Polska na szczycie NATO. Ekspert ostrzega prezydenta i rząd. „Nic na tym nie zyskamy”
Nie wywoływać dyskusji o przyszłości relacji transatlantyckich, mówić jednym głosem i przekierowywać uwagę opinii międzynarodowej na wojnę za naszą wschodnią granicą. Co powinni zrobić polscy politycy, obecni na szczycie NATO w Ankarze, żeby Polska zyskała na tym wydarzeniu?
Z tego artykułu dowiesz się:
- Jakie strategiczne cele powinna mieć Polska na szczycie NATO w Ankarze.
- Dlaczego Polska powinna unikać angażowania się w spór między Waszyngtonem a Europą.
- Co oznacza cichy appeasement w kontekście relacji z administracją DonaldaTrumpa.
- Jakie są ryzyka związane z publicznym poparciem prezydenta USA przez polską delegację.
We wtorek w Ankarze rozpoczął się dwudniowy szczyt NATO. Do stolicy Turcji przylecieli najważniejsi przywódcy polityczni z całego świata, w tym prezydent USA Donald Trump, choć jego obecność długo nie była potwierdzana. Polskę reprezentują prezydent Karol Nawrocki, minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski oraz minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz. Jakie cele powinny przyświecać polskiej delegacji i co nasz kraj może zyskać dzięki temu wydarzeniu? O tym w rozmowie z RadioZET.pl mówi politolog i ekspert ds. międzynarodowych Mateusz Mazzini.
Polska na szczycie NATO. Ekspert ostrzega prezydenta i rząd
- Dobrze by było, gdyby polska delegacja mówiła jednym głosem, to zawsze jest w cenie. Po drugie, równie dobrze by było, gdybyśmy tak próbowali sterować dyskusją na forum ogólnym, by rzeczywiście jej głównym punktem była Ukraina i kwestia rosyjskiego zagrożenia dla Europy. Nie możemy dać się rozdrobnić i wciągnąć w debatę np. o sytuacji na Bliskim Wschodzie – przekonuje. Jedność polskiej klasy politycznej, tak trudno osiągalna w kwestiach wewnątrzkrajowych – z uwagi na fakt, iż przedstawiciele najważniejszych obozów władzy wywodzą się z różnych stron politycznej barykady – tym razem mogłaby więc zadziałać na naszą korzyść.
Ale ekspert zwraca uwagę na jeszcze jeden istotny aspekt – dystansowanie się, za wszelką cenę, w spór między Waszyngtonem a Europą. - Dobrze by było także uniknąć zaangażowania w dyskusję o stosunkach europejsko-amerykańskich i ogólnie o przyszłości relacji transatlantyckich. A to dlatego, że jeśli taka dyskusja wybuchnie, to na bardzo silnym poziomie emocji i łatwo może wymknąć się z spod kontroli. Tu widzę potencjał do tego, by polska delegacja się podzieliła, bo inny stosunek do Donalda Trumpa ma Karol Nawrocki, a inny rząd – tłumaczy Mazzini. Jego zdaniem ryzykujemy więc nie tylko złamanie jedności naszego stanowiska, ale też „wejście w coś, z czego nie ma dla nas żadnego benefitu”.
- Nic nie zyskamy na tym, że staniemy po stronie ludzi, którzy kłócą się w tej chwili Trumpem. Ale oczywiście, nie zyskamy również niczego, jeśli staniemy po stronie prezydenta USA w taki sposób, w jaki chwali go zwykle np. Nawrocki. Dobrze by było, żeby prezydent rozumiał, że nie ma sensu przywiązywać się do tego, co mówi Trump – przekonuje. Według niego nie ma dobrej drogi do obłaskawienia Trumpa. - Bo ma najmniejszego znaczenia, czy Europejczycy będą realnie wydawać 3, 5 czy 10 proc. na obronność. Trump nigdy nie będzie zainteresowany chwaleniem Europejczyków, bo to nie chodzi o to, co robią, tylko o to, jaką dla niego figurą retoryczną jest Europa w jego polityce – wyjaśnia rozmówca RadioZET.pl.
Żeby Nawrocki nie zaczął „mówić Trumpem”
Zwraca również uwagę, że taktyka dobroci wobec amerykańskiego prezydenta nie działa także z innego powodu. - On zawsze przecież może eskalować swoje żądania, powiedzieć, że domaga się od krajów członkowskich nie 5, a 10 czy 15 proc. PKB na zbrojenia – stwierdził. Jaka więc taktyka najlepiej by się w tej sytuacji sprawdziła? - Cichy appeasement, taka łagodna retoryka w stylu „rozumiem, będziemy robić tak, jak pan chce”, ale niekoniecznie w stylu Marka Rutte, który jak jedzie do Waszyngtonu, to w swym ugłaskiwaniu Trumpa zachowuje się, jakby polerował posadzkę czołem – komentuje Mazzini, podkreślając jednocześnie, że oprócz tego, by nie dać się wciągnąć w debatę o istocie relacji euroatlantyckich, należy pamiętać o jeszcze jednym.
- Żebyśmy broń boże sami nie wywoływali takiej dyskusji, np. poprzez deklarację uniwersalnego poparcia dla Trumpa. Czyli, żeby np. Karol Nawrocki nie wyszedł i nie zaczął „mówić Trumpem” do innych Europejczyków rzeczy w stylu „musimy dostosować naszą strategię bezpieczeństwa do strategii USA”. Naprawdę, nie krytykujmy Amerykanów w imieniu Europy, ale też ich w jej imieniu nie chwalmy. Nie polerujmy posadzki czołem – ironizuje, nawiązując do pobłażliwości sekretarza generalnego NATO wobec prezydenta USA. Co więc będzie naszym sukcesem po tym szczycie? - Więcej rozmów o Ukrainie. Każde zwiększenie wsparcia dla Ukrainy to polskie zwycięstwo, a im dłużej pozostaje ona wolna i suwerenna, tym lepiej dla interesów Polski. I o tym powinna się toczyć dyskusja w Ankarze – podsumowuje ekspert.
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET