Tusk zagra va banque. Najbliższe miesiące mogą wstrząsnąć Polską
Donald Tusk zapowiada zaostrzenie kursu, a z obozu rządzącego płyną sygnały o przyspieszeniu rozliczeń afer PiS. Do wyborów parlamentarnych został rok i właśnie teraz może rozpocząć się najbardziej gorący etap politycznej konfrontacji. Dla koalicji to jeden z kluczowych elementów politycznego być albo nie być.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Jak Donald Tusk planuje rozliczyć poprzednie rządy?
- Dlaczego paraliż Trybunału Konstytucyjnego jest kluczowy w działaniach Tuska?
- Które afery z lat 2015–2023 wymagają pilnego wyjaśnienia?
- Co oznaczają dla wyborców twarde działania rządu?
– Grzeczny to już byłem – ogłasza Donald Tusk, zapowiadając przełomowy etap rozliczeń poprzedników i skuteczne rozwiązanie najbardziej palących problemów – w tym paraliżu Trybunału Konstytucyjnego. Wygląda na to, że nie są to deklaracje bez pokrycia. Słowa premiera współgrają z docierającymi od kilku tygodni do dziennikarzy sygnałami o przyspieszeniu rozliczeń afer z czasów PiS. Ekipie Tuska został już tylko rok. A od wyniku tego starcia w dużej mierze może zależeć rozstrzygnięcie przyszłorocznych wyborów parlamentarnych.
– Trzeba zaostrzyć kurs. To jedyna szansa na utrzymanie władzy. Nasz elektorat jest zdegustowany tempem rozliczeń – usłyszeliśmy niedawno od jednego z ważnych polityków KO. Teraz w podobnym tonie wypowiada się sam Tusk, przekonując, że nie można grać w szachy, gdy przeciwnik przychodzi z kijem bejsbolowym. O tym, jak poważnie należy traktować te słowa, możemy przekonać się już wkrótce. Na celowniku jest bowiem Trybunał Konstytucyjny i torpedujący jego działanie Bogdan Święczkowski. Scenariusz przywrócenia porządku w Trybunale zakłada nawet wariant siłowy. Nie wyklucza go minister sprawiedliwości Waldemar Żurek.
Tuskowi sprzyja sytuacja wewnątrz koalicji. Głos mniejszych koalicjantów, jak PSL-u czy Polski 2050, którzy znacznie łagodniej podchodzą do procesu rozliczeń, nie jest dziś tak istotny, jak jeszcze kilka miesięcy temu. Zwłaszcza PSL, którego polityczna przyszłość może w dużej mierze zależeć od porozumienia z KO przed wyborami w 2027 roku. Jeśli sondaże ludowców nie wzrosną, kluczowa może okazać się gotowość Tuska do wpuszczenia ich polityków na wspólne listy.
Twardych działań domagają się także wyborcy KO. Z obiecywanych rozliczeń jak dotąd wyszło niewiele, a pierwsze dwa lata rządów zostały pod tym względem przespane. Oczekiwania elektoratu rozpalił na samym początku Bartłomiej Sienkiewicz, odpowiedzialny za spektakularną operację odbicia TVP z rąk ludzi PiS. Potem jednak wszystko ugrzęzło. Niektórzy wyborcy są na koalicję wściekli, ale nie odwracają się jeszcze od niej plecami.
Ostateczna faza rozliczeń PiS?
W koalicji panuje przekonanie, że jednemu z kluczowych zadań tamtego okresu – zmianom w prokuraturze – nie sprostał „zbyt miękki” Adam Bodnar. Z kolei komisje śledcze powołane do zbadania trzech dużych afer okazały się sporym rozczarowaniem. Komisja zajmująca się inwigilacją systemem Pegasus, mimo wielomiesięcznych zapowiedzi, nadal nie opublikowała końcowego raportu. Na przeszkodzie stoją problemy z uzyskaniem zgód na odtajnienie części dokumentów. Według najnowszych doniesień raport ma ujrzeć światło dzienne w połowie października.
Rezerwuar najcięższych politycznych oskarżeń został właściwie wyczerpany. W tym sensie oglądanie się na to, jak zareaguje przeciwna strona, z punktu widzenia KO nie ma już większego sensu.
Choć od kilku tygodni największe emocje wywołuje sprawa Zondacrypto i podejrzanych związków ludzi prawicy z Przemysławem Kralem, na swoje rozstrzygnięcie czekają także inne głośne afery. Wśród nich te o monstrualnej skali, dotyczące Rządowej Agencji Rezerw Strategicznych, Funduszu Sprawiedliwości czy sprzedaży aktywów Lotosu saudyjskiemu koncernowi Saudi Aramco.
Z niezrozumiałych powodów wyjątkowo mało uwagi poświęcono dotąd sprawie RARS, która ostatecznie może okazać się jedną z największych afer w najnowszej historii Polski. Skala strat poniesionych przez państwo może w tym przypadku sięgać setek milionów złotych. Prokuratura bada m.in. preferencyjne traktowanie wybranych firm przy zakupach maseczek, rękawiczek i agregatów. Cztery umowy na agregaty od spółki Pawła Sz. miały wartość ponad 345 mln zł, a firmy innego przedsiębiorcy otrzymały co najmniej 114 mln zł za agregaty i środki ochronne. Osobne śledztwo objęło zakup w latach 2022–2023 ponad 750 tys. ton węgla za przeszło 1,3 mld zł. Według CBA część surowca nie spełniała wymaganych parametrów, a szacowana w tym wątku szkoda wynosi co najmniej 530 mln zł. Bezpośredni nadzór nad RARS sprawował premier Mateusz Morawiecki. Jak dotąd nie został w tej sprawie nawet przesłuchany.
Największe afery pozostają nierozliczone
Z radarów niemal zupełnie zniknęła sprawa programu „Poland. Business Harbour” – być może jednego z najważniejszych wątków słynnej afery wizowej. W ramach programu sprowadzano do Polski „specjalistów IT” ze Wschodu bez wcześniejszej weryfikacji. W konsekwencji polskie służby nie wiedziały, kto właściwie przyjeżdżał do naszego kraju, ani co później działo się z tymi ludźmi. Zdaniem śledczych w ramach programu mogło zostać wydanych nawet 95 tys. wiz. Wśród tysięcy niezweryfikowanych osób przyjeżdżających z Białorusi, Rosji i Ukrainy mogli znaleźć się również dywersanci lub szpiedzy. „Poland. Business Harbour” był programem międzyresortowym koordynowanym przez Kancelarię Premiera Mateusza Morawieckiego i realizowanym m.in. przez resort rozwoju, MSZ oraz PAIH.
Rok, który pozostał do kolejnych wyborów parlamentarnych, to zdecydowanie za mało, aby doprowadzić do końca rozliczanie długiej listy afer z lat 2015–2023, ale wystarczająco dużo, by wykonać milowy krok. Dylemat, przed którym stanął rząd Donalda Tuska, od początku nie dawał gwarancji dobrego rozwiązania. Zaprzęgnięcie aparatu śledczego i służb do radykalnego procesu rozliczeń, oczekiwanego przez najtwardszy elektorat KO, wiązałoby się z oskarżeniami o nadużycia i przemoc państwa oraz ryzykiem ostrego rewanżu po ewentualnej zmianie władzy w 2027 roku. Z kolei polityka zaniechań i wyhamowanie konfrontacji z aferami oznaczałyby kompromitację rządu w oczach wyborców, którzy 15 października 2023 roku godzinami stali w kolejkach, aby zakończyć rządy PiS.
Tusk nie ma nic do stracenia
Tusk stanął przed fundamentalną decyzją: dotrwać do wyborów albo zagrać va banque. Z głosów płynących z obozu rządzącego wynika, że wybrał to drugie. Najbliższe miesiące, kolejne śledztwa, zarzuty i zatrzymania mają to potwierdzić, a wyborcom dać zupełnie nową motywację przed jesienią 2027 roku.
Premier uznał, że nie ma już nic do stracenia. Dalsza polaryzacja i eskalacja emocji przed wyborami wydają się nieuchronne. Oskarżenia o budowę autorytarnego reżimu i kopiowanie standardów białoruskich padają już teraz, choć nikt jeszcze nie został skazany. Telewizja Republika praktycznie 24 godziny na dobę grzmi o prześladowaniu opozycji, bezprawiu i dyktaturze. Rezerwuar najcięższych politycznych oskarżeń został właściwie wyczerpany. W tym sensie oglądanie się na to, jak zareaguje przeciwna strona, z punktu widzenia KO nie ma już większego sensu.
Donald Tusk nie może kreować się na powszechnie uwielbianą zupę pomidorową. Na rok przed wyborami musi zadbać przede wszystkim o oczekiwania i mobilizację własnych wyborców. A dla nich to nie inflacja, ceny paliw czy realizacja CPK, lecz właśnie spektakularność rozliczeń może być jednym z kluczowych argumentów. Dalsze tkwienie w miejscu i stosowanie półśrodków będą oznaczać indolencję i utratę zaufania przed jesienią 2027 roku. Zdecydowane działania w procesie rozliczeń – nawet jeśli nie zostanie on zakończony w stu procentach – mogą natomiast stać się argumentem za jego kontynuacją.
PiS słabnie w oczach
Rządowi pomaga kondycja przeciwnika. Po ujawnieniu związków ludzi prawicy z Przemysławem Kralem i niejasnymi pieniędzmi Zondacrypto porozbijane i pogubione PiS ugrzęzło w głębokiej defensywie. Jarosław Kaczyński ma długą listę własnych problemów związanych ze słabnącym ugrupowaniem i rosnącą konkurencją w postaci Rozwoju Plus Mateusza Morawieckiego, Konfederacji, środowiska Grzegorza Brauna oraz autonomicznej pozycji prezydenta Karola Nawrockiego, który wyrasta na jednego z głównych rozgrywających po prawej stronie sceny politycznej.
Partii nie sprzyja również sytuacja międzynarodowa. PiS kilka miesięcy temu straciło najważniejszego sojusznika w Europie, a kolejne działania prezydenta USA Donalda Trumpa wobec Iranu i Rosji stają się kulą u nogi dla jego polskich zwolenników. Sytuacji partii nie poprawiły także ostatnie wybory w Krakowie. Kandydat PiS Michał Drewnicki nie wszedł do drugiej tury, mimo braku kandydatów Konfederacji i Rozwoju Plus. Fiaskiem zakończyła się również wspierana przez prawicę kampania zbierania podpisów pod wnioskiem o referendum w sprawie odwołania prezydenta Warszawy Rafała Trzaskowskiego.
Jeśli więc „grzeczny Tusk” rzeczywiście odchodzi do przeszłości, najbliższe miesiące mogą okazać się wyjątkowo ciekawe. W obozie rządzącym i wśród jego wyborców coraz silniejsze jest przekonanie, że na ostrożność i półśrodki nie ma już czasu. Albo rozliczenia przyspieszą teraz, albo w 2027 roku rzeczywistość rozliczy tych, którzy mieli rozliczać.
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET