Pacjent NN, czyli Kaczyński w lubelskim szpitalu. NFZ domaga się wyjaśnień
Narodowy Fundusz Zdrowia oczekuje wyjaśnień od lubelskiego szpitala, w którym Jarosław Kaczyński miał przejść rutynowe badania kardiologiczne. Z informacji, do jakich dotarł reporter Radia ZET Mateusz Kasiak, wynika, że Kaczyński został przyjęty do placówki jako pacjent NN, czyli osoba nieznana, a dla jego potrzeb wyłączono część szpitala. – Prezes miał do dyspozycji nie tylko pojedynczą salę, ale i pół oddziału – mówi nam informator ze szpitala.
- Z ustaleń reportera Radia ZET Mateusza Kasiaka wynika, że Jarosław Kaczyński został przyjęty na oddział szpitalny, jako pacjent NN, czyli osoba nieznana
- Według relacji lekarzy część szpitalnego bloku, gdzie znajdował się polityk, była jednocześnie wyłączona kosztem potrzeb innych pacjentów
- Magdalena Musiatowicz z lubelskiego oddziału NFZ poinformowała, że Fundusz oczekuje wyjaśnień od szpitala
Kaczyński w szpitalu. Doszło do nieprawidłowości?
Lubelski oddział NFZ sprawdza, czy w czasie pobytu Jarosława Kaczyńskiego w Wojewódzkim Szpitalu Specjalistycznym imienia Stefana Kardynała Wyszyńskiego w Lublinie doszło do nieprawidłowości. Chodzi między innymi o pracę oddziału kardiologii, gdzie prezesowi PiS miały być wykonane rutynowe badania.
Jarosław Kaczyński do szpitala został przyjęty w zeszły czwartek. Jak informował wtedy rzecznik PiS Rafał Bochenek, chodziło o wcześniej zaplanowane badania diagnostyczne, po których już następnego dnia po południu prezes Prawa i Sprawiedliwości został wypisany.
Pół oddziału dla Kaczyńskiego? "Nie wiem, kto za to zapłacił"
Reporter Radia ZET Mateusz Kasiak ustalił, na jakich zasadach Kaczyński został przyjęty do placówki i jak jego pobyt na oddziale kardiologii wpłynął na pracę szpitala. Z naszych informacji wynika, że prezes PiS został przywieziony do szpitala służbową czarną skodą superb w towarzystwie ochroniarzy i przyjęty jako pacjent NN, czyli osoba nieznana, co najczęściej stosowane jest dla osób bez dokumentów, na przykład w kryzysie bezdomności.
– Tu prawdopodobnie dyrekcja i otoczenie pacjenta nie chciało, żeby cały personel miał dostęp do jego karty medycznej. Z drugiej strony taki sposób przyjęcia umożliwia uruchomienie procedury VIP – tłumaczy nam jeden z lekarzy pracujących na oddziale kardiologii. – W praktyce nie wiemy, na co konkretnie pacjent choruje, ale wiemy, że przyjedzie ktoś ważny i będzie na przykład ochrona, lepsza sala, opieka przez 24 godziny na dobę. Najczęściej o nic nie pytamy, tylko działamy. Do konkretnego leczenia wyznaczone są ściśle wytypowani medycy – dodaje kardiolog.
Tak też miało stać się w przypadku Kaczyńskiego, bo według relacji lekarzy część szpitalnego bloku, gdzie znajdował się polityk była jednocześnie wyłączona kosztem potrzeb innych pacjentów. – Prezes miał do dyspozycji nie tylko pojedynczą salę, ale i pół oddziału – mówi reporterowi Radia ZET jeden z pracowników szpitala. – Nie wiem, kto za to zapłacił. Szaleje grypa. Leczymy pacjentów z powikłaniami, a wszyscy biegają wokół jednej osoby, VIP-a z Żoliborza – dodaje pielęgniarka.
"Nieprawdą jest też, że pacjent był witany kwiatami"
Poprosiliśmy o komentarz Urząd Marszałkowski Województwa Lubelskiego, któremu podlega szpital. Jak odpowiedział Radiu ZET rzecznik marszałka Remigiusz Małecki, prawdopodobnie pod wpływem emocji ze strony personelu placówki pacjent został zakwalifikowany jako NN, czyli osoba nieznana. – Wszystko bardzo szybko wyjaśnił kierownik oddziału kardiologii – zapewnił Małecki.
Narodowy Fundusz Zdrowia bada sprawę. Magdalena Musiatowicz z lubelskiego oddziału NFZ poinformowała, że Fundusz oczekuje wyjaśnień od szpitala. – Zwróciliśmy się z prośbą o informacje na temat organizacji pracy na Oddziale Kardiologii oraz o odniesienie się do informacji medialnych – powiedziała Radiu ZET Musiatowicz. – Wyjaśniamy ze szpitalem tę sytuację – dodała.
Dyrektor lubelskiej placówki Piotr Matej mówi nam, że Jarosław Kaczyński traktowany był jak każdy inny pacjent. „Kardiologia tego dnia funkcjonowała w sposób rutynowy, wykonywano zaplanowane procedury i zabiegi” – czytamy w przesłanych nam wyjaśnieniach. „Nieprawdą jest też, że pacjent był witany kwiatami. To manipulacja” – tłumaczy dyrektor, odnosząc się do doniesień medialnych, że witał w ten sposób prezesa PiS. Jak dodaje, nie mógł tego zrobić, bo sam był hospitalizowany.
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET