Tusk zabiera głos w sprawie Hołowni i "zamachu stanu". "Zadałem pytanie"
Jak ktoś wypowiada takie kontrowersyjne słowa, to musi się liczyć z pewnymi konsekwencjami. Nie chcę w żaden sposób nikomu dokuczać. Czasami nawet najpoważniejsi ludzie mówią rzeczy nie do końca przemyślane - tak premier Donald Tusk skomentował kontrowersje wywołane słowami marszałka Sejmu Szymona Hołowni o namawianiu go do "zamachu stanu".
Z tego artykułu dowiesz się:
- Jak Donald Tusk ocenia wypowiedź Szymona Hołowni o "zamachu stanu".
- Co premier powiedział o spotkaniach Hołowni z politykami PiS.
- Dlaczego Tusk uważa, że sprawa możliwych nieprawidłowości wyborczych jest zamknięta.
Donald Tusk reaguje na burzę wokół Szymona Hołowni
Wypowiedź Szymona Hołowni na temat "zamachu stanu” skomentował w środę w TVN24 premier Donald Tusk. Przypomnijmy, że marszałek Sejmu powiedział w Polsat News, że wielokrotnie sugerowano mu, aby opóźnił zaprzysiężenie Karola Nawrockiego na prezydenta RP i dokonał w ten sposób "zamachu stanu”. Piotr Antoni Skiba przekazał w poniedziałek PAP, że w najbliższych dniach lub tygodniach planowane jest przesłuchanie polityka w charakterze świadka w sprawie jego słów, a wniosek do prokuratury skierował mec. Bartosz Lewandowski.
Hołownia pytany, kto składał mu te propozycje, mówił o ludziach, którym "nie podobał się wynik wyborów prezydenckich”. Tusk stwierdził w środę, że każdy, kto wypowiada kontrowersyjne tezy, musi liczyć się z pewnymi konsekwencjami. - Czasami ludzie, nawet najpoważniejsi, mówią rzeczy nie do końca przemyślane, ale pan marszałek Hołownia starał się publicznie wyjaśnić to raczej nieporozumienie, dla niego kosztowne, ale ja uważam temat za zamknięty - powiedział szef rządu.
"Zadałem panu marszałkowi pytanie"
Premier nie chciał zdradzić szczegółów rozmów liderów partii koalicyjnych na temat organizacji Zgromadzenia Narodowego, jednak zdradził, że były omawiane wątpliwości dotyczące liczenia głosów. - Rząd czy premier nie ma tutaj bezpośredniego wpływu na to, jak wygląda proces uznawania czy nieuznawania wyborów - zaznaczył. - Te instytucje to Sąd Najwyższy, marszałek Sejmu, PKW. Skoro pojawiły się te wątpliwości, to zadałem pytanie, jak ocenia całą sytuację i czy pan marszałek ma zamiar nie czekając na inne rozstrzygnięcia zwołać Zgromadzenie Narodowe i doprowadzić do zaprzysiężenia prezydenta elekta - powiedział Tusk.
- Pan marszałek Hołownia, ale także pan marszałek Czarzasty i pan wicepremier Kosiniak-Kamysz zdecydowanie i jednoznacznie wygłosili opinię, że niezależnie od tego, co dalej będzie działo się ze sprawdzaniem (red. głosów) w komisjach, liczeniem głosów, powinno dojść do zaprzysiężenia, więc dla mnie temat był zamknięty - mówił Tusk.
Szef rządu przypominał także, że eksperci powołani przez resort sprawiedliwości wskazali komisje, w których możliwe były nadużycia, a następnie prokuratura doprowadziła do ponownego przeliczenia głosów i poinformowała, że nieprawidłowości nie miały wpływu na wynik wyborów. - Uważam sprawę za zamkniętą, rozumiem emocje, sam je przeżywałem - powiedział Tusk.
Szef rządu był także pytany o spotkania lidera Polski 2050 z politykami PiS w mieszkaniu Adama Bielana. Określił je jako "poważny błąd”. - Ubolewam nad tym, ponieważ czuję się odpowiedzialny za całość tego projektu. Ten projekt nazywa się Polska wolna od nadużyć i tego zła, które działo się przez osiem lat w Polsce - mówił premier. Czując się odpowiedzialny za całość tego projektu, muszę myśleć, żeby partnerzy w tym projekcie zachowywali się sensownie i odpowiedzialnie - dodał.
Zaprzeczył także, jakoby był uprzedzany przez Hołownię o jego spotkaniach z politykami PiS-u 10 czerwca oraz 3 lipca. - Dowiedziałem się o tym z mediów tuż przed spotkaniem z panem marszałkiem - stwierdził.
Tusk pytany o stanowisko wicepremiera dla Hołowni odparł, że stara się szanować swoich koalicyjnych partnerów i ich oczekiwania. Dodał przy tym, że bezpieczeństwo i stabilność będą zależały od tego, jak będą zachowywać się koalicjanci. - Oczekiwałbym od wszystkich, w tym od siebie, bezwzględnej lojalności. Nie wobec mnie, ale wobec Polski - stwierdził premier.
- Zależy mi na tym, żeby ta koalicja nadal funkcjonowała, była solidarna. Jeśli Polska 2050 i marszałek Hołownia zdecydują się już po wymianie marszałka (…) na wejście do rządu czy pana marszałka Szymona Hołowni, czy zgłoszenie kandydatury na wicepremiera, to na końcu będą oceniać, czy ktoś taki nadaje się na wicepremiera czy nie - ale to w swoim czasie - dodał.
Źródło: Radio ZET/PAP
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET