ZUS zabrał kobiecie 600 tys zł. składek. Została nawet bez emerytury minimalnej
– ZUS uznał, że przez 19 lat w ogóle nie podlegałam ubezpieczeniom społecznym. W konsekwencji wszystkie moje składki za ten czas zostały wyzerowane – mówi "Wyborczej" pani Aldona, której Zakład odebrał prawie 600 tys. zł. Jej historia pokazuje, że nawet wieloletnie, regularne opłacanie składek nie gwarantuje bezpieczeństwa emerytalnego.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Jak ZUS może uznać składki za nienależne i jakie są skutki takich decyzji.
- Jakie grupy osób są szczególnie narażone na utratę składek.
- Jakie są możliwości prawne i ograniczenia w odzyskaniu przejętych składek.
ZUS przyjął, potem odebrał. Jak legalnie można stracić setki tysięcy złotych składek
Przez lata system działał bez zarzutu: składki były regularnie opłacane, dokumenty przyjmowane, a ubezpieczenie potwierdzane kolejnymi decyzjami Zakładu Ubezpieczeń Społecznych. Dziś coraz więcej osób dowiaduje się, że pieniądze, które odkładały z myślą o emeryturze, wcale nie należą do nich. ZUS uznaje bowiem, że składki były „nienależne” – i przejmuje je na rzecz Funduszu Ubezpieczeń Społecznych.
ZUS może zatrzymać składki w sytuacji, gdy po latach uzna, że dana osoba w ogóle nie powinna podlegać ubezpieczeniom społecznym. Dotyczy to m.in. osób pracujących na etacie we własnej spółce, zleceniobiorców oraz tych, u których występuje tzw. zbieg tytułów do ubezpieczeń. Choć składki były faktycznie opłacane – często przez kilkanaście lub kilkadziesiąt lat – Zakład może je wyzerować.
Jak relacjonuje Wyborcza.biz, jednemu z przedsiębiorców, panu Tomaszowi, ZUS zakwestionował umowę o pracę zawartą z własną spółką. Przez 25 lat wpłacił on łącznie 1,5 mln zł składek. „W tym są składki emerytalne i rentowe, które raz na zawsze przepadły” - czytamy, ZUS uznał, że od 1999 r. mężczyzna nie podlegał ubezpieczeniom, ponieważ jako większościowy udziałowiec nie mógł pozostawać w stosunku pracy.
„Wszystkie moje składki zostały wyzerowane”
Jeszcze bardziej drastyczna jest historia pani Aldony, księgowej, która przez 19 lat pracowała na etacie w swojej spółce i regularnie opłacała składki. W 2022 r. dostała list z ZUS, który całkowicie zmienił jej sytuację życiową. - ZUS uznał, że od 2003 do 2022 roku w ogóle nie podlegałam ubezpieczeniom społecznym. W konsekwencji wszystkie moje składki za ten czas zostały wyzerowane. To prawie 600 tys. zł - mówi pokrzywdzona.
Jak podkreśla, przez niemal dwie dekady Zakład nie zgłaszał żadnych zastrzeżeń. - ZUS co miesiąc przyjmował deklaracje, składki, potwierdzał brak zaległości. Gdyby po roku czy dwóch pojawił się sygnał, że jest problem, po prostu przestałabym je płacić. Odkładałabym te pieniądze na koncie. Nikt mnie nigdy nie uprzedził - dodaje.
Dziś pani Aldona została bez emerytury minimalnej, ponieważ ZUS wykreślił jej 19 lat stażu ubezpieczeniowego. Jak sama wylicza, może liczyć na około 1000 zł brutto miesięcznie.
Dorabiała legalnie. Teraz musi oddać 92 tys. zł
Problem dotyka nie tylko przedsiębiorców. Dr Katarzyna Kalata, radca prawny, opisuje sprawę pani Anny – emerytki, która przez 10 lat dorabiała na umowie zlecenia. Co roku składała wnioski o przeliczenie świadczenia, a ZUS wydawał decyzje potwierdzające dodatkowy kapitał.
- ZUS wszystkie dokumenty przyjmował, wydawał kolejne decyzje i potwierdzał dodatkowy kapitał. A w 2024 r. nagle stwierdził, że umowy były pozorne - wyjaśnia. Zakład obniżył jej emeryturę o 800 zł i zażądał zwrotu ponad 92 tys. zł. Co istotne, decyzja zapadła bez nowych dowodów, bez przesłuchania emerytki i jej pracodawcy oraz bez uchylenia wcześniejszych decyzji.
Osoby, którym ZUS odebrał składki, mogą wnioskować o ich zwrot – ale wyłącznie za ostatnie pięć lat. Starsze wpłaty ulegają przedawnieniu i trafiają do Funduszu Ubezpieczeń Społecznych. W praktyce oznacza to utratę często setek tysięcy złotych.
„Nie walczymy z ZUS. Walczymy o państwo, któremu można zaufać”
Pani Aldona podkreśla, że jej spór nie dotyczy pojedynczej decyzji urzędnika, lecz samego prawa, które pozwala na cofanie ubezpieczenia po kilkunastu latach. - Uczciwy obywatel nie może tracić dorobku życia z powodu tego, że prawo działa wstecz - mówiła. Choć jej sprawa trafiła już do sądu, nie ukrywa, że stawką jest coś więcej niż pieniądze. - Nie walczymy z ZUS. Walczymy o państwo, któremu można zaufać - dodaje.
Historie takie jak ta pokazują, że w obecnym systemie nawet wieloletnie, regularne opłacanie składek nie daje gwarancji bezpieczeństwa emerytalnego. I że decyzja, która zapada po cichu po 10 czy 20 latach, może przekreślić całe zawodowe życie.
Źródło: Radio ZET/Wyborcza
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET