Przelali na zbiórkę Łatwoganga rekordową kwotę, a biznes zaczynali w piwnicy

Anna Skalik
2 min. czytania
28.04.2026 14:19
Obserwuj nas na Google

Polska wciąż wspomina rekordową zbiórkę Łatwoganga na fundację Cancer Fighters, a suma zebranych środków nadal rośnie. Swoją dużą cegiełkę dorzucili do tego twórcy marki WK Dzik. To właśnie oni jako pierwsi przelali 5 mln zł. Nie każdy wie, że zaczynali w piwnicy.

Łatwogang udziela wypowiedzi
fot. Filip Naumienko/REPORTER

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Kto stoi za firma WK Dzik.
  • Jaka jest historia firmy, która wpłaciła 5 mln zł na zbiórkę Łatwoganga.
  • Które wartości są fundamentem działania firmy WK Dzik.

To oni jako pierwsi wpłacili 5 mln na zbiórkę Łatwoganga

Aktualna kwota zbiórki Łatwoganga na fundację Cancer Fihters stale rośnie i obecnie, dwa dni po zakończeniu rekordowego streamu, wynosi już 282 741 778.76 zł. Na tę sumę składają się tysiące wpłat Polek i Polaków, a także mniejszych i większych firm. Kilka z nich zasiliło konto zbiórki rekordowymi kwotami, przekraczającymi 5 mln zł.

Redakcja poleca

W bieżącym zestawieniu takich firm jest sześć, a jedną z nich jest WK Dzik. To właśnie ta ekipa jako pierwsza przekazała tak olbrzymią, kilkumilionową kwotę. Firma, założona przez czwórkę przyjaciół, przed zbiórką Łatwoganga znana była przede wszystkim w środowisku osób prowadzących aktywny styl życia oraz w sieci, skupiając tam kilkaset tysięcy fanów. Obecnie trafili na listę marek, których nazwę wymienia się jako jedną z pierwszych w kontekście zbiórki Łatwoganga. W 2025 roku pisał o nich Forbes. Tam twórcy marki opowiedzieli o początkach swojego biznesu.

Od biznesu w piwnicy do milionów

Michał „Owca” Owczarzak, Paweł „Ponczek” Sikora, Robert „Robur” Orzechowski oraz Michał „Saker” Sakowski, którzy stworzyli WK Dzik, przekonują, że od innych influencerów odróżnia ich to, że nie gadają, jak to „zrobili coś z niczego”, tylko po prostu tak wygląda ich historia. „Zaczynaliśmy w piwnicy, w jednym z warszawskich bloków, by po ponad dekadzie być w każdym dużym markecie w Polsce” – można przeczytać na ich stronie internetowej.

W Forbesie przyznali, że ze względu na swoje pochodzenie i szacunek do pieniędzy nie trwonili ich na bzdury. Zamiast tego koncentrowali się na rozwoju swojej firmy, budując ją od 2012 roku na bazie projektu Warszawski koks. Czternaście lat pracy przyniosło im milionowe dochody, które zbudowali dzięki marce oferującej m.in. suplementy, odzież sportową, energetyki, przekąski proteinowe i akcesoria treningowe. Jednak historia ich wspólnej działalności sięga 2007 roku, bo to wtedy założyli swoją amatorską siłownię w piwnicy bloku z wielkiej płyty i okrzyknęli się mianem „Warszawskich Koksów”. Zaczęli dokumentować swoją pasję w sieci, budując zaufanie widzów.

Jak przekonują, firma została zbudowana na pasji do sportu, przyjaźni i autentyczności. „Produkty, które tworzymy odzwierciedlają te wartości: wspierają sportowców i osoby dbające o swoje zdrowie, a ich skład czy proces powstawania są naszą dumą” – czytamy. Ich hasło brzmi: dzik to progres. Podkreślają, że nie zamierzają przestać.

Obecnie WK Dzik zatrudnia ponad 200 osób, ale poszukiwane są kolejne. Cechuje ich otwarte podejście do swojego biznesu i chęć wdrażania nowych pomysłów. Dowód? „Aplikacja spontaniczna”, czyli oferta pracy dla kogoś, kto ma ciekawy pomysł na zmiany w firmie. Jednak wciąż największą „bazą” Dzika pozostają członkowie ich wielotysięcznej już, lojalnej  społeczności.

Źródło: Radio ZET/forbes.pl/wkdzik.pl

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET