Burza w Sejmie, Zandberg nie gryzł się w język. "Sianie szurskich teorii spiskowych"
Lider partii Razem Adrian Zandberg odwołał się z mównicy do dyskusji na temat ponownego przeliczenia głosów oddanych w II turze wyborów prezydenckich. - Ludziom należy się od wysokiej izby szacunek i podziękowanie, a nie sianie szurskich teorii spiskowych, których nie powstydziłaby się komisja pana Macierewicza - mówił. Po chwili na jego wypowiedź zareagował poseł KO Jakub Rutnicki.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Jak Adrian Zandberg odniósł się do dyskusji dotyczącej ponownego liczenia głosów.
- Jak odpowiedział mu marszałek Sejmu Szymon Hołownia.
- Co o protestach przeciwko wyborowi prezydenta mówiła w Radiu ZET I prezes Sądu Najwyższego.
Mocne słowa Adriana Zandberga ws. ponownego liczenia głosów
Sejm we wtorek po godz. 10 rozpoczął posiedzenie, podczas którego posłowie mają pracować nad szeregiem rządowych projektów deregulacyjnych, a także projektem noweli ustawy o obronie ojczyzny oraz projektem ws. wypowiedzenia Konwencji ottawskiej, zakazującej użycia min przeciwpiechotnych.
Adrian Zandberg, zabierając głos z mównicy, odniósł się do kontrowersji wokół liczenia głosów i protestów wyborczych. - W Polsce jest ponad 32 tys. komisji wyborczych i ćwierć miliona ludzi w tych komisjach ofiarnie, często do późnych godzin nocnych uczciwie pracowało, licząc głosy. Tym ludziom należy się od wysokiej izby szacunek i podziękowanie, a nie sianie "szurskich teorii spiskowych", których nie powstydziłaby się komisja pana Macierewicza - zaczął lider partii Razem.
Dodał, że "jeżeli w konkretnych obwodach doszło do nadużyć, to do ich wyjaśnienia mamy w naszym państwie odpowiednie procedury". - Odpowiedzialnością polityków jest stać na straży tych procedur, a nie podważać je i chwiać państwem w imię doraźnych korzyści - mówił Zandberg.
- Słyszę także - niestety również z ust posłów zasiadających w tej sali - zupełnie szaleńcze scenariusze, żeby nie zwoływać Zgromadzenia Narodowego. Chcę powiedzieć bardzo jasno, że ze strony partii Razem nie będzie zgody na wywracanie porządku konstytucyjnego, a demokracja koniec końców zawsze polega na tym, żeby zgodzić się i uszanować taki wynik wyborów, także wtedy, kiedy to nie my je wygrywamy. Polska to jest coś więcej, niż wasza i ich wojenka - dodał poseł.
Na jego wypowiedź zareagował marszałek Sejmu Szymon Hołownia. - Panie pośle, chcę tylko powiedzieć, że to ja zwołuję Zgromadzenie Narodowe. Będzie dobrze - mówił. Niedługo później na mównicy pojawił się poseł Koalicji Obywatelskiej Jakub Rutnicki, który również postanowił odnieść się do słów Zandberga. - Pan Zandberg mówi, że nic się nie stało. 13 komisji sprawdzonych - w 11 z nich nieprawidłowości. 2600 głosów przeliczonych odwrotnie. Głosy, które powinny trafić na Trzaskowskiego, trafiły na Nawrockiego. Panu to nie przeszkadza?! Jarosław Kaczyński bije brawo. Wyjaśnijmy wszystkie nieprawidłowości - apelował.
Sąd Najwyższy zasypany protestami wyborczymi
O protestach przeciwko wyborowi prezydenta mówiła we wtorek w Radiu ZET I prezes Sądu Najwyższego, Małgorzata Manowska. - Ta liczba (red. protestów wyborczych) już przekroczyła 50 tys., ale czekamy jeszcze na informację z Poczty Polskiej, czy coś jeszcze przyjedzie do Sądu Najwyższego. Indywidualnych protestów jest kilkaset sztuk. Ponad 90 proc. to są protesty powielane, których wzór został udostępniony przez posła Giertycha. Pracownicy SN nazywają je "Giertychówkami”. Kilka tysięcy protestów to wzór udostępniony przez pana Wawrykiewicza - stwierdziła.
Zdaniem Manowskiej jest to "nieodpowiedzialna akcja, lekkomyślność, która dokuczyła pracownikom Sądu Najwyższego". "W ostatnim czasie do Sądu Najwyższego wpłynęło, według szacunków biura podawczego, blisko 50 tys. spraw. Liczba ta stanowi w przybliżeniu odpowiednik 2-3 letniego wpływu wszystkich spraw do SN. Z tego względu czynności administracyjne związane z rejestracją spraw wymagają nadzwyczajnego zaangażowania wszystkich pracowników Sądu Najwyższego" - przekazał tego samego dnia zespół prasowy SN.
Z kolei Roman Giertych napisał w poniedziałek na platformie X, że we wtorek złoży zawiadomienie na prezes Manowską i inne osoby z Izby Kontroli nadzwyczajnej SN. "We wszystkich 50 tys. protestach wyborczych z mojego wzoru, wnosiliśmy o przekazanie ich do Izby Pracy i Ubezpieczeń Społecznych. Z jej wypowiedzi wynika, że nasze protesty ukradli neosędziowie" - stwierdził Giertych, odnosząc się do słów I prezes SN.
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET