`

Miszalski pod presją. Kto stoi za akcją referendalną przeciw prezydentowi Krakowa?

4 min. czytania
18.02.2026 08:49
Obserwuj nas na Google

Po trzech tygodniach zbiórki podpisów pod referendum w sprawie odwołania prezydenta Krakowa organizatorzy mają już ich ponad 54 tysiące. Jeszcze niespełna 5 tysięcy i dokumenty będzie można złożyć w PKW, a procedura referendalna ruszy z kopyta. Autorzy podcastu "W związku ze śledztwem" — Mariusz Gierszewski z Radia ZET i Dominika Długosz z Newsweeka — ujawniają, kto odpowiada za kampanię referendalną w Krakowie i co się za nią kryje.

miszalski aleksander
fot. Beata Zawrzel/ REPORTER

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jakie zarzuty wysuwają inicjatorzy referendum wobec prezydenta Miszalskiego.
  • Jaką rolę odgrywa Łukasz Gibała w organizacji referendum w Krakowie.
  • Co sądzi Łukasz Gibała o oskarżeniach dotyczących korzyści niepieniężnej.

Kraków. Będzie referendum w sprawie odwołania Miszalskiego? 

Prezydent Aleksander Miszalski to pierwszy po Jacku Majchrowskim "nowy" prezydent Krakowa. Majchrowski pełnił tę funkcję przez 22 lata. Miszalski jest liderem krakowskiej Koalicji Obywatelskiej, wybory wygrał dwa lata temu. Inicjatorzy referendum zarzucają Aleksandrowi Miszalskiemu, że przez dwa lata zadłużył miasto, zatrudnił kolegów, nie potrafił zrobić profesjonalnego audytu po objęciu władzy po Jacku Majchrowskim i nie spełnił wyborczych obietnic.

Do zarzutów dochodzi także uchybienie urzędowi prezydenta na przykład przez taniec na dachu magistratu do piosenki, w której pojawiają się wulgarne słowa. Miało być nowocześnie, wyszło niezbyt przekonująco. Prezydent odpowiada, że jest po prostu blisko ludzi i że rozwija miasto, ulepsza usługi transportowe i planuje poważne inwestycje. W tym metro. 

Redakcja poleca

"Miszalski powinien się bardzo martwić"

Jak usłyszeliśmy od związanych z Krakowem polityków, Miszalski powinien się bardzo martwić, bo frekwencja może go zaskoczyć.  - Jeśli uda się organizatorom zebrać powyżej 100 tysięcy podpisów pod wnioskiem referendalnym to można założyć, że frekwencja w referendum będzie wystarczająca, żeby było ważne. Jeśli będzie poniżej 100 tysięcy to może być bardzo różnie - opowiada polityk z Krakowa. Żeby referendum było ważne musi w nim wziąć udział 60 proc. wyborców z ostatnich wyborów samorządowych, w przypadku Krakowa to 158 tysięcy. 

Skąd ten sukces akcji referendalnej? Słyszymy, że za wszystkim stoi Łukasz Gibała. Dwa lata temu konkurent Miszalskiego do fotela prezydenta miasta. W drugiej turze Gibała przegrał zaledwie 5,5 tysiącami głosów. Do samego końca nie było pewności, który z kandydatów zdobędzie większą popularność. Do tego stopnia, że Donald Tusk nie pojawił się w Krakowie, bo nie było pewności, czy premier nie zmobilizuje przeciwników KO, którzy chętniej zagłosują na Gibałę.

Oglądaj

Łukasz Gibała, prywatnie kuzyn Jarosława Gowina, do polityki wszedł kiedyś z Platformą Obywatelską, którą porzucił dla Ruchu Palikota i chociaż w Sejmie nie został na długo to od kilku lat bardzo chce rządzić Krakowem. Ponieważ ma sporo pieniędzy to zawsze robi budzącą zazdrość kampanię wyborczą. Tym razem inwestuje w kampanię przedreferendalną. Jak usłyszeliśmy, opłaca osoby zbierające podpisy, założył infolinię i chce znowu sprawdzić się w wyborach. Odpowiedzi Gibały są niezwykle dyplomatyczne, ale jednocześnie pokazują, że jest on mocno zaangażowany w obecne wydarzenia w Krakowie. 

"To nie jest referendum Gibały"

"Wskazany przez Platformę prezydent Krakowa, w niecałe dwa lata potrafił wzburzyć mieszkańców miasta tak, że podczas największych mrozów potrafili wyjść z domu i podpisać się na liście. To nie jest referendum Gibały, jeśli już, to referendum Miszalskiego. A tak naprawdę, to Krakowian, którzy postanowili wziąć sprawy swojego miasta w swoje ręce. Wspieram ideę referendum. Robię to obok dziesiątek innych ludzi i środowisk. To prawdziwy ruch społeczny, gdybym się pod niego próbował podczepić – nie byłbym uczciwy" - odpowiedział na nasze pytanie Łukasz Gibała.

Jeśli chodzi o opłacanie "wolontariuszy" to sprawa jest niezwykle prosta - to nie są wolontariusze. Łukasz Gibała jest w zarządzie Stowarzyszenia Kraków dla Mieszkańców, które założył 11 lat temu. I jak mówi, "stowarzyszenie od dłuższego czasu zatrudnia ankieterów, którzy teraz pomagają przy zbiórce podpisów. I płacone mają za godzinę pracy, nie za pełen arkusz z podpisami". A jeśli chodzi o infolinię, to zdaniem Łukasza Gibały jest to kilka osób, a nie żadna wielka akcja. 

-  Ludzie z "Krakowa dla Mieszkańców" dzwonią do osób, które wcześniej wspierały akcje stowarzyszenia i pytają, czy nie chcą się zaangażować w sprawę referendum. Nic nie poradzę na to, że ktoś ma wizję setek telemarketerów, wydzwaniających do Krakowian - mówi nam były kandydat na prezydenta. - Jeżeli ktoś sprowadza sprawę referendum do mnie, to znaczy, że nic nie rozumie - podsumowuje. 

Gibała mówił, że jego kampania kosztowała pół miliona złotych

Łukasz Gibała w poprzedniej kampanii wyborczej pozbył się nawet własnej firmy, żeby przekonać do siebie Krakowian. Jego firma była zadłużona na prawie 250 milionów, ale ponieważ były to długi zaciągnięte w firmie jego ojca to po prostu oddał swój interesem seniorowi rodu i sprawa została załatwiona. Teraz Łukasz Gibała nie ma już zobowiązań. 

Prokuratura zajmowała się kampanią Gibały, ponieważ jeden z radnych Nowej Lewicy złożył doniesienie o niejasnościach finansowych. Chodziło o gazetkę wydaną przez Stowarzyszenie Kraków dla Mieszkańców, która miała przedstawiać program Gibały i zdaniem oskarżającego go radnego była korzyścią niepieniężną. Prokuratura uznała, że nie ma tu znamion czynu zabronionego. Łukasz Gibała mówił, że jego kampania kosztowała pół miliona złotych, bo taki jest limit wydatków. 

Więcej do wysłuchania na YouTubie Radia ZET, w Newsweeku oraz w Onecie Audio.

Źródło: Radio ZET

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET