`

Symulator Straży Granicznej za 2,5 mln zł stanął w magazynie. Minister Siemoniak chce wyjaśnień

3 min. czytania
12.03.2025 10:29
Obserwuj nas na Google

- Poleciłem wyjaśnienie sprawy, gdy tylko te doniesienia się pojawiły - mówił w Gościu Radia ZET Tomasz Siemoniak, minister spraw wewnętrznych i administracji. To odpowiedź na nasze ustalenia, że kupiony przez Straż Graniczną za 2,5 mln zł symulator lotów nie ma certyfikatu i wstawiono go do magazynu.

Tomasz Siemoniak, szef MSWiA
fot. Radio ZET
  • Symulator lotów kupiono rok temu za 2,5 mln zł, ale nie ma certyfikatu do profesjonalnego szkolenia. Wstawiono go do pomieszczenia służącego za magazyn - ujawniliśmy w poniedziałek na RadioZET.pl.
  • W środę do sprawy w Gościu Radia ZET odniósł się Tomasz Siemoniak, minister spraw wewnętrznych i administracji.
  • Minister zapowiedział, że oczekuje na wyjaśnienia od komendanta głównego SG. Gdy je otrzyma, będzie podejmował dalsze decyzje.

- Jak to się stało, że Straż Graniczna kupiła symulator lotów za 2,5 mln zł, który nie ma odpowiednich certyfikatów i podobno stanął w magazynie? - pytał w internetowej części Gościa Radia ZET prowadzący Bogdan Rymanowski.

- Poleciłem wyjaśnienie tej sprawy, nie chcę tu, przed efektami tego wyjaśnienia wyrokować - odpowiadał Tomasz Siemoniak, minister spraw wewnętrznych i administracji ( MSWiA).

Afera w Straży Granicznej. Symulator za 2,5 mln zł stanął w magazynie

Przypomnijmy, że w poniedziałek portal RadioZET.pl ujawnił lotniczą aferę w Straży Granicznej. Formacja kupiła symulator lotów zbliżony parametrami do samolotu Turbolet L-410. Urządzenie kosztowało 2,5 mln zł. Wstawiono je do hangaru w bazie SG w Gdańsku, przy Porcie Lotniczym im. Lecha Wałęsy.  A konkretnie w miejscu, gdzie wcześniej było  niewielkie zaplecze magazynowe mechaników. Trzymali tu części do samolotów, oleje, smary.

Według naszych informatorów pomieszczenie nie ma wentylacji ani klimatyzacji i nie spełnia nawet wymogów przeciwpożarowych. A co więcej grozi m.in. pożarem, bo symulator podczas pracy mocno się nagrzewa.
Nasze ustalenia potwierdził rzecznik komendanta głównego SG ppłk Andrzej Juźwiak. "Pomieszczenie aktualnie przechodzi procedurę administracyjną w celu zmiany sposobu użytkowania pomieszczenia z magazynowego na pomieszczenie do działalności szkoleniowej" - odpowiedział na nasze pytania.

To jednak nie koniec. Symulator nie ma odpowiedniego certyfikatu, więc nie nadaje się do profesjonalnego szkolenia pilotów. Mogą oni trenować niektóre manewry. Ale żeby zdobyć pewne uprawnienia muszą szkolić się na certyfikowanym sprzęcie. Trzeba więc ich wysyłać do zewnętrznych ośrodków i płacić. Koszt takich szkoleń to około 40-50 tys. zł.

Drogi symulator bez certyfikatu. Piloci muszą szkolić się poza Strażą

- Pewnie certyfikaty można zdobyć - mówił w Gościu Radia ZET minister Siemoniak. I rzeczywiście, Straż Graniczna miała taki plan. W styczniu ubiegłego roku, w branżowych mediach mówiła o tym poprzednia rzeczniczka komendanta głównego SG kpt. Anna Michalska. Przekonywała, że urządzenie przejdzie proces certyfikacji w Urzędzie Lotnictwa Cywilnego, by uzyskać certyfikat EASA.

Redakcja poleca

Taki dokument pozwoliłby na wykorzystanie symulatora do oficjalnych szkoleń ze współpracy w załodze wieloosobowej (MCC) oraz szkoleń do wykonywania lotów według wskazań przyrządów (IR). Takie kursy można prowadzić tylko na certyfikowanym urządzeniu.

Jednak przez ponad rok SG nawet nie rozpoczęła procesu certyfikacji. Nie odbywały się też cykliczne szkolenia, o których mówiła była rzeczniczka. Według naszych rozmówców dostęp do urządzenia miało tylko kilka osób. Piloci ćwiczyli na nim sporadycznie.

Poza tym przez dłuższy czas urządzenie stało zepsute. W bazie SG krążyły plotki o tym, że usterkę mogły spowodować dzieci funkcjonariuszy. Jednak ppłk Juźwiak przekonywał, że nikt postronny nie miał dostępu do urządzenia, a usterka została naprawiona w ramach gwarancji. RadioZET.pl dowiedziało się, że zawiadomienie w tej sprawie zostało złożone do Centralnego Biura Antykorupcyjnego.

Minister Siemoniak: Czekam na wyjaśnienia od komendanta SG

Rzecznika komendanta głównego SG pytaliśmy też, czy ktoś poniesie konsekwencje w związku z opisywanymi przez nas zarzutami. A także czy toczy się w tej sprawie postępowanie wyjaśniające lub dyscyplinarne. Na te pytania nie otrzymaliśmy odpowiedzi. Natomiast w środę ministra Siemoniaka w internetowej części Gościa Radia ZET o symulator pytał prowadzący Bogdan Rymanowski.

- Będzie pan domagał się wyjaśnień od komendanta? - pytał prowadzący.

- Już to zrobiłem jak te doniesienia się pojawiły - zapewnił mister.

Dopytywany odpowiadał, że komendant główny SG jeszcze nie odniósł się do sprawy i naszych ustaleń. Minister nie otrzymał od niego na razie żadnej odpowiedzi.

- Czyli jeśli nie będą satysfakcjonujące, będą jakieś konsekwencje? - pytał Bogdan Rymanowski.

- Na pewno, ale nie chcę z góry wyrokować. Nie zawsze wiedza medialna potem pokrywa się z rzeczywistością. Nie wiem, jak jest w tym przypadku, czekam na wyjaśnienia - podsumował Tomasz Siemoniak.

Tekst o symulatorze SG był pierwszą częścią naszego cyklu dotyczącego zapaści w lotnictwie Straży Granicznej. Kolejne będą ukazywały się w poniedziałki na RadioZET.pl

Źródło: Radio ZET

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET