`

„Spisek” Biedronki i Lidla? Taki może być ukryty cel wojny cenowej dyskontów

3 min. czytania
07.03.2024 16:53
Obserwuj nas na Google

- Ta komunikacja jest pomyślana w ten sposób, żeby Polacy skojarzyli niskie ceny tylko z dyskontami – wyjaśnił w podcaście „Biznes. Między wierszami” Robert Biegaj, ekspert grupy Offerista. Walcząc więc ze sobą Biedronka i Lidl jeszcze mocniej uderzają w pozostałych konkurentów małe osiedlowe sklpey oraz obiekty wielkopowierzchniowe. Czy można więc tu podejrzewać pewien spisek?

billboard Biedronki o cenach w porównaniu z Lidlem
fot. Adam Stepien / Agencja Wyborcza.pl

Biedronka i Lidl rozpoczęły pełnoskalową wojnę na ceny. Dyskonty prześcigają się w udowadnianiu, że to właśnie u nich ceny są niższe. A że na wojnie wszystkie chwyty są dozwolone, klienci zaczęli nawet otrzymywać alerty SMS o tym, że wybrany produkt jest akurat tańszy w danym sklepie. Sieci handlowe szczególnie upodobały sobie licytację na koszyki zakupowe, czyli wybrane zestawy produktów, potrafiąc obniżać ceny tych uwzględnianych w zestawieniach towarów nawet o połowę, byle tylko w całkowitym zestawieniu zaprezentować się jako sklep tańszy. Bezpośrednie ciosy wymieniane są co prawda między Biedronką a Lidlem, niezależnie jednak do tego, który ze sklepów akurat jest zwycięzcą, zyskują oba dyskonty. Niskie ceny zaczynają się kojarzyć klientom właśnie z tymi placówkami, mimo że najtańszym sklepem w Polsce jest hipermarket.

Wojna Biedronki z Lidlem. Teoria spiskowa

Czy zakaz handlu w niedziele powinien być zlikwidowany? Kto tak naprawdę skorzystał na zakazie handlu? Na to pytanie w podcaście „Biznes. Między wierszami” odpowiedział Robert Biegaj, ekspert z grupy Offerista. Sporą część rozmowy poświęciliśmy reklamie porównawczej, na którą postawiły dyskonty oraz skutkom, jakie może wywołać jej stosowanie.

Oglądaj

- Polacy są bardzo wrażliwi na ceny, wiele osób planuje zakupy, dokładnie sprawdza oferty. Z tego właśnie powodu sieci handlowe starają się sprowadzać wartość koszyka zakupowego w dół. Ta komunikacja jest skuteczna – dodał Biegaj. Wojna biedronkowo-lidlowa wzbudziła wiele emocji i skupiła na sobie uwagę konsumentów, do których docierał przekaz, żeby tanie zakupy mają kojarzyć się z dyskontami.

Czy to znaczy, że mamy do czynienia z pewnym „spiskiem”, i że walczące ze sobą sieci realizują „przy okazji” tajny plan odbicia części rynku od innych formatów handlowych, a pasjonujące konsumentów bitwy na ceny są tylko „na pokaz”? O to też zapytaliśmy eksperta.

Redakcja poleca

- Nie szedłbym w stronę teorii spiskowych, jakiegoś spisku. Gdyby spojrzymy na bardzo konkurencyjne rynki, rynek amerykański czy rynki Zachodniej Europy, to takie rzeczy się dzieją tam od wielu lat. My tutaj dopiero odkrywamy zalety i wady i reklamy porównawczej, takiej bardzo dosłownej – odpowiedział Robert Biegaj. Zastrzegł jednak, że rzeczywiście widać efekt przekierowywania uwagi konsumentów w stronę dyskontów.

- Tutaj mówimy o ogromnych udziałach w rynku, ogromnych pieniądzach, więc dyskonty są bardzo zainteresowane zdobyciem zaufania i porfelów Polaków. Chcą, żeby konsument myśląc o niskich cenach kojarzył je z konkretnym dyskontem. W głowie potencjalnego kupującego ma być takie skojarzenie, to jest jak najbardziej przemyślane działanie – dodał Biegaj.

Źródło: Radio ZET

Nie przegap

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET