"Na jej twarzy było straszne cierpienie". Pożegnano 25-latkę, która zginęła, skacząc z okna
25-letnia Joana miała całe życie przed sobą. Zginęła, ratując się z pożaru i skacząc przez okno. W sobotę odbył się pogrzeb mieszkanki Bytowa. - Pojechała do Gdańska po miłość i nowe życie, a znalazła cierpienie i śmierć - mówiła "Faktowi" zrozpaczona matka zmarłej.
– Ona była dobra, kochana, oddałaby wszystko, by komuś pomóc! Była życzliwa, lubiana przez ludzi. Nigdy nie narzekała, nigdy nie marudziła! Nie umiała prosić o pomoc, zawsze mówiła: "dam radę, dam radę". Miała w sobie taką wewnętrzną siłę, była odważna i zaradna – wspominała zmarłą bytowiankę jej matka w rozmowie z "Faktem". W sobotę w Bytowie odbył się pogrzeb Joany, która zginęła tragicznie, skacząc z okna po tym, jak jej chłopak podłożył ogień.
– Tak bardzo będzie mi brakowało rozmów z nią, dobrego słowa, uśmiechu, przytulenia, nie umiem myśleć tak, jak radzą inni, że ona czuwa nad nami z nieba, jest naszym aniołkiem, jeszcze teraz tego nie umiem – mówiła podczas ceremonii mama 25-latki. - Na jej twarzy było tak straszne cierpienie. Nie chcę o tym pamiętać, nie chcę się zadręczać, chcę ją zapamiętać radosną i szczęśliwą - dodała.
Podpalił mieszkanie, bo chciała odejść
25-letnia Joana zginęła tragicznie 13 grudnia, skacząc z okna na drugim piętrze. Zdecydowała się na desperacki czyn, ponieważ w pokoju wybuchł pożar i to była jedyna droga ucieczki. Mieszkanka Bytowa uderzyła głową o chodnik. Zmarła w szpitalu.
Tego samego dnia, kilkadziesiąt minut po pierwszej tragedii, rozegrał się kolejny dramat. Między stacjami Gdańsk Wrzeszcz i Gdańsk Zaspa pociąg śmiertelnie potrącił mężczyznę. Jak się później okazało, policja łączy obie sprawy, a mężczyzna, chłopak tragicznie zmarłej 25-latki, był odpowiedzialny za podpalenie lokum.
25-latka dwa miesiące wcześniej przeprowadziła się do Gdańska. Między nią a Arkiem nie układało się i Joana planowała się z nim rozstać. -Ona tak bardzo chciała żyć, chciała od niego odejść, w pokoju stały już spakowane walizki, nie zdążyła – mówili "Faktowi" znajomi bytowianki.
Śledztwo w kierunku zabójstwa
- W sprawie zostało wszczęte śledztwo w kierunku zabójstwa 25-letniej kobiety. Pokój, w którym doszło do pożaru, był wynajęty przez mężczyznę. Z relacji świadków wynika, że w nocy z mieszkania miały dochodzić hałasy i odgłosy kłótni. Arkadiusz M. był widziany, jak przed pożarem opuścił pokój, a następnie stał przed budynkiem, w którym doszło do tragedii. Miał też obserwować reanimację Joanny. Potem odszedł. Wkrótce okazało się, że popełnił samobójstwo, rzucając się pod pociąg – powiedziała prok. Grażyna Wawryniuk z Prokuratury Okręgowej w Gdańsku, cytowana przez "Fakt".
Znane są też wyniki sekcji zwłok. – Mężczyzna doznał wielonarządowych obrażeń, kobieta urazu czaszkowo-mózgowego. Nie miała wcześniejszych obrażeń - mówiła prokurator Wawryniuk w rozmowie z portalem "Głos Pomorza".
Podstępowanie ma wyjaśnić także, czy drzwi były zamknięte od zewnątrz. Wiadomo, że dziewczyna miała nadpalone włosy. Prawdopodobnie do końca wierzyła, że drzwi się otworzą i ucieknie z płonącego pokoju.
RadioZET.pl/"Fakt", "Głos Pomorza"
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET