Rekordowa wypłata za dziurę w jezdni. Gminie nie starczyło z ubezpieczenia
Kierowcy doskonale wiedzą, że za dziury w jezdni odpowiadają zarządcy dróg. Aby zabezpieczyć się przed roszczeniami m.in. z powodu uszkodzeń aut na zniszczonej nawierzchni, zarządcy wykupują ubezpieczenia. Sytuacja jednej z gmin w Polsce pokazała, że na takich usługach nie warto oszczędzać, bo luksusowe auto wystarczy, by „wyzerować” polisę ubezpieczeniową.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Ile wyniosło odszkodowanie za uszkodzenie McLarena na dziurawej drodze.
- Dlaczego wypłata 450 tys. zł wyczerpała sumę ubezpieczenia gminy.
- Kto odpowiada za stan nawierzchni i kiedy kierowca może żądać odszkodowania.
- Jak udokumentować szkodę i dochodzić roszczeń od zarządcy drogi.
Rekordowe odszkodowanie za dziurę w asfalcie
Wśród kierowców w Polsce coraz bardziej rośnie świadomość odpowiedzialności zarządcy drogi za jakość nawierzchni i tym samym za uszkodzenia aut, które wjadą w dziurę. Może to się skończyć usterkami zawieszenia, opon czy felg. Część poszkodowanych rezygnuje z walki o odszkodowanie, bo trzeba wykazać, że uszkodzenie samochodu rzeczywiście spowodował zły stan nawierzchni. Niektórzy jednak nie odpuszczają i kierują sprawy do ubezpieczycieli, szczególnie kiedy uszkodzenia są duże, a naprawa ekstremalnie kosztowna.
Tylko w 2025 roku do Rzecznika Finansowego trafiło 407 wniosków o interwencję dotyczących ubezpieczenia OC zarządcy drogi. Rok wcześniej takich spraw było 525. W spornych przypadkach ubezpieczyciele kwestionują m.in. odpowiedzialność zarządcy albo związek między jego zaniedbaniem a uszkodzeniem auta. Rzecznik zwraca uwagę, że kierowcom trudno czasem udowodnić, w jakim stanie była nawierzchnia i samochód przed zdarzeniem, ale właściciel McLarena 570GT, który wjechał w dziurę, nie dał za wygraną.
Portal motoryzacja.interia.pl przypomina głośną sprawę, która zakończyła się wypłatą 450 tys. zł z polisy OC gminy. Kwota była tak wysoka, że wyczerpała sumę gwarancyjną określoną w umowie ubezpieczenia.
McLaren wjechał w dziurę. Odszkodowanie wyniosło 450 tys. zł
Do zdarzenia z McLarenem doszło na jednej z dróg gminnych. Kierowca luksusowego auta jechał z prędkością około 30-40 km/h, gdy poczuł uderzenie. Po chwili okazało się, że powietrze zeszło z dwóch opon, a uszkodzenia objęły również osłonę pod zderzakiem.
– Jadąc z prędkością ok 30-40 km/h nagle poczuł on uderzenie i wstrząs. Po przejechaniu ok. 50 metrów samochód wyświetlił błąd ciśnienia w oponach. Kierujący zatrzymał się. Jak się okazało, z przedniej i tylnej prawej opony zeszło powietrze a osłona pod zderzakiem była urwana. Uszkodzeniu uległo też podwozie samochodu. Przyczyną szkody okazał się być ubytek w asfalcie - dość głęboka dziura w gminnej drodze – portal cytuje wypowiedź ekspertki ubezpieczeniowej TU Warta Małgorzaty Czekuć.
Łączna wartość szkody wyniosła 450 tys. zł. Sama naprawa auta kosztowała blisko 250 tys. zł. Pozostałe wydatki wiązały się z samochodem zastępczym i utraconymi przychodami z wynajmu uszkodzonego pojazdu. McLaren był bowiem wykorzystywany również do celów zarobkowych.
Odszkodowanie wypłaciła Warta z polisy OC gminy. Przedstawicielka ubezpieczyciela wyjaśniła, że szkoda wyczerpała sumę gwarancyjną przewidzianą w umowie ubezpieczenia odpowiedzialności cywilnej zarządcy dróg publicznych. Cała sprawa jest o tyle zaskakująca, że McLaren nie został poważnie uszkodzony, a podczas zdarzenia nikt nie ucierpiał. Wystarczyło uszkodzenie samochodu, by maksymalny zakres ubezpieczenia okazał się niewystarczający. Gmina musiała dopłacić do naprawy z własnej kieszeni, czyli kieszeni mieszkańców. Ubezpieczyciel nie ujawnił, której gminy dotyczyła sprawa.
Kiedy kierowca może dostać odszkodowanie za dziurę w drodze?
Zgodnie z przepisami, za utrzymanie drogi odpowiada jej zarządca. W przypadku dróg krajowych jest nim Generalny Dyrektor Dróg Krajowych i Autostrad, wojewódzkich – zarząd województwa, powiatowych – zarząd powiatu, a gminnych – wójt, burmistrz lub prezydent miasta. W miastach na prawach powiatu obowiązują szczególne zasady dotyczące zarządzania poszczególnymi kategoriami dróg.
Jak wyjaśnia Rzecznik Finansowy, odpowiedzialność zarządcy opiera się na zasadzie winy, co oznacza, że nie wystarczy uszkodzenie, by móc starać się o odszkodowanie. Kierowca musi wykazać, że istnieje związek przyczynowo-skutkowy pomiędzy szkodą, a zawinionym działaniem lub zaniechaniem, których dopuścił się zarządca – na przykład to, czy wiedział o niebezpiecznym ubytku i nie podjął odpowiednich działań, tj. nie przeprowadził naprawy, nie ustawił oznakowania itp.
Kierowca, który zamierza domagać się odszkodowania za uszkodzone auto powinien sam zadbać o dowody. Warto zrobić zdjęcia dziury i uszkodzeń pojazdu, zapisać dokładne miejsce oraz czas zdarzenia, a także zebrać dane świadków. Pomocna może być również notatka policji lub straży miejskiej. Do zgłoszenia roszczenia przydadzą się kosztorys naprawy albo faktura z warsztatu.
Co istotne, jak podkreśla Rzecznik Finansowy, z dochodzeniem odszkodowania nie trzeba czekać do naprawy samochodu. Wysokość szkody można określić na podstawie przewidywanych kosztów przywrócenia pojazdu do poprzedniego stanu. Roszczenie należy zgłosić zarządcy drogi lub ubezpieczycielowi, zgodnie z obowiązującą procedurą. Jeśli ubezpieczyciel odmówi wypłaty albo zaproponuje zbyt niską kwotę, kierowca może złożyć reklamację. Gdy spór nadal pozostaje nierozstrzygnięty, możliwe jest dochodzenie roszczeń przed sądem.
Źródło: Radio ZET/motoryzacja.interia.pl/GDDKiA/rf.gov.pl
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET