Tak rodził się klub Morawieckiego. Zdecydowały ostatnie godziny. Ujawniamy kulisy
Decyzja o utworzeniu klubu parlamentarnego Rozwój Plus zapadła w ostatniej chwili. Morawiecki i jego ludzie prawdziwą siłę poczuli, gdy zobaczyli, że nikt z nich nie pęka w rozmowach z prezesem PiS. A Jarosław Kaczyński wycofuje się ze swoich twardych deklaracji. Co dalej? - Niewykluczone są kolejne transfery, rozmawiamy z czwórką ludzi - zdradza jeden ze stronników Mateusza Morawieckiego.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Które czynniki zdecydowały, że Morawiecki utworzył klub Rozwój Plus.
- Jak wyglądały kulisy wewnętrznej walki w PiS.
- Jakie są scenariusze rozwoju sytuacji w PiS w najbliższym czasie.
- Czy możliwe są kolejne transfery do klubu Rozwój Plus.
- Niemożliwe - poseł PiS Przemysław Czarnek w pierwszej chwili z niedowierzaniem zareagował na informację o powstaniu nowego klubu parlamentarnego Rozwój Plus. W środę (29 lipca) rano utworzyła go grupa 40 posłów i jeden senator, związanych z byłym premierem Mateuszem Morawieckim. Następnie przez cały dzień „maślarze” i „harcerze”, czyli dwie rywalizujące ze sobą grupy w PiS, wzajemnie oskarżali się o rozłam w partii.
RadioZET.pl poznało kulisy tworzenia nowego klubu parlamentarnego skupionego wokół Morawieckiego. Politycy z nim związani tłumaczą, dlaczego, mimo wstrzymania decyzji o ich wyrzuceniu z partii, nie chcieli kontynuować sporu wewnątrz niej. Mówią m.in. o usuwaniu ich z wewnętrznych kanałów komunikacji i „grillowaniu” przez prezesa, którego ostatecznie sytuacja przerosła.
Wyrzucili nas z komunikatorów, odcięli od informacji
Napięcia w ugrupowaniu, które ostatecznie doprowadziły do rozłamu trwały od kilku tygodni. Zintensyfikowały się w połowie lipca, kiedy Komitet Polityczny PiS dał parlamentarzystom wybór – partia albo stowarzyszenie. I choć pisaliśmy, że w ugrupowaniu działa wiele stowarzyszeń, to Jarosławowi Kaczyńskiemu przeszkadzało najbardziej to założone przez Morawieckiego.
Prezes PiS najpierw zapowiedział, że kto z posłów nie podpisze lojalki zostanie wykluczony. Ale we wtorek (28 lipca) po południu niespodziewanie zmienił ton. Oznajmił, że sprawą zajmie się sąd dyscyplinarny. I każdą ze spraw przeanalizuje osobno. Krok wstecz jednak nie pomógł w zachowaniu jedności partii. Dlaczego?
- Już od piątku byliśmy odcinani od wszystkich kanałów komunikacji w klubie. Nie dostaliśmy dostępu do harmonogramu obrad Sejmu, który zawsze otrzymujemy, ani informacji o nadzwyczajnym posiedzeniu wyjazdowym klubu. Zostaliśmy w zasadzie pozbawieni jakiejkolwiek możliwości działania. Mimo tego czekaliśmy na rozwój sytuacji. Liczyliśmy na to, że prezes wycofa się z ultimatum. Powie, że stowarzyszenie może działać. Wtedy zapomnielibyśmy o tych sporach i zabrali się do pracy - zapewnia jeden z posłów klubu Rozwój Plus.
Kolejny dodaje: - Wyrzucali nas z komunikatorów po kolei. Nikt nie zadzwonił, nie powiedział skąd taka decyzja. Nie mam pretensji, bo taka jest polityka, czasem brutalna. Ale nie można mówić, że to my stoimy za rozłamem, bo już wcześniej „maślarze” i rzecznik (poseł Rafał Bochenek - przyp. red.) prowadzili swoją politykę wypychania nas z partii.
Prezes „grillował” każdego z osobna. Nikt się nie złamał
Według naszych informacji Mateusz Morawiecki od dłuższego czasu miał przygotowane kilka wariantów działania, w zależności od rozwoju sytuacji. Jednym z nich było właśnie utworzenie nowego klubu parlamentarnego. - Proszę wierzyć, że ostateczna decyzja zapadła we wtorek wieczorem na spotkaniu naszej grupy. Nie mieliśmy innego wyjścia. Jakbyśmy tego nie zrobili to nadal trwałyby ataki „maślarzy” i SuwPolaków (politycy Suwerennej Polski – przyp. red.) na nas – twierdzi poseł klubu Rozwój Plus.
Drugi z naszych rozmówców zdradza co zdecydowało, że klub powstał. - Prezes cały czas był utrzymywany przez naszych przeciwników, że stanowimy niezbyt dużą grupę, że większość z nas podpisze lojalki. A ostatecznie zostanie 10-20 osób. Jak zobaczył, ilu posłów jednak się nie wystraszyło i nie podpisało to uświadomił sobie, że wyrzucenie tak dużej grupy osób nie będzie dobrym ruchem. Przeszacował. Wtorkowy komunikat odczytaliśmy, jako wycofanie się z tych twardych deklaracji. I poczuliśmy, że muszą się z nami liczyć – tłumaczy stronnik Morawieckiego.
Politycy, którzy utworzyli nowy klub mówią też, że Kaczyński do ostatniej chwili próbował przekonywać posłów ze stowarzyszenia Rozwój Plus do podpisania lojalek. - Wzywał na rozmowy, „grillował” każdego z osobna po półtorej godziny. To też nic nie zmieniło. A w zasadzie pokazało, że jesteśmy silni, a prezes i „maślarze” nie mają argumentów w tym sporze. Czarnek i SuwPolacy myśleli, że zawłaszczą sobie całą partię. I się przeliczyli – dodaje poseł od Morawieckiego.
Ostatecznie z działalności w stowarzyszeniu Rozwój Plus zrezygnowali tylko europoseł Daniel Obajtek i poseł Grzegorz Lorek. - Grzegorzowi wystarczyło zapewnienie, że będzie miał dobre miejsce na liście w przyszłorocznych wyborach i że wejdzie do władz PiS w swoim okręgu (Piotrków Trybunalski). Dość słaby interes – zdradza polityk PiS.
Kolejni politycy PiS dołączą do Morawieckiego? „Rozmawiamy”
Dziś żadna ze stron nie chce kreślić scenariuszy na przyszłość. Jak mówią „harcerze” niewykluczone, że w najbliższym czasie klub Rozwój Plus zasili jeszcze kilku polityków PiS. - Rozmawiamy z czwórką ludzi – słyszymy. Konkretne nazwiska jednak nie padają. Według polityków związanych z Morawieckim ich ujawnienie spaliłoby plan. Dodają też, że nie będą na siłę przekonywali posłów PiS do transferu. Partia Jarosława Kaczyńskiego nie jest już największą w Sejmie. Po opuszczeniu jej przez 40 posłów spadła na drugie miejsce.
Na razie trudno przewidywać jaka polityczna przyszłość czeka klub Rozwój Plus. Sytuacja w ostatnich dniach była bardzo dynamiczna i zmieniała się często z godziny na godzinę. - Na dziś widzę dwa wyjścia. Startujemy sami i mamy dwucyfrowy wynik. Mamy potencjał, żeby przekonać niezdecydowanych, głównie przedsiębiorców, którzy od siedmiu miesięcy czekają na duże przetargi, zaczynają odczuwać stagnację na rynku. To są duże firmy, które nie mają tej płynności, niezbędnej im jak tlen. Oni nie chcą głosować ani na KO, ani na PiS. To elektorat zdroworozsądkowy, dosyć duży i myślę, że nasza oferta będzie dla niego atrakcyjna. Drugi scenariusz jest taki, że nasz kochany prezes będzie chciał jednak się dogadać. I wtedy usiądziemy do poważnych, uczciwych rozmów – przewiduje jeden z „harcerzy”.
Kolejny dodaje: - Przy tej dynamice jaką mamy obecnie trudno przewidywać co się wydarzy za kilka tygodni czy miesięcy. Mogę powiedzieć co na pewno się nie wydarzy. Nie będzie naszego startu ze wspólnych list z PSL-em czy Polską 2050.Teraz skupiamy się na konferencji, która odbędzie się 31 lipca (tzw. „grill” Morawieckiego). Ona na pewno się odbędzie. I znów pokaże naszą siłę.
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET