Nowe informacje ws. aktów dywersji. Tusk potwierdza, ustalono sprawców
Premier Donald Tusk poinformował, kto stoi za ostatnimi aktami dywersji na polskiej kolei. - To dwóch obywateli Ukrainy działających i współpracujących z rosyjskimi służbami - ogłosił szef rządu.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Jakie są szczegóły aktów dywersji na kolei w Polsce.
- Kto jest podejrzewany o akty dywersji na polskiej kolei.
- Dlaczego nie ujawniono tożsamości podejrzanych osób.
- Co ustalono na temat współpracy podejrzanych z rosyjskimi służbami.
Akty dywersji na kolei. Tusk ujawnia sprawców
- Intensywna praca służb, policji i prokuratury pozwoliła ustalić osoby odpowiedzialne za akty dywersji. Mówimy o dwóch stwierdzonych aktach - w miejscowości Mika i w okolicy Puław. Mamy pewność, że próba wysadzenia torów i naruszenie infrastruktury kolejowej miały charakter intencjonalny, miały swoich sprawców. Ich celem było doprowadzenie do katastrofy w ruchu kolejowym - powiedział w Sejmie premier Donald Tusk.
- Minęło niewiele więcej niż 70 godzin. Ustalone osoby [odpowiedzialne za akty dywersji na polskiej kolei] to dwóch obywateli Ukrainy działających i współpracujących od dłuższego czasu z rosyjskimi służbami. Jest to ustalenie naszych służb i prokuratury, a także wynika to ze współpracy z naszymi służbami sojuszniczymi - dodał.
- Ustalone są ich tożsamości, jednak na prośbę prokuratury nie podam państwu ich imion i nazwisk, ponieważ właśnie w tej chwili prowadzone są kolejne operacje i podanie do publicznej wiadomości nazwisk podejrzewanych mogłoby utrudnić operacje. Mam nadzieję, że jeszcze dzisiaj będzie to możliwe i operacje zostaną zakończone - oświadczył Tusk.
Kim są podejrzewani o dywersje na polskiej kolei?
- Jedna z podejrzewanych przez nas osób to skazany przez sąd we Lwowie w maju br. obywatel Ukrainy za akty dywersji na terenie Ukrainy, przebywający obecnie na Białorusi. Drugi to mieszkaniec Donbasu, który przedostał się z Białorusi do Polski razem z pierwszym podejrzanym jesienią tego roku tuż przed zamachami - poinformował szef polskiego rządu.
- Osoby te po dokonaniu aktu dywersji w miejscowości Mika opuściły teren Polski przez przejście graniczne w Terespolu. Było to tuż po przeprowadzeniu tego zamachu, a więc jeszcze nie były one zidentyfikowane przez służby. Polskie służby i prokuratura mają wszystkie dane tych osób oraz utrwalone ich wizerunki - dodał.
Tusk ujawnia szczegóły dotyczące incydentów na kolei
- Akty dywersji przebiegały w odstępach czasowych. Pierwszy polegał na zamontowaniu na torze obejmy stalowej, która miała prawdopodobnie doprowadzić do wykolejenia pociągu. Zdarzenie to miało zostać utrwalone przez zamontowany w obrębie torowiska telefon komórkowy z powerbankiem. Ta próba okazała się na szczęście zupełnie nieskuteczna - zdradził szczegóły zdarzenia premier Tusk.
- Drugie zdarzenie miało miejsce w dniu 15 listopada o godz. 20.58. Ładunek wybuchowy typu wojskowego C4 został zdetonowany przy pomocy urządzenia inicjującego poprzez kabel elektryczny. Na miejscu zdarzenia zabezpieczono również pewną ilość materiału wybuchowego, który nie zdetonował. Ładunek eksplodował podczas przejazdu pociągu towarowego relacji Warszawa-Puławy, nie doprowadzając do wykolejenia, a jedynie do niewielkiego uszkodzenia podłogi wagonu. Maszynista nawet nie odnotował tego zdarzenia, przejeżdżając przez to miejsce - opisał Tusk drugi akt dywersji.
- Polska jest w stałym kontakcie ze służbami państw sojuszniczych i zrobimy wszystko, by ścigać sprawców tych zdarzeń. Trwają czynności, by ustalić wszystkich odpowiedzialnych za te zdarzenia i ich współpracowników - podsumował szef polskiego rządu.
"Przekroczono pewną granicę"
- Pierwsze zgłoszenie to sobota 15 listopada godz. 21.40. Zgłoszenie przez mieszkankę miejscowości niedaleko Miki, która zgłosiła policji, że usłyszała huk. Policja znalazła się na posesji zawiadamiającej po 20 minutach. Na podstawie zeznania osoby zgłaszającej tę domniemaną eksplozję i zgodnie z jej zeznaniami przeszukiwano teren przez ponad godzinę. To była noc. Osoba zgłaszająca nie była w stanie stwierdzić ani zasugerować, w jakim miejscu doszło do tej eksplozji. Policja po godzinnych poszukiwaniach odstąpiła od dalszych działań - mówił Tusk.
- O godz. 7.40 w niedzielę kolejny pociąg, przejeżdżający przez ten fragment torowiska, zatrzymał się. Miejsce, w którym dokonano eksplozji, było naruszane przez kolejne pociągi i ten pociąg, który rano się zatrzymał, był już narażony na wykolejenie, ale dzięki refleksowi maszynisty nie doszło do tragedii - dodał
O godz. 9.43 w niedzielę rano po sprawdzeniu przez policję miejsca zdarzenia powiadomiono władze państwowe, które o takich sytuacjach powinny być informowane. O godz. 9.43 taką informację otrzymałem ja, pan prezydent, ministrowie i zainteresowani ze względu na dziedzinę, jaką się zajmują - wyjaśnił.
- Mamy do czynienia ze zdarzeniem bezprecedensowym. To jest być może najniebezpieczniejsza z punktu widzenia państwa polskiego sytuacja od momentu wybuchu pełnoskalowej wojny w Ukrainie. Przekroczono pewną granicę - powiedział Tusk.
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET