Tropem Marcina Romanowskiego. „Nie chcę mówić, bo się boję. Takie mamy rządy”
Wyborcy zaciekle go bronią, a zarzuty uważają za polityczne. Nikt nie potrafi odpowiedzieć czym się zajmuje, ani gdzie przebywa. Biuro niby działa, ale jak poseł kontaktuje się z jego współpracownikami - nie wiadomo. Jego najbliższy współpracownik unika mediów. Byliśmy z wizytą w bastionie Marcina Romanowskiego.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Co mieszkańcy Biłgoraja sądzą o działalności posła Marcina Romanowskiego.
- Jakie zarzuty kierowane są pod adresem polityka PiS.
- Jak funkcjonuje i czym się zajmuje biuro poselskie Romanowskiego.
- Co ukrywa najbliższy współpracownik byłego wiceministra sprawiedliwości.
W Biłgoraju pojawiamy się chwilę po godz. 9. O tej porze centrum miasta sprawia wrażenie niemal opustoszałego. Ruch samochodowy jest niewielki, a na ulicach spotykamy zaledwie kilku przechodniów, głównie seniorów.
Chcemy dowiedzieć się, jak mieszkańcy oceniają działalność swojego posła – Marcina Romanowskiego. Czy znają jego lokalne inicjatywy? Czy kiedykolwiek mieli okazję spotkać go osobiście? Pytamy również, co sądzą o jego decyzji, by od końca 2024 roku ukrywać się przed polskim wymiarem sprawiedliwości poza granicami kraju.
Na targowisku wszyscy murem za Romanowskim
Szybko natrafiamy na osobliwy paradoks. Żaden z mieszkańców, z którymi udaje nam się porozmawiać, nie potrafi wskazać choćby jednego przykładu lokalnej aktywności Romanowskiego. Niektórzy przyznają, że nigdy nawet nie widzieli swojego posła. Nie przeszkadza im to jednak w wystawianiu politykowi jednoznacznie pozytywnych ocen. Nasi rozmówcy są przekonani, że Romanowski jest uczciwym człowiekiem, a obecna władza chce go niesłusznie wtrącić do więzienia.
- Ja wiem, ale nie chcę już mówić, bo się boję! - mówi jeden z mieszkańców Biłgoraja. - Wiecie, jakie mamy rządy, jakie sądy - dodaje, po czym nerwowo się oddala.
Dużo większy ruch panuje na lokalnym targowisku. Zdecydowana większość mieszkańców wypowiada się pozytywnie o polityku PiS. Na pytania o udział Romanowskiego w aferze związanej z Funduszem Sprawiedliwości ma prostą odpowiedź. - Zarzuty są niesłuszne. Wiem, ile pieniędzy wydał w Aleksandrowie na wozy strażackie. Bardzo dużo w regionie kupił - mówi jeden z mieszkańców.
Kolejny z naszych rozmówców przyznaje nawet, że kilka miesięcy temu odwiedził Romanowskiego w Budapeszcie. Pytamy, o czym rozmawiał z posłem PiS. - O rozmaitych takich tematach - odpowiada wymijająco.
- Najpierw niech się rozliczą ci, co teraz rządzą. Z tego co robią... Bo takiej krzywdy narodowi nikt nie zrobił jak obecny rząd - przekonuje kolejny z napotkanych mężczyzn.
- Przecież tych pieniędzy nikt nie ukradł. One poszły dla społeczeństwa, na OSP, inne rzeczy. Nikt tego nie wziął do kieszeni - zapewnia inny rozmówca.
Pracownica Romanowskiego robi zdjęcia z ukrycia
W samym centrum Biłgoraja mieści się biuro poselskie Marcina Romanowskiego. Trudno je przeoczyć. Witryny zdobią pokaźnych rozmiarów fotografie polityka PiS, na jednej pozuje w towarzystwie Zbigniewa Ziobry. Z informacji umieszczonej na drzwiach wejściowych wynika, że biuro jest otwarte dla interesantów codziennie w godz. 11–15.
Pojawiamy się tam kilka minut po godz. 11. Chcemy ustalić, w jaki sposób poseł, który od końca 2024 roku przebywa poza granicami Polski, wykonuje swoje obowiązki parlamentarne. Jak kontaktuje się z pracownikami biura? Kto w jego imieniu prowadzi profile w mediach społecznościowych? Interesuje nas również, skąd pochodzą pieniądze na nagrodę w wysokości 10 tys. zł za wskazanie osoby dostarczającej środki odurzające posłowi Michałowi Kołodziejczakowi. Ogłoszenie tej treści pojawiło się bowiem na facebookowym profilu Romanowskiego.
Pracownica biura nie zamierza jednak odpowiadać na nasze pytania. Prosi, byśmy przesłali je drogą mailową. Zapewnia przy tym, że „na pewno dostaniemy odpowiedzi”. Wiadomość wysyłamy niezwłocznie. Odpowiedzi jednak nie otrzymujemy.
Chwilę później, gdy po drugiej stronie ulicy, naprzeciwko biura poselskiego, rozmawiamy z byłym burmistrzem Biłgoraja Januszem Rosłanem zauważamy, jak pracownica Romanowskiego, stojąc w lekko uchylonych drzwiach biura, wyjmuje telefon i zaczyna robić nam zdjęcia.
Podejrzani Politycy Extra
Burmistrz Biłgoraja: W jednej chwili wszystko się zmieniło
Janusz Rosłan, to postać w Biłgoraju świetnie znana, niemal legendarna. Rządził miastem przez 22 lata (2002-2024). Aktywności posła Romanowskiego w mieście i regionie nie zauważa. W naszym reportażu wspomina też jedyne spotkanie z przedstawicielem PiS. To czas, kiedy Romanowski był wiceministrem sprawiedliwości. Burmistrz przekonuje, że pierwsza część spotkania miała przyjemny charakter. Ale w chwili, gdy zeszło na politykę i reformy sądownictwa wprowadzana przez PiS wszystko się zmieniło. O tym, jak przebiegało dalej i jak później wyglądały kontakty Rosłana z posłem ziemi biłgorajskiej burmistrz opowiada w reportażu.
Odnosi się w nim także to sprawy listu żelaznego. Janusz Rosłan uważa przede wszystkim, że Romanowski nie powinien z Polski wyjeżdżać. A teraz powinien jak najszybciej wrócić. Zarzuty o polityczny proces? - Sejm Rzeczypospolitej Polskiej liczy 460 posłów. Prawie połowa to są posłowie prawicy. Więc jeżeli nie można w Polsce liczyć na sprawiedliwe sądy, to w zasadzie prawie wszyscy posłowie prawicy powinni Polskę natychmiast opuścić – zauważa.
Tłumaczy też, że poseł Romanowski miał interes w przekazywaniu wozów strażackich zakupionych z Funduszu Sprawiedliwości akurat w okolicy Biłgoraja. - Kandydował z tego okręgu. I akurat wszystkie działania, które podejmował przypadły na okres tuż przed kampanią albo kampanijny – dodaje burmistrz.
Człowiek Romanowskiego ciągle jest w terenie
W „Podejrzanych Politykach Extra” odwiedziliśmy także oddaloną o kilkanaście kilometrów od Biłgoraja gminę Aleksandrów. Wójtem jest tu Andrzej Borowiec. To jeden z najbliższych współpracowników Marcina Romanowskiego z tego okręgu. Także związany z Suwerenną Polską. W czasie rządów Zjednoczonej Prawicy Borowiec, zwykły leśniczy, najpierw awansował na szefa Nadleśnictwa Biłgoraj (2021 r.), a następnie na dyrektora Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Lublinie. Awans zawdzięczał właśnie Romanowskiemu.
Po przegranych przez prawicę wyborach, na początku 2024 roku Andrzej Borowiec stracił intratne stanowisko. Ale już wiosną wystartował w wyborach na wójta z lokalnego komitetu „Prawicowa Polska Marcina Romanowskiego” i wygrał. W regionie krążą plotki, że miał pomagać Romanowskiemu w ucieczce na Węgry. Później odwiedzał go w stolicy Węgier. Ostatnio – jesienią ubiegłego roku. Chcieliśmy zapytać Borowca, jak wygląda jego współpraca z Romanowskim, jakie są korzyści dla gminy i co sądzi o ucieczce Romanowskiego. Niestety wójt był dla nas nieuchwytny. Telefonicznie, mailowo i osobiście. Gdy przyjechaliśmy do siedziby gminy, wszyscy pracownicy uparcie powtarzali, że wójt jest w terenie. Nie potrafili powiedzieć, kiedy wróci, ani jak się z nim umówić.
Katarzyna Jaworska, zastępczyni Borowca przekazała nam, że o żadnej współpracy z posłem na uchodźstwie nic nie wie. Wójtowi wysłaliśmy pytania mailowo. Czy i co odpowiedział?
Premiera reportażu „Z wizytą u Romanowskiego. Pytania o pieniądze kontakty i ucieczkę” w niedzielę (8 listopada) o godzinie 15.00 na kanale Radia ZET w serwisie YouTube.
Źródło: Radio ZET