`

Rządzą nawet 35 lat. PSL chce, by rządzili dalej. Dwukadencyjność w samorządach zniknie?

5 min. czytania
02.07.2025 06:02
Obserwuj nas na Google

- Czas przywrócić samorządność – zapowiada Władysław Kosiniak-Kamysz, prezes PSL. Ludowcy chcą zniesienia wprowadzonej przez PiS dwukadencyjności w samorządach. Do propozycji nie są przekonani koalicjanci, a ekspert mówi wprost: - Nie ma na to szans. To tylko próba nabicia sobie poparcia wśród włodarzy gmin.

Władysław Kosiniak-Kamysz i Donald Tusk
fot. Filip Naumienko/REPORTER

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Dlaczego PSL chce znieść dwukadencyjność wójtów, burmistrzów i prezydentów miast?
  • Jakie argumenty miał PiS za wprowadzeniem przepisów o dwukadencyjności samorządowców?
  • Jakie będą skutki tej decyzji? Ilu włodarzy może pożegnać się ze swoją funkcją?

Henryk Krawczyk rządził gminą Wręczyca Wielka (powiat kłobucki na Śląsku) aż 44 lata, od 1974 do 2018 roku. Najpierw jako naczelnik, później jako wójt. W 2018 roku już nie kandydował. Waldemar Raczyński gminą Stary Zamość rządzi od 35 lat. Józef Kurek był burmistrzem Mszczonowa przez 35 lat. Kierował miastem od 1990 do śmierci w 2025 roku. Wieloletnich wójtów, burmistrzów i prezydentów miast jest mnóstwo. W ubiegłym roku aż 74 z nich uhonorowano w Senacie. Wielu, jak Raczyński, ma kilkudziesięcioletni staż na fotelu wójta.

Zgodnie z uchwalonymi przez Prawo i Sprawiedliwość w 2018 roku przepisami ich rządy dobiegną końca w 2029 roku. PiS wydłużył kadencję wójtów, burmistrzów, prezydentów i rad gmin do pięciu lat. Ale dodano też zapis, że włodarze mogą tylko raz starać się o reelekcję. Czyli dwie kadencje, 10 lat rządów i koniec. Ten zapis nie dotyczy jednak radnych, marszałków województw i starostów.

Zgorzelski: 10 lat rządzenia gminą to zbyt krótko

To nie podoba się wielu samorządowcom, głównie z Platformy Obywatelskiej i Polskiego Stronnictwa Ludowego. - Władzę w tym zakresie trzeba oddać ludziom, a nie Sejmowi – tak na pytanie o zniesienie dwukadencyjności odpowiadał wicemarszałek Sejmu Piotr Zgorzelski w programie Gość Radia ZET. Pytanie padło, bo w sobotę wieczorem lider ludowców, wicepremier Władysław Kosiniak-Kamysz zapowiedział, że klub parlamentarny PSL złoży projekt ustawy w sprawie likwidacji dwukadencyjności wójtów, burmistrzów i prezydentów miast.

Zgorzelski dodał, że projekt będzie złożony w Sejmie w pierwszej połowie lipca. Wicemarszałek przekonywał, że rozwiązanie wprowadzone przez Prawo i Sprawiedliwość w 2018 roku jest złe. Dlaczego? - Jeśli taki wójt, burmistrz, prezydent myśli, że będzie maksymalnie 10 lat, to nie rozwinie perspektywy rozwoju osobistego, którą powiązałby z rozwojem swojej małej ojczyzny. W pierwszej kadencji będzie się uczył tego samorządu, a w drugiej szukał już sobie roboty – tłumaczył Zgorzelski.

Według niego to sami obywatele powinni decydować. A jeśli wójt jest dobry, to niech rządzi nawet siedem kadencji. Wicemarszałek dodał, że skoro dwukadencyjność wprowadzono w samorządzie, to powinna też obowiązywać w parlamencie. Takie stanowisko popiera wielu samorządowców.

Redakcja poleca

Na początku czerwca Ogólnopolskie Porozumienie Organizacji Samorządowych (OPOS) przyjęło stanowisko w sprawie zniesienia dwukadencyjności wójtów, burmistrzów i prezydentów miast. „Rozwiązanie to znacznie ogranicza konstytucyjnie gwarantowane bierne prawo wyborcze. Poza tym zasada dwukadencyjności staje się kolejnym powodem, dla którego coraz trudniej jest pozyskać nowe kadry dla jednostek samorządu terytorialnego” – przekonywał  OPOS.

Jacek Karnowski, były prezydent Sopotu, prezes stowarzyszenia "Tak! Dla Polski", a dziś wiceminister funduszy i polityki regionalnej, wielokrotnie krytykował dwukadencyjność. Miał nadzieję, że wygrana Rafała Trzaskowskiego w wyborach prezydenckich będzie oznaczała zniesienie dwukadencyjności.  Po jego przegranej z Karolem Nawrockim sprawa dwukadencyjności stanęła pod znakiem zapytania.

Czy koalicja poprze zniesienie dwukadencyjności?

Co do pomysłu PSL nawet w rządzącej koalicji nie ma zgody. - Dwukadencyjność w samorządach uważam za niezły pomysł. Chętnie przetestowałbym go w praktyce. Uważam, że dla uzdrowienia lokalnych społeczności, rozbicia pewnych układów tworzących się w gminach zarządzanych latami przez te same osoby, jest to dobry kierunek. W koalicji, oprócz PSL, zniesienie dwukadencyjności może poprzeć PO, która ma wielu samorządowców rządzących od lat. Natomiast nie jestem przekonany, że cała koalicja poprze ten pomysł. PiS z pewnością będzie temu przeciwny – mówi RadioZET.pl Sławomir Ćwik, poseł Polski 2050.

O pomyśle PSL nie chce na razie rozmawiać Nowa Lewica. - Niech PSL złoży ten projekt. Jak go zobaczę, to będę mógł się wypowiedzieć – ucina Włodzimierz Czarzasty, wicemarszałek Sejmu i wiceprzewodniczący Nowej Lewicy. Z naszych ustaleń wynika jednak, że w Lewicy nie ma entuzjazmu w sprawie tego projektu. Zwłaszcza że niewielu polityków związanych z tą formacją rządzi samorządami.

W PO też z ostrożnością podchodzą do propozycji PSL, choć tutaj większość poparłaby ten pomysł. - Jest sporo głosów za zniesieniem dwukadencyjności. Biorąc pod uwagę to, że ponad 30 proc. wójtów w ostatnich wyborach zostało zmienionych, argument o tym nadmiernym przywiązaniu się do stanowisk okazuje się nieprawdziwy. Będziemy rozmawiać o tej propozycji – mówi RadioZET.pl Krzysztof Grabczuk, poseł PO. Dopytywany o ewentualne weto prezydenta w tej sprawie odpowiada: - To będzie decyzja prezydenta i jego odpowiedzialność. Myślę, że różne rozwiązania są możliwe.

Redakcja poleca

Piotr Zgorzelski też nie przejmuje się ewentualnym wetem prezydenta. - Trzeba walczyć – mówi. O tym, że PSL będzie miał problem z przekonaniem koalicjantów, są przekonani politycy PiS. - PSL od dawna zapowiadał złożenie tej ustawy. Nie wyrobili się przed wyborami w 2024 roku mimo większości w Sejmie. Moim zdaniem muszą szukać głosów w koalicji, a nie na zewnątrz. Nie wróżę temu nic dobrego – ocenia Monika Pawłowska, posłanka PiS. Choć w rozmowie z nami zaznacza, że nie wie, jak zagłosuje, bo przed posłami PiS jeszcze rozmowa w klubie parlamentarnym.

Rewolucja w samorządach. Ekspert: PSL próbuje nabić sobie poparcie

Utrzymanie wprowadzonego w 2018 roku przez PiS rozwiązania popiera też Andrzej Andrysiak, który od lat opisuje patologie polskiego samorządu. Andrysiak jest autorem książki "Lokalsi. Nieoficjalna historia pewnego samorządu" oraz podcastu "Mała Władza" w TOK FM.

- Z punktu widzenia polityki propozycja PSL nie ma szansy przebicia. To jest próba nabicia sobie poparcia wśród prawie 2,5 tys. włodarzy gmin. PiS wprowadzał to rozwiązanie jako pewnego rodzaju antidotum, żeby w samorządach nie budowała się kastowość. Gdybyśmy przez te ponad 30 lat rozmawiali o samorządzie, o jego wadach to być może ta ustawa nie byłaby potrzebna. Natomiast takiej rozmowy nie było. Był jedynie przekaz, że samorządność to jedyna rzecz, która nam się udała w III RP. Problem w tym, że tę opowieść snuli sami samorządowcy. Każdy system się degeneruje i w każdym można coś poprawiać. Gdybyśmy o tym rozmawiali, to być może wprowadzanie dwukadencyjności nie byłoby potrzebne. Oczywiście teraz też można rozmawiać o wadach samorządu, ale nie wierzę, że taka dyskusja się odbędzie, albo że cokolwiek zmieni – mówi RadioZET.pl Andrzej Andrysiak, dziennikarz i wydawca "Gazety Radomszczańskiej" oraz prezes Stowarzyszenia Gazet Lokalnych.

Dodaje, że wieloletnie rządy wójtów czy burmistrzów przyczyniły się do wyeliminowania lokalnej opozycji. W niektórych gminach nie mają nawet konkurentów w wyborach. - To często nie jest kwestia tego, że tak dobrze zarządzają gminą, tylko tego, że przez lata poświęcili mnóstwo energii, żeby zbudować swoje zaplecze. Koszt wejścia do walki z takim wójtem czy burmistrzem może być bardzo wysoki. Porażka może spowodować dla konkurenta poważne konsekwencje, np. utratę pracy, tak jak było to w moim Radomsku – dodaje Andrysiak.

Dziennikarz przypomina też, że prezydent-elekt Karol Nawrocki zapowiedział, iż nie podpisze ustawy znoszącej dwukadencyjność. - Myślę, że akurat w tej sprawie zdania nie zmieni – podsumowuje. Jeśli PSL-owi nie uda się przeforsować swojej propozycji w Sejmie lub ustawę zawetuje prezydent, z funkcją będzie musiało się pożegnać nawet 1,5 tys. włodarzy miast i gmin, którzy w 2029 roku skończą co najmniej drugą kadencję. To oznacza prawdziwą rewolucję w samorządach.

Źródło: Radio ZET

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET