Co czeka Morawieckiego? „Nie ma zapotrzebowania na taką partię. Zbuduje się tylko kosztem PiS”

7 min. czytania
27.07.2026 15:43
Obserwuj nas na Google

Mateusz Morawiecki wraz z grupą posłów i senatorów odchodzi z PiS. Jak ta secesja wypada na tle poprzednich rozłamów w partii Jarosława Kaczyńskiego i czy może skończyć się inaczej? - Rozwój Plus chce być trochę jak dawna Polska Jest Najważniejsza, czyli odwrotem od postępującego radykalizmu PiS. Tylko, że w Polsce nie ma zapotrzebowania na partię liberalno-konserwatywną, która sytuowałaby się między PiS a KO – twierdzi w rozmowie z RadioZET.pl politolog z UW prof. Rafał Chwedoruk. 

Morawiecki
fot. JACEK DOMINSKI/REPORTER

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Dlaczego doszło do rozłamu w PiS i jaka jest rola Mateusza Morawieckiego w tym procesie.
  • Jak porównuje się secesję byłego premiera do wcześniejszych rozłamów w PiS.
  • Które czynniki mogą zaważyć na sukcesie politycznym grupy Morawieckiego.
  • Co może oznaczać powstanie nowej formacji dla przyszłości polskiej sceny politycznej.

Zapowiadany od wielu tygodni rozłam w PiS stał się faktem. W piątek prezes Jarosław Kaczyński poinformował, że „trzydziestu kilku” posłów jego formacji „zrezygnowało z członkostwa”, co we wtorek ma zatwierdzić Komitet Polityczny partii. Mateusz Morawiecki poinformował z kolei, że jego stowarzyszenie liczy obecnie 40 posłów, jednego senatora i trzech europosłów. W mediach – tradycyjnych i społecznościowych – trwa już regularna „nawalanka” między stronnikami byłego premiera a tymi, którzy pozostali w PiS, zwłaszcza frakcją „maślarzy”, skupioną wokół Przemysława Czarnka i Jacka Sasina. Symbolem konfliktu jest ostatnia wypowiedź byłego szefa TVP Jacka Kurskiego, który na antenie TV Republika oskarżył Morawieckiego o „realizowanie niemieckiego planu podboju Europy na zlecenie Donalda Tuska”. 

Historia rozłamów w PiS. PJN, P+ i Solidarna/Suwerenna Polska

Secesja konkretnej liczby posłów niezgadzających się z optyką kierownictwa i dominującą w jej szeregach narracją, nie jest niczym nowym. Samo PiS powstało przecież w 2001 roku w wyniku odejścia grupy deputowanych z rządzącej wówczas Akcji Wyborczej „Solidarność”, znacznie przyczyniając się do upadku tego bytu. Po katastrofie smoleńskiej w 2010 roku grupa polityków PiS, nieakceptująca postępującej radykalizacji partii-matki, założyła ugrupowanie Polska Jest Najważniejsza, którego polityczny wektor skierowany był w stronę klasycznej chadecji. W wyborach parlamentarnych w 2011 roku zdobyło ono jednak zaledwie 2,19 proc. głosów i nie uzyskało mandatów. PJN rozwiązała się dwa lata później, a znacząca część jej działaczy – m.in. Joanna Kluzik-Rostkowska, Paweł Kowal czy Paweł Poncyljusz – po latach ostatecznie wylądowało w Platformie (dziś Koalicji) Obywatelskiej. 

Oglądaj

Dużo bardziej efemeryczną strukturą okazała się partia Polska Plus. Ją także, na początku 2010 roku (choć pierwsze ruchy założycielskie miały miejsce jeszcze pod koniec 2009 roku), utworzyli politycy PiS, m.in. Ludwik Dorn, Jarosław Sellin czy Jerzy Polaczek. Dorn był nawet przez chwilę kandydatem P+ na prezydenta, ale po katastrofie smoleńskiej formacja wycofała tę kandydaturę i poparła Jarosława Kaczyńskiego (z tą uchwałą sam Dorn się nie zgodził i w efekcie poparł jeszcze bardziej konserwatywnego Marka Jurka). Polska Plus nie przetrwała zbyt długo, bo już we wrześniu tego roku jej członkowie zdecydowali się na powrót do PiS (choć część z nich nawiązało współpracę ze wspomnianą wyżej PJN).

W końcu: Suwerenna Polska, która w 2011 roku zaczynała swoją działalność jako Solidarna Polska. Zaczęło się od wyrzucenia z PiS trzech ówczesnych europosłów – Tadeusza Cymańskiego, Jacka Kurskiego i Zbigniewa Ziobry – krytykując ówczesną, nieskuteczną strategię wyborczą PiS, które dopiero przegrało z PO kolejne wybory. W geście solidarności z tą trójką klub PiS opuściło kilkanaście osób – m.in. Beata Kempa i Arkadiusz Mularczyk - które utworzyły własny klub. SP pozycjonowała się jeszcze mocniej na prawo od PiS, zarzucając macierzystej formacji brak sprawczości i przekonującego przekazu dla prawicowego elektoratu, co skazuje na lata tkwienia w opozycji. Partia wystartowała samodzielnie w eurowyborach w 2014 roku, ale wynik 3,98 proc. nie pozwalał na uzyskanie choćby jednego mandatu. Jeszcze tego samego roku SP „pogodziła” się z PiS, tworząc wraz z partią z Nowogrodzkiej oraz Polską Razem Jarosława Gowina sojusz Zjednoczonej Prawicy. Resztę historii już znamy. ZP wygrała w 2015 roku elekcję prezydencką i parlamentarną, a formacja Ziobry (przez 8 lat wszechmocnego ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego) pełniła w tej strukturze kluczową rolę. Mimo iż przez lata Solidarna (potem już od 2023 roku Suwerenna) Polska była formalnie bytem odrębnym, to w październiku 2024 roku (rok po oddaniu władzy) rozwiązała się, oficjalnie wchodząc w skład PiS. Dziś „suwpoliści”, choć nie mają już autonomii, zdają się nadawać ton ugrupowaniu prezesa.

Morawiecki skończy jak PJN czy uniknie takiego losu?

Jak na tym tle przedstawia się przypadek grupy Morawieckiego? Czy skończy ona jak P+, PJN czy może jak Suwerenna Polska? Rozpadnie czy powróci skruszona do PiS? A może, w przeciwieństwie do swoich mniej efektywnych poprzedniczek, stanie się nowym, niezbywalnym elementem polskiego krajobrazu politycznego? - Jeśli chodzi o taką szerszą orientację, dotyczącą taktyki i pozycjonowania się w systemie partyjnym, a także częściowo kwestii programowych, to ruchowi Morawieckiego byłoby bliżej do PJN, który był próbą odejścia od PiS w stronę bardziej liberalną, centrową, umiarkowaną i stworzenia formacji, która nie wywoływałaby aż tak wielkiej chęci kontestacji ze strony wyborców wielkomiejskich – przekonuje w rozmowie z RadioZET.pl prof. Rafał Chwedoruk, politolog z Uniwersytetu Warszawskiego. 

Przypomina, że PJN miała być „odwrotem od skrajności PiS” po katastrofie smoleńskiej. - Po porażce w 2010, uznając, że jedną z jej przyczyn była próba umiaru i łagodzenia przekazu, PiS zaczęło się radykalizować. I to jest właśnie przestrzeń, w którą ewentualna formacja Morawieckiego chciałby wejść – mówi. Jego zdaniem jednak zadanie postawione przed byłym premierem nie należy do najłatwiejszych, ponieważ „w Polsce nie ma zapotrzebowania na taką partię”. - Czyli ani na partię liberalno-konserwatywną, ani taką, która sytuowałaby się między PiS a KO. Są miejsca na partię, które sytuują się obok tego duopolu, jak Lewica, Konfederacja, Razem czy ugrupowanie Brauna – tłumaczy. Podaje przykłady historyczne, czyli formacji innych niż te dowodzone przez Tuska i Kaczyńskiego – takich, jak PSL czy dawne SLD – z „masową bazą członkowską, silnymi strukturami, własną historią, językiem i symboliką”, wskazując, że między nimi a ruchem Morawieckiego nie ma analogii. 

Redakcja poleca

- Można też, jak Konfederacja, iść w poprzek tych podziałów i odróżniać się od tego duopolu czynnikiem generacyjnych, bo to w gruncie rzeczy partia młodych. W przypadku Morawieckiego żaden z wymienionych przeze mnie czynników nie występuje, więc w takim wymiarze to oczywiście pewna kopia PJN, o której już prawie nikt dzisiaj nie pamięta – przyznaje ekspert. Dostrzega on jednocześnie analogie ze wspomnianą wyżej Solidarną/Suwerenną Polską. - Zbigniew Ziobro miał pomysł na PiS bez Jarosława Kaczyńskiego. Mówił wyborcom: „zobaczcie, jest PiS z Kaczyńskim, który wszystko przegrywa, który się miota i jest PiS młodszy, taki sam programowo, tylko ze mną na czele, który wie czego chce, który nie będzie kluczył, będzie bardzo jednoznaczny” – wyjaśnia Chwedoruk, podkreślając, że przypomina to retorykę wokół rozłamu Morawieckiego, gdzie „wszyscy mówią, że w zasadzie to nawet lubią i szanują prezesa, a i tak najważniejszym wrogiem jest Tusk, więc trzeba robić to samo, tylko inaczej”.

Co w takim razie może czekać Morawieckiego i jego popleczników? - Żyjemy w jednym z najbardziej stabilnych systemów partyjnych w Europie. Do tego systemu można dzisiaj wejść, ale jak już się wejdzie, to żeby przeżyć, nie da rady utrzymywać się tylko dzięki wyborcom, którzy poparli daną formację za pierwszym razem. Są to często wyborcy sytuacyjni, skuszeni odpowiednim marketingiem, szukający nowości. Losy Szymona Hołowni i Pawła Kukiza są tego świetnym przykładem. A Morawieckiemu trudno byłoby grać kartą świeżości, skoro on jeszcze trzy lata temu był premierem – zauważył politolog. Według niego „jedyną drogą politycznego przeżycia będzie zabranie wyborców któremuś z podmiotów tego systemu”. - Morawiecki wyborców KO nie pozyska, zwłaszcza po latach uderzania w Tuska. Pozyskanie elektoratu Lewicy i Razem to już kompletna utopia. Wyborcy Konfederacji byli socjalizowani przez swoją partię w kontrze do rządu Morawieckiego, zwłaszcza w kontekście lockdownów, poparcia dla Ukrainy, relacji z Unią Europejską. A Braun jest przecież jeszcze bardziej na prawo od Konfederacji. Z kolei tradycyjnych wyborców PSL praktycznie nie ma, bo w większości przejęło ich PiS – wylicza Chwedoruk.

„Morawiecki zbuduje się tylko kosztem PiS”

W ocenie politologa byłemu premierowi zostaje jedynie łowienie wśród sympatyków macierzystego ugrupowania. - Morawiecki może zbudować swoją siłę polityczną wyłącznie kosztem PiS, w wymiarze społecznym tworząc wręcz jego kopię. A to oznacza, że mamy do czynienia z naczyniami połączonymi. I ewentualny sukces Morawieckiego będzie oznaczał duże prawdopodobieństwo utrzymania władzy przez obecną koalicję rządową, w szeregach której zresztą nastroje nieprzypadkowo mocno się polepszyły po tym, co się dzieje wokół PiS – komentuje. Jego zdaniem awantura w największej partii opozycyjnej „kompletnie przekreśla szanse PiS na dogonienie KO w sondażach”, które to szanse „i tak były niewielkie, ale teraz zmalały praktycznie do zera”. Chwedoruk zwraca przy tym uwagę na jeszcze jeden czynnik.

- Jeśli poczytamy sobie nazwiska posłanek i posłów, którzy zostali przy byłym premierze, to znajdziemy tam siedem, góra dziesięć, osób, które w każdych realiach miałyby pewne mandaty z list PiS. Sam Morawiecki, Marcin Horała, Szymon Szynkowski vel Sęk, Michał Dworczyk. Reszta to są postacie z drugiego, trzeciego i czwartego szeregu w PiS, a wiadomo, że ten klub w następnej kadencji Sejmu będzie miał mniejszą reprezentację. Zatem ci, którzy poszli do Morawieckiego, to w większości politycy, którzy nie mogli być pewni swojej reelekcji i w pewnym sensie nie mieli już nic do stracenia. To niekoniecznie czynnik, który będzie sprzyjał tej formacji – ostrzega. Przypomina też, że PiS, „choć ma topniejących wyborców, to jest to elektorat lojalny, socjalizowany przez lata w doktrynie jedności i traktujący prezesa jako ostateczną instancję odwoławczą”. - Morawiecki faworytem tego starcia nie jest. Nie wiadomo, dlaczego akurat on miałby być takim depozytariuszem tradycyjnych wartości PiS – podsumowuje rozmówca RadioZET.pl.

Źródło: Radio ZET

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET