Paradoks wyborów w Krakowie. Katastrofa PiS okaże się sukcesem? Prof. Chwedoruk wyjaśnia
Zaledwie 17,5 proc. głosów dla kandydata PiS w wyborach na prezydenta Krakowa, przy braku konkurencji na prawicy to katastrofa? Niekoniecznie. Politolog, prof. Rafał Chwedoruk wskazuje partię wśród wygranych niedzielnego starcia. Paradoksalnie może ona współrządzić drugim co do wielkości polskim miastem, co dotychczas się nie zdarzyło.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Dlaczego słaby wynik PiS w Krakowie politolog uznaje za sukces.
- Co oznacza wynik wyborów w Krakowie dla przyszłości PiS.
- Dlaczego liderzy partii uznają wynik wyborczy za pozytywny.
„Gratulacje dla Michała Drewnickiego za świetną kampanię w Krakowie i dobry wynik! Wielka praca, energia i determinacja. Warto pomyśleć, ile można byłoby osiągnąć, gdyby prawica była zjednoczona.” - napisał w poniedziałek rano na X Przemysław Czarnek, wiceszef PiS i kandydat partii na premiera. Dodał, że przed Drewnickim wielkie perspektywy.
Jak to możliwe, skoro PiS osiągnął najgorszy od 12 lat wynik w wyborach w Krakowie? Zarówno parlamentarnych, jak i samorządowych. Stało się to przy braku konkurencji ze strony Konfederacji, Rozwoju Plus Mateusza Morawieckiego i śladowym poparciu kandydata Korony Grzegorza Brauna. Prof. Rafał Chwedoruk, politolog z Uniwersytetu Warszawskiego PiS wskazuje jednak wśród wygranych. Jak to uzasadnia?
PiS z rekordowo niskim poparciem w Krakowie
Pierwszą turę wyborów Krakowie wygrał startujący z własnego komitetu Łukasz Gibała, który zdobył 36,38 proc. głosów, oraz popierana przez Koalicję Obywatelską i PSL Monika Piątkowska z wynikiem 29,91 proc. To oni zmierzą się w drugiej turze, zaplanowanej na 11 października. Kandydat PiS, miejski radny z Krakowa, zajął trzecie miejsce. Zdobył zaledwie 17,5 proc. poparcia.
Sprawdziliśmy. Tak złego wyniku PiS nie osiągnął w żadnych wyborach w ciągu ostatnich 12 lat. Po uwagę wzięliśmy zarówno głosowania samorządowe, jak i parlamentarne. Prawica od lat gorzej radzi sobie w dużych miastach, zwłaszcza w wyborach samorządowych, gdzie przegrywa zarówno z kandydatami startującymi ze swoich komitetów, jak i tymi z szyldem Koalicji Obywatelskiej. Jednak tak niskiego poparcia w Krakowie jeszcze nie miała.
Na Drewnickiego zagłosowało niespełna 45 tys. wyborców. Dla porównania startujący dwa i pół roku temu poseł Łukasz Kmita osiągnął poparcie na poziomie 19,79 proc. Wówczas głosowało na niego prawie 59 tys. osób, bo wyższa była frekwencja. Wyniki PiS regularnie spadają po 2019 roku, kiedy partia w wyborach do Sejmu zanotowała rekordowo wysokie poparcie – 39,56 proc. Cztery lata później było to już 25 proc. głosów. Także w wyborach samorządowych wyborcy mniej chętnie popierają kandydatów tej partii. W 2018 roku w wyborach do rady miasta PiS zyskał prawie 30 proc. głosów. W 2024 już tylko 23 proc.
Prof. Chwedoruk: Wygranych jest dwóch. Gibała i PiS
Mimo tego liderzy partii starają się przekonywać, że nie jest źle. - Nasz wynik jest zdecydowanie dobry. Zarówno ten pana Drewnickiego, jak i lepszy niż przeciętny wynik PiS w dzisiejszych sondażach - mówił w poniedziałek (28 września) Jarosław Kaczyński. Skąd takie twierdzenie? Lider PiS zauważa, że wyniki sondażowe dawały PiS 22 proc. poparcia. Tymczasem przy wyniku z Krakowie partia mogłaby liczyć nawet na 32,5 proc. głosów wyborców. A to daje niemal remis z KO.
Tego optymizmu nie podzielają jednak niedawni współpracownicy Kaczyńskiego. Europoseł Waldemar Buda z Rozwoju Plus pisał na X o wyniku Drewnickiego „pożar to mało powiedziane”. Przy czym zrobił to, gdy wyniki exit pool wskazywały 19 proc dla kandydata PiS. Zauważył też, że w Krakowie niemal nie było konkurencji. Przypomnijmy, że Rozwój Plus nie zgłosił nikogo, a Konfederacja zaliczyła kompromitującą wpadkę przy zbieraniu podpisów.
O to, czy w PiS powinni się cieszyć, czy też martwić pytamy prof. Rafała Chwedoruka. Politolog zauważa, że Kraków nie jest reprezentatywnym przykładem. A wybory w mieście nie odzwierciedlają ogólnokrajowej rywalizacji politycznej. Niemniej, to, kto będzie rządził drugim co do wielkości miastem w kraju, będzie miało swoje konsekwencje. - Lista przegranych jest dłuższa niż lista triumfatorów. Wśród przegranych jest koalicja rządząca, kandydat Grzegorza Brauna, pośrednio Konfederacja i wszyscy niezależni kandydaci. Triumfatorów jest dwóch: Łukasz Gibała i PiS – tłumaczy politolog.
PiS może współrządzić Krakowem?
Jak to możliwe, skoro wynik kandydata tego ugrupowania jest najniższy od 12 lat? - Istotne są trzy czynniki. Funkcja, miejsce i czas. Funkcja jest prosta: Prawo i Sprawiedliwość ma w ręku klucze do prezydentury Krakowa. Wyborcy, którzy po serii kryzysów tej formacji, pozostali przy PiS-ie, są bardzo zdeterminowani i lojalni wobec swojej partii. Gdyby PiS wezwało do niegłosowania na pana Gibałę w drugiej turze, to wszystko mogłoby się zdarzyć. A tak wystarczy dyplomatyczne milczenie PiS-u i sytuacja wydaje się być przesądzona. Gibała wygra, ale taka postawa w polityce kosztuje. Mówiąc w skrócie: postawa PiS może zapewnić wpływ partii na rządzenie Krakowem, choć nigdy takiego wpływu nie miało – wskazuje prof. Chwedoruk.
Wiadomo, że kandydat PiS nie poprze kandydatki KO. Natomiast wskazanie na Gibałę mogą poprzedzić negocjacje co do przyszłych rządów w mieście.
Drugim czynnikiem jest miejsce. W Krakowie, poza Nową Hutą, prawica nigdy nie czuła się dobrze. - Miasto było bastionem orientacji liberalnej. Oczywiście nie na miarę Gdańska, Poznania czy Warszawy, ale jednak zawsze siły liberalne były numerem jeden. Jeśli w takim mieście, gdzie prezydent ma gigantyczną władzę, główny konkurent, PO tę władzę straci, to jest sukces. Zwłaszcza że inne formacje prawicowe niewiele ugrały – dodaje ekspert.
Trzecią rzeczą, która pozwala cieszyć się politykom i sympatykom PiS z wyniku, jest czas. - Prawica od dłuższego czasu przeżywa kryzys. W zeszłym roku PiS przy życiu utrzymało nieoczekiwane zwycięstwo Karola Nawrockiego. Po drugie, mamy decydujące tygodnie rywalizacji z Rozwojem Plus. W polskiej polityce taka inicjatywa albo zaskoczy od razu, albo sczeźnie po kilkunastu tygodniach. W Krakowie PiS znokautował rywala, bo wystawił kandydata. Zajął on trzecie miejsce, co nie jest wielkim zaskoczeniem. Procentowo, biorąc pod uwagę poziom ogólnokrajowych sondaży PiS-u nie jest najgorzej. Natomiast komitet Morawieckiego jest poza jakąkolwiek grą - zauważa prof. Rafał Chwedoruk.
PiS może podpiąć się pod nie swoje zwycięstwo
Politolog w rozmowie z portalem RadioZET.pl zaznacza, że jego analiza dotyczy obecnej sytuacji. Wynik, który rok dwa czy pięć lat temu byłby uznany za beznadziejny, teraz za taki nie może być uznany. Formacja wygrała w Krakowie wszystko, na co było ją dziś stać. Ugrupowanie jest pogrążone w chaosie, zdezorientowani są nie tylko wyborcy, ale i sam działacze, niedawno doszło do rozłamu. Mimo tego, w miejscu, gdzie nie należało oczekiwać sukcesu, udało się zdobyć wspomniane 17,5 proc.
- To może być pewien wektor, wskazujący na możliwą zmianę, w tym pozytywnym dla wyborców PiS kontekście. Była to też manifestacja hegemonii na prawicy. Jest PiS i nic innego. Partia zastosowała strategię, żeby pokazać - jesteśmy silni słabością naszych konkurentów. I to się sprawdziło – mówi prof. Chwedoruk.
Według politologa słowa Przemysława Czarnka o tym, że zjednoczona prawica osiągnęłaby lepszy wynik w Krakowie nie mają nic wspólnego z rzeczywistością. W najlepszym razie mogłaby próbować dogonić Monikę Piątkowską, ale wątpliwe, by jej się to udało, biorąc pod uwagę realne poziomy poparcia dla Konfederacji i Grzegorza Brauna w Krakowie. - Wówczas byłaby ogólna atmosfera klęski, a głównym oskarżonym byłby PiS. A teraz jest dokładnie odwrotnie. Partia, mimo tego, że nie wprowadza swojego kandydata do drugiej tury, może mówić, że to wcale nie taki zły wynik. Wejście do drugiej tury oznaczałoby spektakularną porażkę z panią Piątkowską. A tak partia może podpiąć się pod nie swoje zwycięstwo – podsumowuje ekspert.
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET