`

Mieszkańcy zablokowali budowę wielkiej strzelnicy. Właściciel się mści? „Huk w dzień i w nocy”

7 min. czytania
24.09.2026 06:02
Obserwuj nas na Google

Nadzór budowlany nakazał wstrzymać budowę strzelnicy w małej gminie na Lubelszczyźnie. Gdy inwestor się poddał właściciel terenu uruchomił hukowy sprzęt do odstraszania zwierząt. Mieszkańcy twierdzą, że głośne strzały to zemsta za ich zaangażowanie. Postępowanie prowadzi policja.

Strzelanie wywołuje protesy
fot. Stanislaw Bielski/REPORTER

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Dlaczego mieszkańcy wsi Węgielece sprzeciwiają się budowie strzelnicy.
  • Jakie problemy z używaniem urządzeń hukowych zgłaszają mieszkańcy.
  • Dlaczego Powiatowy Inspektorat Nadzoru Budowlanego nakazał wstrzymanie prac budowlanych.
  • W którym kierunku postępowanie prowadzi policja.

- Zaczęło się 17 sierpnia. Byliśmy z żoną na spacerze. Jakieś 400 metrów od strzelnicy usłyszeliśmy pojedyncze strzały, jakby ktoś używał broni długolufowej. Huk powtarzał się co 20 sekund. Zadzwoniłem na numer 112, przyjechali policjanci. Nie chcieli wchodzić na teren tej strzelnicy, ale ich zmotywowałem. Znaleźli urządzenie gazowe z jakimś wzmacniaczem rurowym, które strzela. Powiedzieli, że skontaktują się z właścicielem i przekażą, żeby przestał strzelać – mówi RadioZET.pl Waldemar Zieliński, który regularnie przyjeżdża do swojego drugiego domu w miejscowości Węgielce na Lubelszczyźnie.

Interwencja jednak niewiele dała. W kolejnych dniach strzały było słychać i w dzień i w nocy. Huk był bardzo głośny. Przeszkadzał nie tylko Zielińskiemu, ale i innym mieszkańcom wsi. Oni także zaczęli dzwonić po policję. - Wszystko zbiegło się w czasie z niekorzystnymi dla właściciela terenu decyzjami. Powiatowy Inspektorat Nadzoru Budowlanego w Lubartowie wydał decyzję nakazującą wstrzymanie prac nad budową strzelnicy. Poczuliśmy, że te strzały, ten huk to zemsta na nas. Za to, że walczyliśmy o zablokowanie inwestycji. Jednej z osób właściciel miał powiedzieć, że i tak dopnie swego – mówi kolejny mieszkaniec wsi Węgielce.

Śmierć na polowaniu i ekspert ONR. Mieszkańcy boją się strzelnicy

Budowa strzelnicy, a w zasadzie Centrum Bezpieczeństwa i Ochrony Ludności, jak nazywa ją właściciel byłej żwirowni, od ponad roku spędza sen z powiek mieszkańcom niewielkiej miejscowości. We wsi Węgielce, położonej w gminie Michów (powiat lubartowski) mieszka nieco ponad 100 osób. W całej gminie około sześciu tysięcy ludzi. To tereny rolnicze i leśne. A także obszar Natura 2000 Dolina Wieprza. W planie jest utworzenie parku krajobrazowego.

RadioZET.pl opisało plan budowy strzelnicy w grudniu ubiegłego roku. Wówczas od kilku miesięcy pracował tu ciężki sprzęt. Karczowano drzewa, wyrównano ziemię i usypywano wielkie wały. Dziś widać, że obiekt jest bardzo duży. Ma kilkadziesiąt metrów szerokości i ponad 300 metrów długości. Do najbliższych zabudowań jest około 500 metrów.

Mieszkańcy, którzy zgłosili się do naszej redakcji, mówili, że obawiają się o swoje życie i zdrowie. Zwłaszcza że w okolicy mieszka około 40 dzieci. Co więcej, w sierpniu ubiegłego roku, na terenie gminy doszło do tragedii. Podczas polowania zginął 60-latek. Kula dosięgła go koło własnego domu. Sławomir A., myśliwy, który miał wystrzelić pocisk, tłumaczył, że pomylił mężczyznę z dzikiem. Śledztwo w tej sprawie nadal trwa.

Tuż po tragedii mieszkańcy gminy napisali do wójta gminy Romana Adamczyka petycję. Wielkimi literami napisali: "Nie chcemy powtórki tragedii z Młynisk". Jednak wójt przekonywał, że nie może w sprawie inwestycji nic zrobić. Zorganizowano spotkanie z właścicielem terenu i inwestorem oraz zaproszonym ekspertem, który zachwalał pomysł. Tym ostatnim okazał się Wojciech Mielniczenko, były działacz ONR (Obozu Narodowo-Radykalnego), prywatnie właściciel strzelnicy w Lublinie.

Mieszkańców nie przekonał. Nadal próbowali zablokować inwestycję. Składali kolejne pisma. Poinformowali m.in. Powiatowy Inspektorat Nadzoru Budowlanego w Lubartowie oraz Regionalną Dyrekcję Ochrony Środowiska w Lublinie.

Redakcja poleca

Nadzór budowlany obnaża wersję właściciela żwirowni

Nadzór budowlany wszczął postępowanie późną jesienią ubiegłego roku. Po blisko dziewięciu miesiącach, pod koniec lipca, wydał postanowienie. Nakazał wstrzymanie robót ziemnych. W piśmie czytamy, że teren, na którym są prowadzone prace w miejscowym planie zagospodarowania przestrzennego jest przeznaczony w dużej części pod eksploatację złóż kopalin i dopuszcza „oprócz przeznaczenia podstawowego – jedynie realizację sieci i urządzeń technicznych, w tym dróg technologicznych”. Zgodnie z planem „po zakończeniu eksploatacji złoża należy wykonać rekultywację mechaniczną i biologiczną wyrobiska”. Co więcej, na wydobycie trzeba mieć koncesję.

Właścicielem terenu jest Andrzej Karczmarz. To lokalny przedsiębiorca, prowadzi dom weselny.  Natomiast inwestorem, który miał zbudować i zarządzać strzelnicą Arkadiusz Waliszewski, były policjant mający za sobą karierę w Komendzie Głównej Policji, dziś prezes spółki Grantma. Karczmarz  podczas oględzin terenu przez urzędników PINB oświadczył, że tylko wyrównuje teren i nie prowadzi robót budowlanych. Dodał, że nie wykonał też wykopu, a jedynie zasypał doły i dziury po poprzednim właścicielu. A także, że przygotowuje teren pod „zasiew gryki lub innych upraw rolniczych, hodowlę królików lub owiec peruwiańskich”.

Problem w tym, że w gminie trwało już postępowanie o zatwierdzenie regulaminu strzelnicy. A urzędnicy otrzymali wiele zdjęć, obrazujących jak duże zmiany zaszły w ukształtowaniu terenu. Powołali się też na publikację portalu RadioZET.pl z 1 grudnia ubiegłego roku, z której jednoznacznie wynika, że w Węgielcach ma powstać strzelnica, czemu sprzeciwiają się mieszkańcy.

„Materiał dowodowy w sprawie wyraźnie wskazuje, że powyższa budowla ziemna jest realizowana w celu wykorzystania jej jako strzelnicy otwartej” – czytamy w piśmie. PINB w Lubartowie stwierdził, że doszło do samowoli budowlanej, a inwestor nie dopełnił formalności i nie ma odpowiedniego pozwolenia. Urzędnicy sugerują też, że budowa takiego obiektu może wymagać decyzji o środowych uwarunkowaniach, bo jej wpływ na środowisko może być znaczny.

Wieś Węgielce
Fot. Radio ZET
Teren, na którym ma powstać strzelnica w miejscowości Węgielce

Zgodnie z informacją w piśmie inwestor może teraz próbować zalegalizować samowolę, co będzie oznaczało dopełnienie formalności oraz wpłacenie wysokiej opłaty. Konkretna kwota jednak nie pada. W innym przypadku urzędnicy wydadzą nakaz przywrócenia terenu pierwotnego kształtu.

„Wybuchy” co kilkadziesiąt sekund. To zemsta?

Tuż po wydaniu tej decyzji w Węgielcach zaczęło się strzelanie. Otrzymaliśmy nagrania z różnych miejsc, znajdujących się wokół żwirowni. „Wybuchy” słuchać co kilkadziesiąt sekund. - Huk pojawiał się w różnych porach dnia, ale też nocy. Trwało to godzinę, czasem dwie. Wiem, że po naszych zgłoszeniach policjanci rozmawiali z panem Karczmarzem, ale on nic z tych uwag sobie nie robił. Strzelał dalej. Dopiero niedawno to się uspokoiło – mówi Waldemar Zieliński.

Jego słowa potwierdzają inni mieszkańcy wsi. Proszą jednak o zachowanie anonimowości. - Strzały, z krótszymi lub dłuższymi przerwami, słychać było czasami cały dzień, albo całą noc. Któregoś dnia huk słyszeli nawet ludzie z okolicznych miejscowości - Ostrowa i Jeziorzan. W nocy nie można było spać – twierdzi jedna z mieszkanek.

Andrzej Karczmarz, w rozmowie z RadioZET.pl bagatelizuje te zarzuty. Zapytany o użycie sprzętu hukowego do odstraszania zwierząt twierdzi, że strzelał nie tylko on, ale też dwóch rolników z sąsiedztwa, którzy mają pola kukurydzy. - Ja im pomogłem trochę odstraszyć tę zwierzynę leśną, bo mi po wałach chodziła. Faktycznie kupiłem armatkę, użyłem jej dwa czy trzy razy – przekonuje.

Dodaje też, że nie ma mowy o żadnej złośliwości w stosunku do mieszkańców, bo „trzeba z nimi bardzo dobrze żyć”. I twierdzi, że przed użyciem sprzętu objechał swój teren dookoła i praktycznie nic nie było słychać. Twierdzi też, że to co robi jest „zupełnie legalne”.

Problem w tym, że niekoniecznie. Ustawa o ochronie przyrody zakazuje umyślnego płoszenia lub niepokojenia dzikich zwierząt objętych ochroną. I nakazują pozyskanie odpowiedniego zezwolenia do takich działań. Węgielce leżą w otulinie obszaru chronionego Pradolina Wieprza, gdzie są gniazda puchaczy orła bielika, przelatują tędy żurawie i inne ptaki wędrowne. Co więcej strzelanie miało się odbywać też w nocy.

Policja przyznaje, że w sprawie używania sprzętu do płoszenia zwierząt wpłynęło siedem zgłoszeń. Wszystkie dotyczyły terenu strzelnicy. - Obecnie prowadzone jest postępowanie w kierunku zakłócania spokoju lub porządku publicznego, a także złamania ustawy o ochronie przyrody. Trwają czynności w tej sprawie, m.in. przesłuchania świadków – mówi mł. asp. Marcin Bajon z Komendy Powiatowej Policji w Lubartowie. Wykroczenia te są zagrożone karą grzywny do 5 tys. złotych, a nawet aresztu.

Inwestor się wycofuje, właściciel zmienia wersje

Na razie nie wiadomo, czy strzelnica w Węgielcach powstanie. Dziś teren jest już praktycznie przygotowany, wokół niego stoją słupki ogrodzeniowe i tablica z informacją: „Tu powstaje Centrum Bezpieczeństwa i Ochrony Ludności”. Z kolei w innym miejscu stoi tablica z napisem: „Teren prywatny. Wstęp wzbroniony. Strzelnica sportowa. Strefa Zagrożenia. Przebywanie grozi śmiercią lub kalectwem”. Właściciel zakazuje też fotografowania terenu.

Tablice stoją mimo że Arkadiusz Waliszewski, który miał prowadzić strzelnicę wycofał się z inwestycji. - Mieszkańcy i gmina nie są zainteresowani, w związku z tym nie będę niczego robił na siłę. Rozwiązałem umowę dzierżawy. Zainwestowałem tu spore pieniądze z myślą, żeby powstał ciekawy projekt. Niestety, nie doczeka się on realizacji – mówi krótko Waliszewski.

Z kolei właściciel terenu Andrzej Karczmarz twierdzi, że na swoich działkach może ustawiać dowolne tablice. A wycofanie się Waliszewskiego wcale nie musi oznaczać fiaska projektu. - Zleciłem kancelarii prawnej odwołanie się od decyzji PINB. Ja nie prowadziłem tej inwestycji, można powiedzieć, że przygotowywałem teren pod nią. Niestety, mieszkańcy gminy Michów i władze gminy Michów nie chcą się czuć bezpieczni i nie chcą mi tej strzelnicy. Kolega wypowiedział mi umowę dzierżawy, poniósł duże koszty, generalnie jest zły. Może znajdę innego inwestora. W tym momencie nie wiem, mam inne problemy – mówi Karczmarz.

Podczas rozmowy kilka razy zmienia jednak wersje. Prace budowlane nazywa „delikatnym podrównaniem” terenu. Najpierw mówi, że pomysł umrze śmiercią naturalną, by chwilę później stwierdzić, że jest duże zainteresowanie ze strony inwestorów. Zastanawia się, czy nie zrobić tu miejsca na grilla, by chwilę później mówić o urządzeniu tam kompostownika.

Beata Zalewska, Lubelski Wojewódzki Inspektor Nadzoru Budowlanego w rozmowie z naszym portalem przyznaje, że zażalenie na decyzję PINB wpłynęło do kierowanej przez nią instytucji. - Postępowanie jest prowadzone, zapadła decyzja o jego przedłużeniu do 21 października – mówi Zalewska.

Sprawie cały czas przygląda się też Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska w Lublinie. Formalnie nie jest obecnie stroną postępowania. Niewykluczone, że w przypadku jeśli inwestycja miałaby powstać zaangażuje się w proces, np. gdyby potrzebna była decyzja o środowiskowych uwarunkowaniach.

Źródło: Radio ZET

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET