Po co Nawrockiemu dyskusja o konstytucji? „Pokazuje, że chce więcej władzy dla siebie”
Po co Karolowi Nawrockiemu dyskusja ws. konstytucji? Czy prezydent realnie liczy na to, że uda się wypracować w najbliższych latach projekt nowej ustawy zasadniczej, czy to raczej próba odwrócenia uwagi od innych kwestii? - Prezydent chce pokazać się jako rozgrywający na polskiej scenie politycznej, a jednocześnie udowadnia, że de facto pragnie więcej władzy dla siebie – mówi w rozmowie z RadioZET.pl dr Anna Materska-Sosnowska z UW.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Dlaczego Karol Nawrocki dąży do zaprojektowania nowej konstytucji do 2030.
- Jakie wyzwania stoją przed inicjatywą nowej konstytucji.
- Kto jest częścią Rady ds. Nowej Konstytucji.
- Dlaczego zmiana konstytucji może nie uzyskać potrzebnego poparcia.
Polskę czeka nowa konstytucja już w 2030 roku? Na to liczy Karol Nawrocki. Prezydent stał się nie tylko największym w polskiej polityce orędownikiem tego pomysłu, ale podjął już też pewne kroki w tym kierunku. W niedzielę powołał Radę ds. Nowej Konstytucji i zaprezentował jej pierwszych członków. Celem zespołu ma być wypracowanie projektu nowej ustawy zasadniczej, która w domyśle ma zastąpić tę obowiązującą od 1997 roku.
Zostawmy na razie prawdopodobieństwo powodzenia tej inicjatywy. Dość powiedzieć, że zanim doszłoby do referendum z udziałem obywateli, do przyjęcia projektu konstytucyjnego potrzeba 2/3 głosów w Sejmie (czyli 307 na 460 posłów), co przy obecnej polaryzacji i minimalnej przewadze, jaką w kolejnych wyborach zyskują poszczególne obozy rządzące, jest de facto niemożliwe. Takiej większości ani nie ma obecnie w parlamencie, ani – co możemy wnioskować po sondażach – raczej nie powstanie ona po wyborach w 2027 roku. Już sam ten fakt wystarcza, by ocenić to przedsięwzięcie jako mało realne. Po co więc prezydentowi uruchamianie dyskusji w temacie, który na owej dyskusji może szybko się skończyć?
Dlaczego Nawrocki chce nowej konstytucji?
- Przede wszystkim działa tu coś w rodzaju politycznego ego. Prezydent chce pokazać się jako rozgrywający na polskiej scenie politycznej, a jednocześnie udowadnia, że de facto pragnie więcej władzy dla siebie. Nie ma wątpliwości, że bardziej zależałoby na pójściu w stronę systemu prezydenckiego, jak w USA czy nawet we Francji, niż parlamentarno-gabinetowego, jak w większości krajów Europy – komentuje w rozmowie z RadioZET.pl dr Anna Materska-Sosnowska. Zdaniem politolożki z UW nie ma sensu poważniej dyskutować na temat zmiany konstytucji w Polsce nie tylko z uwagi na fakt, iż nie ma ku temu odpowiedniej większości.
- Prezydent kilkukrotnie użył sformułowania „moment konstytucyjny”. Uważa, że jesteśmy w takim momencie, a moim zdaniem tak nie jest. „Moment konstytucyjny” to nie tylko odpowiedni do przeprowadzenia takich zmian rozkład sił w parlamencie. Chodzi przede wszystkim o to, że to wcale nie jest moment przełomu, jak np. przejście z PRL do III RP. Mamy za to niestabilne czasy, wojnę za wschodnią granicą, wojnę hybrydową, a debata o nowej ustawie zasadniczej nie zasypie podziałów, które już są, tylko co najwyżej jeszcze bardziej je pogłębi. W takiej sytuacji nie patrzy się na wartości, tylko na konkretny zysk polityczny. Przy tak dużej polaryzacji dyskusja o nowej konstytucji jest dodatkowym destabilizatorem, a nie łącznikiem między różnymi grupa w społeczeństwie – uważa ekspertka.
Według niej inicjatywa prezydenta nie musi być po myśli PiS, czyli środowiska politycznego, które poparło Nawrockiego w zeszłorocznych wyborach i któremu zawdzięcza on właściwie całą swoją instytucjonalną karierę (do 2025 roku był prezesem IPN, wcześniej dyrektorem Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku). W systemie prezydenckim głowa państwa wyraźnie bowiem uniezależnia się od konkretnej partii. - W takim modelu spada znaczenie szefów ugrupowań politycznych. Trudno sobie wyobrazić, żeby np. Jarosław Kaczyński poparł taką zmianę systemu, która zmarginalizuje jego rolę – ocenia rozmówczyni RadioZET.pl, przypominając, że już w 2018 roku ówczesny prezydent Andrzej Duda postulował organizację referendum ws. zmiany konstytucji. Jego macierzysta formacja – czyli właśnie PiS – zdusiła jednak ten pomysł w zarodku.
Dyskusja o konstytucji? „Próba odwrócenia uwagi od niepowodzeń”
Politolożka zgadza się także z pojawiającą się w mediach opinią, iż pierwsze ujawnione nazwiska z prezydenckiej Rady ds. Nowej Konstytucji raczej „spalą” ten pomysł w oczach opinii publicznej. Chodzi nie tylko o to, że średnia wieku członków tego gremium wynosi więcej niż 70 lat, przez co – zdaniem badaczki – trudno tu mówić o konstytucji „nowej generacji”. Zwraca równocześnie uwagę na obecność postaci kontrowersyjnych, jak była prezeska Trybunału Konstytucyjnego Julia Przyłębska, nazywana swego czasu „odkryciem towarzyskim” prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego.
- Pozostaje jeszcze jedno pytanie: czy tę konstytucję Nawrocki projektowałby ewentualnie dla siebie, bo może jeszcze w 2030 roku kandydować, czy weszłaby w życie dopiero od 2035 roku? Moim zdaniem istnieje tu poważny konflikt interesów. Jeśli to urzędujący prezydent jest inicjatorem prac nad konstytucją, to wręcz wymagane jest, żeby ona obowiązywała dopiero po jego prezydenturze – przekonuje Materska-Sosnowska. Jej zdaniem sama inicjatywa to próba narzucenia narracji ze strony będącego w defensywie PiS, a z drugiej próba przykrycia niepowodzeń czy kontrowesyjnych tematów wokół samego Nawrockiego – wylicza tu m.in. weta ws. SAFE, kryptowalut czy wobec ustawy łańcuchowej.
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET