`

Żółta kartka dla koalicji. Za dwa tygodnie może być czerwona. Siedem wniosków po I turze wyborów

6 min. czytania
19.05.2025 11:41
Obserwuj nas na Google

Minimalna wygrana Rafała Trzaskowskiego w pierwszej turze oznacza zaciętą walkę o prezydenturę. Sztab prezydenta Warszawy musi ostro wziąć się do pracy, bo dotychczasowa kampania była słaba. Elektorat Nawrockiego nie przejmuje się aferami z jego udziałem.

Rafał Trzaskowski
fot. Pawel Wodzynski/East News
  • Minimalna wygrana Rafała Trzaskowskiego nie powinna cieszyć kandydata KO. W jego kampanii jest dużo do poprawy.
  • Afera mieszkaniowa zupełnie nie zaszkodziła Karolowi Nawrockiemu.
  • Skrajna prawica zyskuje na popularności wśród młodych wyborców. To trend, który będzie trwał.

Znamy oficjalnie wyniki pierwszej tury wyborów prezydenckich 2025. Wygrał kandydat Koalicji Obywatelskiej Rafał Trzaskowski. Zdobył 31,36 proc. głosów. Drugi Karol Nawrocki, popierany przez PiS, uzyskał 29,54 proc. głosów. Wysokie poparcie uzyskali reprezentanci skrajnej prawicy. Fatalnie wypadł marszałek Szymon Hołownia. Co z tego wynika?

Oto siedem wniosków po pierwszej turze wyborów prezydenckich.

1. Trzaskowski ma problem. I to ogromny

Skromne zwycięstwo Rafała Trzaskowskiego to ewidentnie efekt słabej kampanii. Prezydent Warszawy nie zaproponował w niej niczego nowego. Podkreślał, że potrzebna jest budowa wspólnoty, wzajemnego szacunku i współpracy. To oczywiście ważne, ale kampanii nie wygrywa się próbą zjednania tylko polaryzacją, zaznaczeniem różnic z innymi kandydatami.

Poza tym wiele postulatów, o których mówił Trzaskowski, obiecywała już Koalicja Obywatelska w kampanii w 2023 roku. To choćby podwyższenie kwoty wolnej od podatku czy liberalizacja przepisów aborcyjnych. Wyborcy mogą czuć się oszukani, że koalicja (której przecież reprezentantem jest Trzaskowski) nie realizuje swojego programu.

Trzaskowski i jego sztab podczas kampanii popełnili wiele innych błędów. Wśród nich warto przypomnieć próbę sięgnięcia po prawicowy elektorat, poprzez deklarację zabrania 800+ niepracującym Ukraińcom czy unikanie tematu praw LGBT, czy fatalnie zorganizowaną debatę w Końskich i przeciętne występy w pozostałych. Wielu wyborców ma do niego żal, że pozytywnie wypowiadał się o pomyśle obniżenia składki zdrowotnej. Głosów przedsiębiorców zapewne mu o nie przysporzyło, bo i tak je miał, a głosy lewicowych wyborców mogło mu odebrać.

Wynik nieco ponad 31 proc. pokazuje, że Trzaskowski zgarnął wyłącznie głosy elektoratu Platformy Obywatelskiej. Działania sztabu i samego kandydata nie spowodowały wyjścia poza tę bańkę, choćby w minimalnym stopniu. Prezydent Warszawy zdobył niemal takie samo poparcie jak w 2020 roku (wówczas 30,5 proc.). Trzaskowski i jego zwolennicy niedzielnym wynikiem byli ewidentnie zawiedzeni. Było to widać po słabym przemówieniu w Sandomierzu i niemrawej reakcji zwolenników. Rafał Trzaskowski ma duży problem.

2. Afera mieszkaniowa nie zaszkodziła Nawrockiemu

Kandydat wspierany przez PiS przez całą kampanię był niedoszacowany. W pewnym momencie media zastanawiały się, czy Nawrocki w ogóle znajdzie się w drugiej turze. Tymczasem niewiele zabrakło mu do zwycięstwa. Blisko 30-procentowe poparcie pokazuje, że na Nawrockiego głosował twardy elektorat PiS.

Ewidentnie „obywatelskiemu” kandydatowi nie zaszkodziła też afera mieszkaniowa. Na początku maja media ujawniały kolejne kontrowersje z przejęciem mieszkania schorowanego pana Jerzego, a politycy koalicji walili w Nawrockiego jak w bęben. Tyle że te informacje rozpalały wyłącznie część elektoratu, która na prawicę nie głosuje. Wyborców PiS afera nie poruszyła w najmniejszym stopniu. Nawet sam kandydat wydawał się tym zaskoczony.

Zresztą Nawrockiemu nie przeszkodziła nie tylko afera mieszkaniowa, ale i szereg innych kontrowersji. Wyborcom PiS nie przeszkadzają ani opisywane przez media jego bliskie związki z ludźmi półświatka, ani wynajem luksusowego apartamentu w Muzeum II Wojny Światowej, ani liczne zagraniczne podróże na koszt podatników, z których niewiele wynika.

"Drewniany" kandydat, jak określało go wielu komentatorów, w czasie kampanii się rozkręcił. Zaczął lepiej wypadać w przemówieniach, wystąpieniach, debatach. I ma duże szanse, żeby realnie myśleć o wygranej w drugiej turze.

3. Skrajna prawica rośnie. I będzie rosnąć

Blisko 15 proc. głosów dla Sławomira Mentzena i 6,3 proc. głosów dla Grzegorza Brauna pokazuje, że społeczeństwo w Polsce się radykalizuje. Antyukraińskie, antysemickie i antyunijne postulaty padają na podatny grunt. Mentzen i Braun szczególnie duże poparcie odnotowali we wschodniej części Polski. Tej, która nie tak dawno, bo zaledwie trzy lata temu, z otwartymi ramionami przyjmowała uchodźców z Ukrainy. Dziś na Lubelszczyźnie i Podkarpaciu Mentzen z Braunem mają wspólnie około 27 proc. poparcie.

Godne potępienia i haniebne happeningi Brauna z gaszeniem świecy chanukowej, usuwaniem flagi Ukrainy czy paleniem tej unijnej, sporej części społeczeństwa się podobają. Czwarty wynik w wyborach prezydenckich powinien budzić grozę. Dlaczego? Bo Braun oprócz głoszenia radykalnych przekazów posuwa się do użycia siły przy bezradności służb. To może być sygnałem, że jest przyzwolenie dla tego typu postaw.

Poparcie dla skrajnie prawicowych polityków będzie rosło. Wśród wyborców do 29. roku życia Sławomir Mentzen zdobył prawie 40 proc. poparcie. Na jego wiece przychodziły tłumy młodych, którzy albo właśnie głosowali pierwszy raz, albo wkrótce będą głosowali. Pytanie, czy z Mentzena się wyrasta, czy obecni jego wyborcy pozostaną mu wierni?

Redakcja poleca

4. Fatalny wynik Hołowni

Niespełna pięcioprocentowe poparcie dla Szymona Hołowni to wynik koszmarny. Tym bardziej, że od półtora roku jest marszałkiem Sejmu. Ma dużą możliwość dotarcia do wyborców. I duży wpływ na podejmowane w koalicji decyzje. Po ogłoszeniu wyników Hołownia nie krył rozczarowania. Dla przypomnienia dodam, że pięć lat temu, przy mniejszej rozpoznawalności, dostał prawie 14 proc. głosów.

To może być początek końca jego formacji. A z pewnością konceptu, jakim jest Trzecia Droga. Wicepremier Władysław Kosiniak-Kamysz podczas wieczoru wyborczego był wyraźnie załamany, bo skoro wspólny kandydat Polski 2050 i PSL zdobywa niecałe 5 proc. głosów to na ile może liczyć sam PSL?

Obserwatorzy sceny politycznej zwracali uwagę, że Polska 2050 w Koalicji 15 października jest mało wyraźna, a sam Hołownia może stać się przystawką dla Donalda Tuska. Wynik w wyborach prezydenckich może być pierwszym krokiem do wchłonięcia tej partii przez KO. Zwłaszcza że sam Hołownia od razu przekazał swoje głosy Rafałowi Trzaskowskiemu. Bez żadnych warunków.

5. Żółta kartka dla koalicji

O żółtej kartce dla koalicji także mówił Szymon Hołownia. Jej reprezentanci (Trzaskowski, Hołownia, Biejat) zdobyli tylko 40 proc. głosów. Sam Nawrocki z Mentzenem mieli prawie 45 proc. Gdy dołożymy do tego poparcie Brauna, już mamy ponad 50 proc. głosów.

Ten wynik pokazuje, że po półtora roku większa część wyborców popiera polityków z szeroko pojętej opozycji. Oczywiście w drugiej turze przepływy elektoratu nie będą układały się w tak prosty sposób, że wszyscy wyborcy Mentzena i Brauna zagłosują na Nawrockiego. Tym bardziej że Sławomirowi Mentzenowi, po tym jak ostro zaatakował Nawrockiego w sprawie mieszkania, będzie trudno przekazać mu poparcie, bo jeśli pisze się o "złodziejstwie", o tym, że ktoś jest kłamcą i robi rzeczy obrzydliwe, to jak można go poprzeć? Chociaż polityka nie takie rzeczy widziała, więc znak zapytania wydaje się tu zasadny.

6. Odrodzenie Zandberga

W dużej polityce pojawił się 10 lat temu. Było to wejście przebojem. Wydawało się, że Zandberg może nawet zostać liderem lewicy. Później jednak przygasł. Poparcie na poziomie 4,86 proc. to wynik znacznie lepszy, niż ten partii Razem w ostatnim czasie.

Z perspektywy tych wyborów decyzja Zandberga o niewchodzeniu do koalicji mogła być dobrym krokiem. Lider Razem konsekwentnie powtarza o tym, że ważne jest dla niego zwiększenie nakładów na służbę zdrowia, tanie mieszkania dla młodych, liberalizacja prawa aborcyjnego. W wielu aspektach przypomina to postulaty Magdaleny Biejat. Ona jednak swoim wizerunkiem firmuje rząd, który tych postulatów nie realizuje.

Zandberg mówi o tym z perspektywy polityka opozycji. To dużo łatwiejsze, niż wzięcie odpowiedzialności za podejmowanie decyzji. "Potężny Duńczyk" na takim podejściu może sporo ugrać. W przeciwieństwie do lewicy, która jest w rządzie.

7. Druga tura będzie na "żyletki"

Wygrana Rafała Trzaskowskiego nad Karolem Nawrockim w pierwszej turze jest minimalna. Według mniej różnica w drugiej turze także będzie niewielka. W 2020 roku Andrzej Duda zdobył nieco ponad 400 tys. głosów więcej niż Trzaskowski. Przy ponad 20 mln głosujących to naprawdę niedużo.

Kluczowe będą przepływy głosów między kandydatami, a także to, czy ci, którzy oczekiwali na przełamanie duopolu PO i PiS, pójdą na wybory. Jeśli tak, i jeśli zagłosują w sposób, jaki nakazywałaby logika, to większe szanse na wygraną ma Karol Nawrocki. Trudno oczekiwać, żeby antyunijni wyborcy Mentzena i Brauna poparli Trzaskowskiego. Zwłaszcza że przez dużą część kampanii obaj atakowali kandydata KO. Niezadowoleni wyborcy równie dobrze mogą jednak zostać w domach.

Mimo tego widać, że Trzaskowski będzie próbował walczyć o głosy wyborców Mentzena. Jak? Już w poniedziałek rano mówił o tym, jak ważni są dla niego przedsiębiorcy oraz kwestie deregulacji w gospodarce. To z pewnością ukłon do elektoratu Konfederacji. Adriana Zandberga i Magdalenę Biejat Trzaskowski będzie zapewne próbował przekonać obietnicami inwestycji w mieszkalnictwo komunalne czy służbę zdrowia.

Koalicjanci mają w ciągu tych dwóch tygodni ogrom pracy do wykonania. Przegrana Rafała Trzaskowskiego może być początkiem końca tego rządu. Nawrocki jako prezydent będzie kontynuował politykę Andrzeja Dudy. Z tym że może być jeszcze bardziej radykalny. A skoro koalicja nie będzie mogła realizować swojego programu, przedterminowe wybory będą tylko kwestią czasu. W PiS nie ukrywają, że na to liczą.

Źródło: Radio ZET

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET