Zarobki nie nadążają za inflacją. „Płace realne obniżają się”
- W 2023 roku średni wzrost płac nadal nie będzie nadążał za inflacją - powiedziała prof. SGH Elżbieta Mączyńska. Dodała, że jeśli gospodarstwa domowe będą biedniały, to odbije się to negatywnie kondycji kolejnych sektorów, co z kolei opóźni wejście gospodarki na ścieżkę szybkiego wzrostu.
Inflacja będzie straszyć Polaków jeszcze przez długi czas. NBP spodziewa się, że na początku 2023 roku tempo wzrostu cen przekroczy 20 procent. Na tym tle ponuro dla Polaków wyglądają perspektywy podwyżek ich wynagrodzeń – wygląda na to, że siła nabywcza pensji większości z nas odczuwalnie spadnie. Pracodawców nie będzie stać na wysokie podwyżki z tego samego powodu, dla którego pracownicy będą ich potrzebować – wzrostu cen – powiedział RadioZET.pl Krzysztof Inglot, założyciel Personnel Service. Spadek realnej siły wynagrodzeń i oszczędności zapowiedziała także ekonomistka Elżbieta Mączyńska.
Wzrost płac będzie wolniejszy od inflacji
Tylko połowa przedsiębiorstw zamierza dać w 2023 roku podwyżki swoim pracownikom. Z drugiej strony o podwyższenie pensji zamierza starać się trzy czwarte pracowników. Jak przeprowadzić rozmowę o podwyżce, żeby ją dostać, doradził w podcaście „Biznes. Między wierszami” Krzysztof Inglot.
Dlaczego Polaków czeka perspektywa utraty części siły nabywczej pensji? Mączyńska przywołała prognozy, z których wynika, że 2023 rok przyniesie znaczący spadek tempa wzrostu PKB, do ok. 1 procent, z około 4 procent przewidywanych w 2022.
- Spowolnienie gospodarcze i inflacja przyczynią się do zmniejszenia zamożności gospodarstw domowych, choć w pewnym stopniu pomocą dla najmniej zarabiających stanowić będzie wzrost płacy minimalnej – zapowiedziała ekonomistka. Przypomniała, że zgodnie z decyzją rządu od 1 stycznia 2023 r. płaca minimalna ma wzrosnąć z 3010 zł do 3490 zł, a od 1 lipca – do 3600 z brutto i zastrzegła, że ochrona gospodarstw domowych jest niezwykle istotna, bowiem jeżeli będą one biedniały, to stracą na tym różne sektory.
- Już obecnie takie sygnały płyną z sektora mieszkalnictwa, gdzie deweloperzy zmniejszają liczbę oddawanych i planowanych do oddania mieszkań - wskazała. A mieszkalnictwo - jak wyjaśniła - tworzy popyt na rozmaite produkty innych branż, m.in. wyposażenia mieszkań czy AGD. Zaznaczyła, że budownictwo to sektor, który jako jeden z pierwszych popada w kryzys i zwykle później niż inne z niego wychodzi. "Zwłaszcza w warunkach niedostatku inwestycji publicznych" - dodała.
Pytana, czy wzrost płacy minimalnej nie przyczyni się do nakręcenia spirali cenowej, Mączyńska powiedziała, że teza jakoby rosnące w tempie 14 procent r/r wynagrodzenia nakręciły inflację, jest wątpliwa.
- Po pierwsze dane GUS o wzrośnie wynagrodzeń dotyczą tylko firm zatrudniających powyżej 9 osób, co oznacza, że nie uwzględniono mniejszych przedsiębiorstw a także budżetówki, gdzie takiego w wzrostu płac nie było - wyjaśniła. Podkreśliła przy tym, że wpływ tempa wzrostu wynagrodzeń na poziom inflacji bywa przeszacowywany.
- To istotne tym bardziej, że wzrost płac nominalnych jest niższy aniżeli poziom inflacji, co oznacza, że w rzeczywistości płace realne obniżają się - powiedziała. Według niej znacząca część podwyżek była następstwem decyzji producentów, którzy podnosili ceny dlatego, „że jest inflacja”, na wyrost. - To napędzało inflację bardziej niż wzrosty płac nominalnych - wskazała.
RadioZET.pl/PAP
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET