`

"Już jesteśmy w czasie wojny informacyjnej". Nowa broń zakłóci wybory?

5 min. czytania
12.01.2025 13:58
Obserwuj nas na Google

- Sama wojna informacyjna jest typowa dla każdej kampanii. Nietypowe jest używanie dezinformacji. W tym znaczeniu, że jest to proces narastający - mówi w rozmowie z RadioZET.pl Anna Mierzyńska, analityczka mediów społecznościowych specjalizująca się w analizie zagrożeń informacyjnych. Więcej na ten temat w najnowszym odcinku podcastu "Podejrzani Politycy".

karol nawrocki
fot. Beata Zawrzel /REPORTER/ X (screeny)

"Jesteśmy w czasie wewnętrznej wojny informacyjnej"

Świat alternatywny, rzeczywistość równoległa – pojęcia, które kojarzą nam się bardziej ze zjawiskami nadprzyrodzonymi, dziś doskonale pasują do opisu polityki, która coraz bardziej pogrąża się w zalewie fakenewsów, dezinformacji i manipulacji faktami. Jak bardzo mogą one zagrozić wyborom prezydenckim w Polsce? Wraz ze startem prekampanii obserwujemy bardzo dużą aktywność kont politycznych w mediach społecznościowych, które z jednej strony promują swoich kandydatów, a z drugiej atakują i deprecjonują konkurentów, używając do tego fałszywych informacji. 

- Myślę, że już jesteśmy w czasie wewnętrznej wojny informacyjnej. Jak dotąd często skupialiśmy się na tym, że mamy zagrożenie informacyjne zewnętrzne, np. z Rosji, ale w czasie każdej kampanii wyborczej takie zagrożenie wewnętrzne jest bardzo wyraźne - mówi nam Anna Mierzyńska, analityczka mediów społecznościowych specjalizująca się w analizie zagrożeń informacyjnych.

- Myślę też, że jesteśmy w takim momencie, kiedy dezinformacja staje się typowym narzędziem kampanijnym, niestety. Pewnego rodzaju normą. Widzimy to nie tylko w Polsce, ale też za granicą, zwłaszcza w USA. Wpływa to na takie "rozchamowanie" - wyjaśnia.

Redakcja poleca

Wybory i dezinformacja w sieci. "To proces narastający"

Nasza rozmówczyni podkreśla, że "sama wojna informacyjna jest typowa dla każdej kampanii wyborczej". Jest jednak jedno "ale". - Nietypowe jest używanie dezinformacji. W tym znaczeniu, że jest to proces narastający. Jeszcze kilka lat temu, gdy jakiś polityk został przyłapany na dezinformowaniu, to było coś wstydliwego. A dzisiaj przestało być. Jesteśmy w takim procesie postępującym, kiedy wiele osób uważa, że nie trzeba się dezinformacji wstydzić i można jej używać. Warto mówić wprost: kiedy mówię o dezinformacji to mam na myśli rozpowszechnienie fałszywych informacji, kłamstw i oszustw - podkreśla Mierzyńska.

Oglądaj

Prekampania w mediach społecznościowych pokazuje nam bardzo wyraźnie, kto w co gra i jakie cele postawiły przed sobą sztaby wyborcze. Ciekawą aktywność możemy zaobserwować wokół "obywatelskiego" kandydata PiS Karola Nawrockiego. Mimo iż jeszcze w grudniu rozpoznawało go zaledwie 39 proc. badanych (sondaż Opinia24 dla Radia ZET), dziś wygrywa on wiele internetowych sond na X, a liczba reakcji na jego wpisy często znacząco przekracza reakcje na posty jego konkurentów, m.in.  Rafała Trzaskowskiego.

- Sondy internetowe bardzo łatwo zmanipulować - zauważa Anna Mierzyńska. - Każdą reakcje w sieci można kupić. Są strony, które przypominają takie typowe sklepy internetowe, na których można kupić reakcje praktycznie na każdą platformę społecznościową oraz głosy do sondy internetowej. Żadna taka sonda nie jest zatem wiarygodna i także te dotyczące Karola Nawrockiego.

"To jest ważny moment dla sztabu Nawrockiego"

- Sztab Nawrockiego pracuje w tej chwili nad jego rozpoznawalnością, ponieważ to jego bardzo słaby punkt. Rzucono dosłownie wszystkie siły wspierające PiS w mediach społecznościowych. Możemy tutaj mówić o ogromnych ilościach kont, zwłaszcza na X, ale też grup i stron na Facebooku. Także na TikToku - tam możemy obserwować bardzo dużo kont nieoficjalnych, za którymi nie wiadomo, kto stoi. I tam pojawiają się także lżejsze materiały - siłownia, bieganie, podnoszenie ciężarów, albo klipy do znanych przebojów z dużo luźniejszym przekazem - wylicza analityczka.

Sztab robi dużo, żeby wyglądało to w ten sposób, że jest to autentyczne poparcie i zainteresowanie Karolem Nawrockim. Moim zdaniem wyraźnie widać, że to jest sterowane i to efekt pracy sztabu oraz wielu ludzi z nim współpracujących. - Anna Mierzyńska

Mierzyńska zaznacza jednak, że wzrost internetowego zainteresowania Nawrockim nie jest zjawiskiem zaskakującym. - Wystarczy spojrzeć w Google trends. Widać, że to zainteresowanie Nawrockim się rzeczywiście pojawia, są zapytania w wyszukiwarkach o niego, w całym kraju. Tych zapytań jest w tej chwili więcej niż o Trzaskowskiego, ale to jest oczywiste, bo kandydat KO jest rozpoznawalny i znany. Nie trzeba o niego pytać - zauważa.

Innym przykładem aktywności kont promujących Nawrockiego jest kampania negatywna wycelowana w Rafała Trzaskowskiego. Analizując dziesiątki wpisów, które każdego dnia pojawiają się na X, wyłania się z nich dość jasny przekaz. Chodzi o ośmieszenie Trzaskowskiego, przedstawianie go jako kandydata niepoważnego, niekompetentnego, oderwanego od realnych problemów i reprezentującego obce interesy. Jednocześnie te same konta, najczęściej anonimowe, zachwalają Nawrockiego, ukazując go jako silnego człowieka o twardym kręgosłupie patriotycznym.

X
Fot.

 - To co się dzieje w mediach społecznościowych nie ma jednoznacznego przełożenia na wyniki wyborów. Popularność w social mediach buduje jednak dość wąska grupa osób w porównaniu do liczby wyborców. To jest ważny moment dla sztabu Nawrockiego. Oni w tej chwili jeszcze nie muszą się zajmować tym, żeby deprecjonować Trzaskowskiego, chociaż wpisy na ten temat są widoczne, ale muszą zadbać o rozpoznawalność kandydata. W tym momencie sztabowcy Nawrockiego są na gorszej pozycji startowej i muszą nadgonić - dodaje Anna Mierzyńska.

Kto w polityce boi się weryfikowania informacji?

Weryfikacją wypowiedzi polityków zajmują się portale fact-checkingowe, jak np. Demagog. W ostatnim czasie wylało się na nie sporo krytyki, szczególnie ze strony środowisk prawicowych, które zarzucają fact-checkerom tłumienie wolności słowa (sic!). Demagog odpiera te oskarżenia. "Fact-checking to NIE cenzura. Fact-checking to poszerzanie wolności słowa poprzez dodawanie informacji i dostarczanie dodatkowego kontekstu i faktów, aby każdy obywatel mógł wyrobić sobie własne zdanie. Weryfikatorzy faktów nikogo nie »cenzurują«. Członkowie organizacji fact-checkingowych badają i publikują dowody wskazujące na potencjalną fałszywość niektórych twierdzeń" - czytamy.

Jak często politycy w Polsce mijają się z prawdą? - Podsumowując rok 2024 wyszło nam, że 36-38 proc. tego co sprawdziliśmy było prawdą, a z całą resztą były jakieś problemy. Były to fałsze, albo manipulacje, częściowe prawdy. Zdarzyło się nieco ponad 20 takich wypowiedzi nieweryfikowalnych - mówi w rozmowie z RadioZET.pl Marcin Kostecki, szef działu fact-checkingu politycznego portalu Demagog.

- Po każdej stronie sporu politycznego można znaleźć takie osoby, które mają szczególny problem z tym, żeby dobrze przygotować się do programu i zapamiętać dane, które chcą tam zaprezentować, lub wpadły w jakąś "czarną dziurę" jeśli chodzi o ustalenie tego, co jest prawdą, a co fałszem. Na prawicy, np. w Konfederacji zdarzają się osoby, które są przekonane o tym, że szczepionki są nieskuteczne, czy szkodliwe. W PSL można wskazać osoby, które nie są przekonane, że istnieją gwałtowne zmiany klimatu, i że to człowiek jest przede wszystkim im winny. Na lewicy można spotkać osoby, które przychodzą nieprzygotowane do programu i podają dane w sposób, który zniekształca i manipuluje - mówi Kostecki.

Fact-checking? Krzysztof Bosak: to głupie cenzorstwo

Dyskusja o fact-checkingu, czyli profesjonalnym weryfikowaniu informacji, narasta w momencie, w którym szef Facebooka Mark Zuckerberg, śladem Elona Muska, zapowiada odchodzenie od kontroli treści i dotychczasowych zasad, które obowiązywały na tym portalu społecznościowym. Oznacza to, że serwis stanie się przestrzenią jeszcze bardziej sprzyjającą rozpowszechnianiu dezinformacji i fakenewsów. Kierunek ten wyraźnie podoba się środowiskom prawicowym. Krzysztof Bosak z Konfederacji nazwał weryfikowanie informacji i wypowiedzi "głupim cenzorskim fact-checkingiem".

- Po ostatniej decyzji Marka Zuckerberga, patrząc na to, kto jest szczególnie szczęśliwy, że szef Facebooka i Instagrama ogłosił, że zrywa współpracę z fact-checkerami w USA, to dominują tam przede wszystkim politycy Konfederacji i ogólnie prawicy. Ale nie jest tak, że nie obrywało nam się od polityków z innej strony. Po prostu jeżeli ktoś widzi, że jego wypowiedź oceniliśmy w sposób negatywny, dając mu "fałsz", czy "manipulację", to nie zawsze jest pokorny i po analizie danych stwierdza, że: "ok, pomyliłem się, przepraszam" - dodaje Marcin Kostecki.

Źródło: Radio ZET/ "Podejrzani Politycy"

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET