 zł netto na rękę) przy trójce dzieci będzie zobowiązana do zapłaty alimentów w wysokości 17 424,00 zł netto, czyli więcej niż zarabia – wskazał mec. Kuć. – Zaproponowany przez Ministerstwo Sprawiedliwości model sprzyja ukrywaniu dochodów i w konsekwencji uszczuplaniu przyznawanych alimentów.

Z kolei. mec. Durlej-Piotrowska zauważa celnie, że “główną przyczyną zaległości alimentacyjnych nie jest zbyt wysoka kwota zasądzanych alimentów, lecz niewydolność systemu ich egzekwowania”.

– W Polsce nadal powszechnym zjawiskiem jest unikanie płacenia alimentów poprzez pracę w szarej strefie, nieujawnianie dochodów czy ukrywanie majątku. W takich przypadkach, nawet jeśli alimenty byłyby ustalane według ustandaryzowanej tabeli i na rozsądnym poziomie, osoby niechętne do wywiązywania się ze swoich obowiązków wciąż będą je omijać  – stwierdziła ekspertka. Jednocześnie podkreśliła, że uchylanie się od płacenia alimentów często ma źródła emocjonalne, a nie ekonomiczne. 

– W wielu przypadkach dłużnicy traktują alimenty nie jako obowiązek wobec dziecka, ale jako element konfliktu z byłym partnerem lub partnerką. W takich sytuacjach wysokość świadczenia nie ma większego znaczenia – nawet najniższa kwota może być niepłacona z przekory lub z chęci "ukarania” drugiego rodzica – uważa.

Co należałoby poprawić?

Oboje adwokaci wskazują, że tablica wymaga gruntownej korekty. Mec. Kuć mówi wprost: "Należy dopracować wysokość alimentów, ponieważ obecna propozycja stawia Polsce bodaj najwyżej w Europie w zakresie wysokości modelowych kwot alimentów. Wartości alimentów należy urealnić, powiązać z miejscem zamieszkania dzieci i stron (zregionalizować)".

Ekspert zauważył również, że w zaproponowanym rozwiązaniu brak powiązania wysokości alimentów z osobistym zaangażowaniem rodzica w wychowanie dzieci, wymiaru ustalonych i realizowanych kontaktów, a przede wszystkim z realnym kosztem ich utrzymania i możliwości zarobkowych i majątkowych zobowiązanego.

Małgorzata Durlej-Piotrowska dodała, że niezwykle ważne jest również zadbanie o odpowiednie przygotowanie osób, które będą korzystać z tablicy w praktyce – zwłaszcza mediatorów.

– Jeśli tablica stanie się głównym punktem odniesienia w mediacjach prowadzonych przez osoby bez wiedzy prawnej, istnieje ryzyko, że propozycje ugodowe będą mechanicznie kopiować wartości z tabeli, bez głębszej refleksji nad sytuacją konkretnych stron. W efekcie mogą powstawać ugody alimentacyjne niedostosowane do realiów ekonomicznych rodziny, co zwiększa ryzyko ich późniejszego niewykonywania i podważa zaufanie do samej instytucji mediacji  – uważa mecenas. Zauważyła równocześnie, że wprowadzenie tabeli przez organ administracji publicznej (jakim jest Ministerstwo Sprawiedliwości) może budzić wątpliwości co do ingerencji w niezawisłość sędziowską.

 – Choć formalnie tablica nie jest aktem prawnym, może w praktyce wywierać presję na sądy do orzekania według określonych standardów, co osłabia zasadę indywidualizacji orzeczeń w sprawach rodzinnych  – stwierdziła mec. Durlej-Piotrowska.

Ministerstwo Sprawiedliwości odpowiada: będą zmiany

Po fali krytyki Ministerstwo Sprawiedliwości potwierdziło informacje, do których dotarło wcześniej Radio ZET, i zapowiedziało ponowne przeanalizowanie tabel. "Resort będzie prowadził dalsze prace oraz konsultacje nad tym projektem, aby go dopracować i wyjaśnić wszelkie wątpliwości", przekazał nam przedstawiciel ministerstwa.

„Tablice alimentacyjne mają pomagać, a nie wzbudzać kontrowersje. Dobro dziecka jest wartością nadrzędną, ale nie możemy pomijać głosu rodziców. Wsłuchując się w Państwa uwagi, ponownie je przeanalizujemy, skonsultujemy tablice raz jeszcze z ekspertami i organizacjami społecznymi” – napisała Zuzanna Rudzińska-Bluszcz na platformie X.

Mimo że cel tablic alimentacyjnych był szczytny – uproszczenie procedur i zwiększenie przewidywalności orzeczeń – ich obecna forma budzi więcej pytań niż daje odpowiedzi. Jeśli narzędzie to ma służyć dzieciom, musi uwzględniać realne potrzeby i rzeczywistość społeczną, a nie tylko liczby w tabeli. Na razie jednak – jak pokazują wypowiedzi praktyków – może pogłębić konflikty, a także zwiększyć problem uchylania się od obowiązku alimentacyjnego.

Źródło: Radio ZET

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET