Kampania metodą "na klona". Nawrocki stawia wszystko na jedną kartę
Po niezbyt udanym początku kampanii sztab Karola Nawrockiego zmienia plan. Celem nie jest już walka o jak najlepszy wynik w pierwszej turze wyborów, a całkowite skupienie się na drugiej turze – 1 czerwca. Drogę do wygranej ma teraz utorować kampania metodą „na klona”, czyli maksymalne upodobnienie się do Sławomira Mentzena. To jednak gra ryzykowna, bo najpierw trzeba do tej drugiej tury wejść, a przestaje być to takie oczywiste.
Konwencja programowa Karola Nawrockiego w podwarszawskich Szeligach potwierdziła, że z tygodnia na tydzień w PiS narastało zwątpienie w pomyślny finisz kampanii ich "obywatelskiego kandydata". Od jakiegoś czasu w kuluarach słychać było głosy, że w niektórych miejscach w kraju odczuwalne jest rozczarowanie Nawrockim i samą decyzją o wystawieniu go w wyborach. Stąd - jak słyszymy - nie wszystkie struktury partii wystarczająco mobilizują się chociażby w zbiórce podpisów czy aktywności w mediach społecznościowych. Trudno się tym głosom dziwić, bo po dwóch miesiącach mocno aktywnej kampanii Nawrocki ma nie tylko znacznie niższe notowania niż PiS, ale w ostatnich badaniach zaczął doganiać go Sławomir Mentzen. Coś zatem wyraźnie szwankuje. Konwencja w Szeligach pokazała, że sztabowcy są świadomi komplikującej się sytuacji swojego kandydata i wdrażają nowy plan.
Karol Nawrocki i „nie uważam nic”
Przez ostatnie dwa miesiące Karol Nawrocki dużo biegał, trochę boksował, sporo jeździł, ale wyjątkowo niewiele mówił. Można było odnieść wrażenie, że poza kilkoma wyrazistymi poglądami na kwestie historyczne, ma on w sumie dość ubogie przekonania w sprawach politycznych. Nawet jeśli już decydował się coś komentować, to wyglądało to bardziej jak wyuczony prosty partyjny schemat niż autentyczne przekonania, w które on sam naprawdę wierzy i na temat których ma jakieś głębsze przemyślenia. Co gorsza, przy tej zachowawczości nie udało mu się uniknąć kilku wpadek. Podczas jednego z wieców mówił np. że „Chiny zużywają 30 proc. więcej węgla, niż wynosi jego światowe wydobycie”. Ostatnio stwierdził, że jest przeciwny obowiązkowym szczepieniom u dzieci, jednak z wyłączeniem chorób takich jak „palio i Heinego-Mediny”. Wszyscy pamiętamy także jego osobliwą odpowiedź na pytanie o sprawę Marcina Romanowskiego, kiedy przyznał, że „nie uważa nic”.
Dotychczasowy pomysł na kampanię Nawrockiego, mający ukazywać go jako zwykłego, równego gościa w dresie, nie przyniósł zadowalających rezultatów. Kandydata PiS wciąż dzieli spory dystans do Rafała Trzaskowskiego, który wbrew założeniom Nowogrodzkiej trzyma się dość stabilnie i nie powiela błędów z kampanii Małgorzaty Kidawy-Błońskiej, czy Bronisława Komorowskiego. A przypomnijmy, że przez kilka tygodni tak właśnie wyglądała narracja osób zaangażowanych w kampanię Nawrockiego. Sugerowano nawet, że „na mieście krążą już plotki o podmiance Trzaskowskiego”, a hasło „druga tura bez bążura” podchwycili nawet politycy Konfederacji. Wygląda jednak na to, że w tym przypadku skończy się jedynie na myśleniu życzeniowym.
Kampania metodą „na klona” Mentzena
Spekulacje o wymianie kandydata zaczęły także pojawiać się wśród stronników PiS. Nie dotyczyły jednak Trzaskowskiego, a kandydata obywatelskiego – Karola Nawrockiego. Kampanijne nastroje zmąciły szczególnie ostatnie sondaże, w których coraz lepsze wyniki notuje Sławomir Mentzen, powoli zbliżając się do wybranka PiS. Choć jeszcze w grudniu scenariusz drugiej tury bez Nawrockiego wyglądał jedynie jak political-fiction, to dzisiaj staje się on coraz bardziej namacalny, a przypomnijmy, że do wyborów prezydenckich pozostało jeszcze grubo ponad dwa miesiące. Wymiana Nawrockiego jest jednak bardzo mało prawdopodobna. Po pierwsze, brakuje chętnych na jego miejsce, a po drugie, PiS już zbyt wiele w tę kampanię zainwestowało, aby wszystko teraz odkręcać. Odpowiedzią na trudną sytuację ma być nowy plan, którego główne założenia poznaliśmy podczas konwencji w Szeligach. W skrócie można go scharakteryzować tak: Karol Nawrocki musi stać się klonem Sławomira Mentzena z niewielką domieszką PiS-owca.
Zwrot Nawrockiego w kierunku Konfederacji dostrzega dr Sergiusz Trzeciak, politolog, specjalista do spraw marketingu politycznego i wizerunku publicznego. - To rzeczywiście jest bardzo widoczne. Widać, że te przekazy są ustawione pod zwolenników Konfederacji, ale wydaje mi się, że to jest trochę późno – komentuje. Jego zdaniem to także rezultat wieloletnich zaniedbań związanych z tym, że PiS pogodził się, że ich elektorat to osoby starsze. Przez wiele lat partia Jarosława Kaczyńskiego nie potrafiła dotrzeć do młodych osób. - PiS zorientowało się, że Konfederacja coraz bardziej wchodzi na ich teren. To mniejsze miejscowości i drobni przedsiębiorcy, którzy głosowali dotąd pewnie na partię Kaczyńskiego. Jest jeszcze niebezpieczeństwo, że wielu wyborców głosuje w sposób pragmatyczny na tego kandydata, który ma szansę wejść do drugiej tury. Jeżeli pojawia się nagle sondaż, który pokazuje, że szanse na wejście do drugiej tury ma Sławomir Mentzen, to wyborcy zaczynają sobie kalkulować, że może po prostu nie warto głosować na tego Nawrockiego – ocenia dr Trzeciak.
Program i akcenty, które na konwencji zaprezentował Nawrocki, niemal dokładnie pokrywają się z tym, co od wielu miesięcy głosi Mentzen. Oczywiście o wielu sprawach już wcześniej mówiło Prawo i Sprawiedliwość, dlatego kwestie dotyczące migracji, Zielonego Ładu, obrony granic, czy reparacji za straty wojenne od Niemiec, nie są niczym nowym. Ale w wystąpieniu Nawrockiego pojawiły się punkty zupełnie rewolucyjne, będące jednocześnie kalką programu Konfederacji i to właśnie wokół nich Nawrocki będzie chciał skoncentrować dalszą kampanię.
Zełenski, podatki i chłopski rozum
Pierwsza to tzw. ukraińskie salto. W ostatnim czasie Prawo i Sprawiedliwość w spektakularny sposób zmieniło niemalże o 180 stopni swój stosunek do sprawy ukraińskiej i pomocy wschodniemu sąsiadowi. Nawrocki mówi dzisiaj, że Wołodymyr Zełenski jest niewdzięczny, zachowuje się w sposób nieprzyzwoity, Ukraina musi nas traktować jak partnera, a nie jak gospodarstwo pomocnicze. To sformułowania, których nie powstydziłby się Sławomir Mentzen i inni politycy Konfederacji, ale od których w niedalekiej przeszłości bardzo wyraźnie dystansowało się PiS. Druga kwestia to tzw. podatkowy kontrakt z Polakami. Nawrocki, niczym rasowy liberał, obiecuje, że jako prezydent nie podpisze żadnej podwyżki podatków, a do tego oferuje liczne obniżki, np. VAT do 22 proc., proste i prorodzinne rozwiązania, uproszczone regulacje i proinwestycyjny podatek od nieruchomości.
- Dogmatyczna niechęć do podwyżki podatków, zerowy PIT dla rodzin, które mają dwoje lub więcej dzieci, podwyższenie drugiego progu podatkowego to jawna próba „podkradzenia” wyborców Konfederacji - komentuje dr Bartosz Rydliński, politolog z UKSW, współzałożyciel Centrum im. Ignacego Daszyńskiego.
Według niego to samo dotyczy zapowiedzi niepodpisania podatku od posiadania wielu nieruchomości. Rodzi się jednak otwarte pytanie o to, czy ten neoliberalny język bardziej wpłynie na odebranie wyborców Mentzenowi, czy demotywację wyborców PiS? - Partia Jarosława Kaczyńskiego jest silna wyborcami z tzw. klasy ludowej oraz niższej klasy średniej, którzy doceniają rządowe programy typu 800+. To co zapowiada Nawrocki, to likwidacja „Polski solidarnej”, zwiększenie nierówności i szereg benefitów dla osób najbogatszych – stwierdza dr Rydliński.
Nawrocki mówi Konfederacją
Sprawa trzecia i ostatnia to język, komunikacja i walka z polityczną poprawnością. Nieprzypadkowo na konwencji Nawrockiego pojawił się kontrowersyjny publicysta Rafał Ziemkiewicz, kojarzony bardziej z sympatią do Konfederacji. W swoim wystąpieniu poprzedzającym mowę kandydata Ziemkiewicz stwierdził: - Normalność, zdrowy rozsądek, chłopski rozum. To jest to, co wraca na świecie, co ogłosił prezydent USA, nazywając zmiany przez siebie wprowadzane „rewolucją zdrowego rozsądku”.
W poetykę tę następnie wpisał się Nawrocki, mówiąc, że należy „zatrzymać politykę głupich kroków, która za sprawą komiksów chce reinterpretować przyrodzoną tożsamość płciową naszych dzieci”, i że „są i zawsze były dwie płcie, a małżeństwo to związek kobiety i mężczyzny”.
Linia zarysowana na konwencji w Szeligach pokazała, że Nawrocki nie walczy już o pierwszą turę, a wyłącznie o drugą, gdzie na wagę złota będzie poparcie innego prawicowego kandydata. Kampania metodą „na klona” Sławomira Mentzena ma przekonać wyborców Konfederacji, że to Nawrocki jest dla nich naturalnym, oczywistym drugim wyborem i że ze spokojną głową mogą oddać na niego głos w drugiej turze. W końcu – co ma potwierdzić nowa strategia – właściwie niczym nie różni się on od Mentzena, a jego poglądy na sprawę ukraińską, gospodarkę, podatki, kwestie światopoglądowe i walkę z „lewactwem”, są identyczne, jak poglądy Konfederacji. Najpierw jednak Karol Nawrocki musi do tej drugiej tury wejść.
Źródło: Radio ZET/ Błażej Makarewicz
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET