`

Wielka akcja, setki tysięcy podpisów i... cisza. Co dalej ze sztandarowym pomysłem PiS?

5 min. czytania
05.02.2026 06:02
Obserwuj nas na Google

Ponad pół miliona podpisów mieli zebrać posłowie PiS pod wnioskiem o referendum w sprawie nielegalnej migracji. Inicjatywa miała być elementem jesiennej ofensywy partii. Jednak wniosek do dziś nie został złożony do marszałka Sejmu. Mało kto w ugrupowaniu wie co się z nim dzieje.

fot. Filip Naumienko/REPORTER

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Co stało się z pomysłem organizacji referendum w sprawie nielegalnej migracji.
  • Jak przebiegała zbiórka podpisów pod referendum o nielegalnej migracji.
  • Co politycy PiS mówią na temat dalszych planów związanych z referendum.

- Przekazałem parę tysięcy podpisów już w sierpniu czy we wrześniu. Zbiórka szła dobrze, nie trzeba było nikogo namawiać do podpisu, ale co dalej to szczerze powiem - nie wiem. Już tego nie śledziłem - mówi RadioZET. pl jeden z posłów Prawa i Sprawiedliwości o zbieraniu podpisów pod wnioskiem o referendum w sprawie nielegalnej migracji.

Kolejny polityk PiS dodaje: - Większość z nas wykonała plan z nawiązką. Nie było problemów, ludzie sami chętnie ustawiali się w kolejce. Na targowiskach, w namiotach, przychodzili do biura. Niektórzy nasi sympatycy sami wychodzili z inicjatywą, drukowali wnioski, namawiali znajomych do podpisania i nam przynosili. Nielegalna migracja to problem, który rozpala ludzi. Zwłaszcza tych, którzy widzieli, co działo się w zachodniej Europie.

Wniosek o referendum miał być elementem jesiennej ofensywy PiS

Pomysł organizacji referendum w sprawie nielegalnej migracji PiS ogłosił już w listopadzie 2024 roku. Autorzy pomysłu proponowali, aby Polacy odpowiedzieli na pytanie: "Czy jesteś za odrzuceniem przymusowego przyjmowania nielegalnych migrantów, które skutkuje ryzykiem spadku bezpieczeństwa osobistego i ekonomicznego?". Pod koniec 2024 roku na stronie internetowej partii pojawił się także formularz, który można było wydrukować, żeby zbierać podpisy.

Kulminacyjnym punktem inicjatywy były wakacje ubiegłego roku. Posłowie, radni wojewódzcy, burmistrzowie czy wójtowie związani z partią ruszyli na gminne targowiska i miejsce place. W całym kraju organizowano spotkania otwarte i namawiano wyborców, by ci zaangażowali się w zbieranie podpisów. Inicjatywę ogłaszano jako obywatelską. A to oznacza, że pod projektem musi się podpisać co najmniej 500 tys. wyborców. PiS chciał pokazać, że sprawa jest niezwykle ważna. A dodatkowo zmobilizować elektorat po wyborczej porażce.

Na początku lipca ubiegłego roku Mariusz Błaszczak, wiceprezes PiS ogłosił, że udało się zebrać wymagane pół miliona podpisów. Miał to być sygnał, że poparcie dla pomysłu jest ogromne. Później nikt z partii już nie mówił, ile osób poparło wniosek. Natomiast jesienią ubiegłego roku jeden z liderów PiS mówił RadioZET.pl, że partia będzie chciała zebrać około miliona popisów. Inicjatywa miała być też jednym z trzech filarów jesiennej ofensywy politycznej PiS. Pierwszym był zorganizowany w październiku antyimigrancki marsz. Ten zakończył się jednak frekwencyjną klapą. Uczestniczyło w nim, według różnych szacunków od kilku do kilkunastu tysięcy osób. Znacznie mniej niż oczekiwali liderzy partii Jarosława Kaczyńskiego. Drugim elementem była konferencja programowa, która odbyła się pod koniec października w Katowicach. Inicjatywa referendalna miała być trzecim elementem ofensywy. Mówili to sami politycy PiS. Jednak wniosku nie złożono ani w październiku, ani w listopadzie, ani w kolejnych miesiącach. I nie wiadomo kiedy to się stanie.

- Przyznam, że przestałem śledzić co się z tym projektem dzieje. Było sporo innych tematów w bieżącej polityce i ten zszedł na dalszy plan. Nikt z centrali nas nie informował, jakie są plany, nikt nie wymagał dozbierania jakichś podpisów, więc myślę, że formalnie wszystko powinno być w porządku. Może po prostu centrala czeka na odpowiedni moment z odpaleniem tego pomysłu - mówi RadioZET.pl poseł PiS.

Redakcja poleca

Poprzednie referendum zakończyło się klapą

Powód schowania referendalnego wniosku głęboko do szuflady może być jeszcze jeden. W grudniu politycy Kolacji Obywatelskiej chwalili się, że Polska została zwolniona z mechanizmu obowiązkowej relokacji migrantów w ramach unijnego parku migracyjnego. Komisja Europejska uznała, że jako kraj ponosimy duże koszty związane z ochroną zewnętrznych granic, a także pomagamy uchodźcom wojennym z Ukrainy. Politycy PiS starali się przekonać, że decyzja KE jest warunkowa i wcale nie musi oznaczać zwolnienia Polski z obowiązku przyjmowania migrantów. Wydaje się jednak, że to starcie wygrała koalicja. W związku z tym nie był to odpowiedni moment na ponowne straszenie nielegalnymi migrantami.

Zwłaszcza że ten temat nie tak dawno był poruszany w publicznej debacie. Przy okazji wyborów parlamentarnych w 2023 roku rządząca wówczas Zjednoczona Prawica postanowiła zorganizować referendum. Jedno z czterech pytań dotyczyło właśnie paku migracyjnego.  "Czy popierasz przyjęcie tysięcy nielegalnych imigrantów z Bliskiego Wschodu i Afryki zgodnie z przymusowym mechanizmem relokacji narzucanym przez biurokrację europejską?" - pytano wówczas wyborców.

Wiele osób uznało pytanie za tendencyjne i nie wzięło udziału w referendum, odmawiając pobrania karty do głosowania. Frekwencja wyniosła 40,91 proc. (w wyborach głosowało ponad 74 proc. uprawnionych). Wynik referendum nie był więc wiążący. Porażka w kolejnym głosowaniu, o ile do niego dojdzie, byłaby więc dla PiS fatalną informacją.

PiS chce referendum ws nielegalnej migracji
Fot. NewsLubuski/East News
PiS chce referendum ws nielegalnej migracji

Politycy PiS nabrali wody w usta

Z naszych informacji wynika, że zbieranie podpisów już się zakończyło. Nieaktywny jest też adres strony internetowej, z której jeszcze kilka miesięcy temu można było pobrać formularz poparcia organizacji referendum. W ostatnich dniach próbowaliśmy ustalić: kiedy zakończyła się zbiórka podpisów, ile osób poparło inicjatywę, kiedy wniosek o organizację referendum może zostać złożony do marszałka Sejmu oraz kto personalnie odpowiada w partii za inicjatywę. Żaden z polityków nie był w stanie opowiedzieć na większość z tych pytań.

Wiceprezes partii Przemysław Czarnek w rozmowie z RadioZET.pl stwierdził, że za projekt odpowiada inny wiceprezes i poseł PiS Mariusz Błaszczak. Dodał, że szczegółów nie zna, sprawa nie była omawiana podczas ostatnich posiedzeń kierownictwa partii, w tym Komitetu Politycznego PiS.- Myślę, że Mariusz Błaszczak czeka na odpowiedni moment z ogłoszeniem dalszych kroków - mówi Czarnek.

Z kolei były wicepremier i minister aktywów państwowych  Jacek Sasin w środę w Gościu Radia ZET mówił, że wiosnę PiS przedstawi swojego kandydata na premiera. - To będzie początek nowego sezonu politycznego. Chcemy przejść do ofensywy politycznej - zapowiedział Sasin. W środę próbowaliśmy go zapytać, czy jednym z elementów tej ofensywy będzie złożenie wniosku o referendum w sprawie nielegalnej migracji. Mimo wielu prób nie udało nam się skontaktować z posłem PiS.

Próbowaliśmy też porozmawiać z Mariuszem Błaszczakiem. Jednak przez kilka dni nie odbierał telefonu, nie odpowiedział też na prośbę o kontakt. W poniedziałek pytania w sprawie referendum przesłaliśmy też do biura prasowego PiS. Nie otrzymaliśmy odpowiedzi.

Źródło: Radio ZET

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET