`

Kolejna ustawa dzieli koalicję. „W tej chwili jesteśmy przeciwni”

6 min. czytania
03.11.2025 10:28
Obserwuj nas na Google

KO i PSL są „za”, ale to za mało, aby projekt znoszący dwukadencyjność w samorządach mógł wejść w życie. Zarówno Polska 2050, jak i Lewica są w tej sprawie podzielone i nie podjęły jeszcze ostatecznych decyzji. – W tej chwili stanowisko jest takie, że jesteśmy przeciwni uchyleniu dwukadencyjności – mówi nam Paweł Śliz, poseł partii Szymona Hołowni. Jeżeli prawo nie zostanie zmienione, w 2029 roku ponad 60 proc. wójtów, burmistrzów i prezydentów miast zostanie wymienionych.

tusk kosiniak
fot. JACEK DOMINSKI /REPORTER

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jakie zmiany wprowadza projekt PSL dotycząc dwukadencyjności w samorządach.
  • Dlaczego PSL domaga się zniesienia dwukadencyjności w samorządach.
  • Które partie polityczne popierają zniesienie dwukadencyjności.
  • Co może się stać, jeśli nie zostanie zniesiona dwukadencyjność w samorządach.

PSL chce zniesienia dwukadencyjności w samorządach

Przyszłość projektu Polskiego Stronnictwa Ludowego znoszącego dwukadencyjność w samorządach lokalnych stoi pod znakiem zapytania. Zmian nie popiera opozycja, ale nawet w koalicji rządzącej nie ma w tej sprawie jednomyślności. Poza PSL ustawę popiera tylko Koalicja Obywatelska – to za mało, aby propozycje mogły wejść w życie. W pozostałych ugrupowaniach tworzących Koalicję 15 października trwa dyskusja i polityczna kalkulacja.

Dwukadencyjność w samorządach została wprowadzona przez Prawo i Sprawiedliwość w 2018 roku. Obejmuje ona prezydentów miast, burmistrzów oraz wójtów – zgodnie z przepisami mogą oni sprawować swoją funkcję maksymalnie przez dwie pięcioletnie kadencje. Oznacza to, że w kolejnych wyborach samorządowych w 2029 roku wielu włodarzy nie będzie mogło ponownie ubiegać się o wybór. W dużych miastach zamyka to drogę do reelekcji m.in. Rafałowi Trzaskowskiemu w Warszawie, Jackowi Jaśkowiakowi w Poznaniu, Hannie Zdanowskiej w Łodzi, Piotrowi Krzystkowi w Szczecinie czy Aleksandrze Dulkiewicz w Gdańsku. Dla partii takiej jak PSL, silnej przede wszystkim w samorządach lokalnych, może to oznaczać walkę o polityczne przetrwanie.

Redakcja poleca

W 2029 roku odejdzie ponad 60 proc. włodarzy

– Musimy sobie zdawać sprawę z tego, że pomysł PiS, aby wprowadzić dwukadencyjność, był czysto polityczny – mówi w rozmowie z RadioZET.pl prof. Wawrzyniec Konarski, rektor Akademii Finansów i Biznesu Vistula. – Władza na poziomie samorządów nie jest domeną tej partii nawet wtedy, gdy była to partia rządząca. Prawdopodobnie cały ten pomysł miał służyć temu, aby stworzyć zestaw przepisów prawnych, które miały zwiększać reputację tej partii jako rzekomo dbającej o to, by na poziomie samorządów nie pojawiały się zjawiska woluntaryzmu czy nepotyzmu. Zakładam, że tamten pomysł PiS nie był do końca oparty na dbałości o jakość polskich samorządów. Raczej chodziło o dbałość o własne interesy polityczne – zauważa politolog.

PSL przekonuje, że narzucana odgórnie dwukadencyjność nie ma wiele wspólnego z demokracją i interesami społeczności lokalnych, które same powinny decydować o tym, kto w ich miejscowościach sprawuje władzę. Według ludowców ostatnie wybory samorządowe dowiodły, że jeśli dany włodarz nie spełnia pokładanych w nim oczekiwań, wyborcy po prostu ponownie go nie wybierają.

Na inny argument zwraca uwagę Aleksandra Dulkiewicz, prezydentka Gdańska, która także sprawuje swoją funkcję już drugą kadencję. Podczas ostatniego wysłuchania publicznego na temat projektu PSL mówiła, że w przypadku utrzymania zasady dwukadencyjności w 2029 roku dojdzie do wymiany 61 proc. wójtów, burmistrzów oraz prezydentów w kraju. – Pytanie jest dzisiaj zasadnicze: czy to jest po prostu bezpieczne dla państwa? Myślę, że musimy sobie w tej sprawie sami na to pytanie odpowiedzieć – stwierdziła.

Podzielona koalicja, podzieleni Polacy

Podczas wysłuchania publicznego Andrzej Andrysiak ze Stowarzyszenia Gazet Lokalnych podkreślił, że pomysł zniesienia dwukadencyjności to „postulat władzy, a nie obywateli”. Jego zdaniem proponowane zmiany nie mają na celu ochrony wspólnot lokalnych, lecz „interes wąskiej grupy dwóch i pół tysiąca wójtów, burmistrzów, prezydentów”. – Nie ma środowisk ani społecznych, ani obywatelskich, które broniłyby wielokadencyjności. Dwukadencyjność jest dziś jedynym dostępnym narzędziem dla wspólnot lokalnych do ograniczenia nieprawidłowości w samorządach – argumentował.

Z badania IBRiS dla „Rzeczpospolitej” wynika, że 46,6 proc. respondentów popiera utrzymanie dwukadencyjności w samorządach. Przeciwnego zdania jest 38,1 proc. ankietowanych, a 15,2 proc. nie ma w tej sprawie zdania.

Bez głosów Lewicy i Polski 2050 projekt znoszący dwukadencyjność w samorządach nie ma szans na uchwalenie.

Podzielona w tej sprawie jest także koalicja rządząca. Poparcie dla projektu PSL jak dotąd zadeklarowała tylko Koalicja Obywatelska. Donald Tusk nazwał dwukadencyjność „niemądrą” decyzją PiS i zaapelował do wszystkich środowisk politycznych o zagłosowanie za zniesieniem limitu. Na tym jednak koniec, bo ani Polska 2050, ani Lewica nie podjęły jeszcze decyzji i bardzo możliwe, że ostatecznie koalicji zabraknie głosów, aby ustawę przeforsować.

Lewica i Polska 2050 przed decyzją

– Głosowaliśmy za skierowaniem projektu do dalszych prac w komisji zamiast odrzucenia go w pierwszym czytaniu. Żadnych dalszych decyzji odnośnie do poparcia całej ustawy jeszcze nie ma – mówi w rozmowie z RadioZET.pl Łukasz Michnik, rzecznik Nowej Lewicy.

W październiku poparcie dla projektu PSL zapowiedział Włodzimierz Czarzasty, ale – jak się okazało – mocno się z tym pospieszył, bo w jego ugrupowaniu pojawia się wiele głosów przeciwnych znoszeniu prawa z 2018 roku. Niewykluczone, że Czarzasty, któremu zależy na głosach posłów PSL w wyborach na nowego marszałka Sejmu, będzie musiał zrobić krok wstecz.

– Trwa ożywiona debata wewnątrz partii i są różne racje. Mamy argumenty oczywiste, czyli betonowanie samorządów. Podkreśla się, że jest potrzeba odświeżenia, przewietrzenia i rozbijania pewnych układów, które tworzą się w niektórych miastach. Do tego stanowiska bliżej jest Magdalenie Biejat, Annie Marii Żukowskiej czy Agnieszce Dziemianowicz-Bąk. Jest też druga strona, która uważa, że 40 proc. samorządowców zostało wymienionych w ostatnich wyborach. To znak, że ta demokracja działa. W 10 proc. samorządów nie było nawet kontrkandydata – dodaje Michnik.

Decyzji w sprawie projektu nie podjęła jeszcze Polska 2050. – Będziemy rozmawiać na najbliższym klubie na ten temat. W tej chwili stanowisko jest takie, że jesteśmy przeciwni uchyleniu dwukadencyjności – mówi nam Paweł Śliz, szef klubu parlamentarnego ugrupowania. Inny z posłów Polski 2050, Bartosz Romowicz, w przeszłości burmistrz Ustrzyk Dolnych, jest jednak przeciwnego zdania i przekonuje swoich kolegów do poparcia projektu PSL.

Dwukadencyjność? Wawer: więcej korzyści niż szkody

Niemal na pewno przeciwko zniesieniu dwukadencyjności zagłosuje Prawo i Sprawiedliwość – to w końcu ta partia w 2018 roku wprowadzała nowe przepisy. Zmian nie chce także partia Razem. Prawdopodobnie tak samo postąpi Konfederacja. – Ostateczne dyskusje i decyzje mamy jeszcze przed sobą, ale generalnie jesteśmy raczej za tym, żeby utrzymać dwukadencyjność. Spodziewamy się, że jednak jest z tego więcej korzyści niż szkody – mówi nam poseł Michał Wawer.

Nie ma środowisk ani społecznych, ani obywatelskich, które broniłyby wielokadencyjności. Dwukadencyjność jest dziś jedynym dostępnym narzędziem dla wspólnot lokalnych do ograniczenia nieprawidłowości w samorządach - Andrzej Andrysiak, Stowarzyszenie Gazet Lokalnych

Bez głosów Lewicy i Polski 2050 projekt znoszący dwukadencyjność w samorządach nie ma szans na uchwalenie. Nawet jeśli w tych klubach nie zostanie zarządzona dyscyplina, a głosy posłów się podzielą, do uzyskania większości może wciąż sporo zabraknąć. Koalicja 15 października ma w Sejmie 243 „szable”.

Ograniczenie kadencji posłów i senatorów?

Nie wiadomo, czy PSL jest przygotowane na inny scenariusz i ewentualne poprawki, np. wymóg pięcioletniej „przerwy” po dwóch kadencjach sprawowania władzy przez burmistrza czy wójta. Procedowany projekt, poza zniesieniem kadencyjności, znosi także zakaz startu przez kandydata na wójta, burmistrza czy prezydenta miasta w wyborach do rady powiatu i sejmiku województwa.

– Chciałbym, żeby równocześnie mogły pojawić się przepisy, które zagwarantują podnoszenie jakości funkcjonowania samorządów tak, aby nie rzutowało to w drugą stronę – że znowu pojawią się długoletni, funkcjonujący na swoich stanowiskach ludzie, którzy już w znaczącym stopniu popadną w rutynę – podkreśla prof. Wawrzyniec Konarski.

Lider PSL, Władysław Kosiniak-Kamysz, zapowiedział, że jeśli proponowane przez ludowców zniesienie dwukadencyjności w samorządach nie zostanie przyjęte, poprze zmianę konstytucji wprowadzającą ograniczenie liczby kadencji parlamentarzystów. – Nie może być tak, że jednych z wyboru traktuje się gorzej, a drugim daje się zupełną wolność, a czasem nawet „wolną amerykankę” – ocenił. Polityk zadeklarował również gotowość do współpracy z Pałacem Prezydenckim oraz otwartość na rozmowy z partiami opozycyjnymi.

Źródło: Radio ZET

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET