Mroczna tajemnica pożaru i śmierci rodziny w Zalasewie. Są wyniki sekcji zwłok 9-latka

3 min. czytania
13.10.2022 16:34
Obserwuj nas na Google

W sprawie śmierci czteroosobowej rodziny w podpoznańskim Zalasewie nadal jest wiele znaków zapytania. Śledczy nie wykluczyli hipotezy o tzw. samobójstwie rozszerzonym ani też udziału osób trzecich w zdarzeniu. Biegłym, jak dotąd, udało się ustalić wstępną przyczynę zgonu jednego z domowników, 9-letniego chłopca.

pożar w Zalasewie
fot. Lukasz Gdak/East News

Zgłoszenie o pożarze domu jednorodzinnego w podpoznańskim Zalasewie służby odebrały w nocy z poniedziałku na wtorek. Ogień gasiło osiem zastępów straży. Pożar objął pierwsze piętro budynku oraz poddasze. W trakcie akcji gaśniczej strażacy natknęli się na dwa ciała, a dwa kolejne zostały znalezione w trakcie przeszukiwania pogorzeliska. Jak podawała policja, śmierć poniosło małżeństwo - 61-letni mężczyzna i 55-letnia kobieta - oraz dzieci w wieku 9 i 14 lat.

Badający sprawę śmierci rodziny śledczy wstępnie brali pod uwagę zarówno hipotezę o tzw. rozszerzonym samobójstwie, jak i udział w zdarzeniu osób trzecich oraz wywołanie pożaru w celu ukrycia przestępstwa. We wtorek na miejscu zdarzenia prowadzone były oględziny i czynności z udziałem m.in. biegłych z zakładu medycyny sądowej oraz z dziedziny pożarnictwa. W środę przeprowadzono sekcję zwłok 55-letniej kobiety i 14-letniej dziewczynki, a na czwartek zaplanowano zbadanie ciał 61-letniego mężczyzny i 9-letniego chłopca.

Redakcja poleca

Pożar i śmierć rodziny w Zalasewie. Są wyniki sekcji zwłok 9-latka

Rzecznik Prokuratury Okręgowej w Poznaniu prok. Łukasz Wawrzyniak powiedział w czasie czwartkowej konferencji prasowej, że jak dotąd biegłym udało się ustalić jedynie przyczynę śmierci 9-latka: - Według wstępnej opinii biegłych chłopiec zmarł w wyniku obrażeń czaszkowo-mózgowych spowodowanych zadaniem licznych ciosów w obrębie głowy i twarzy narzędziem tępokrawędzistym. Dodał, że w sprawie ustalenia przyczyny śmierci pozostałych ofiar zdarzenia biegli nie wydali jeszcze ostatecznej opinii, a wymaga ona przeprowadzenia dodatkowych badań.

- Prokuratura nadal nie wyklucza żadnej z wersji przyjętej na początku, czyli tzw. samobójstwa rozszerzonego ani też udziału osób trzecich w tym zdarzeniu. Potrzeba jeszcze, dla określenia przebiegu tego tragicznego w skutkach pożaru i śmierci tych osób, wykonania licznych czynności, przede wszystkim czynności związanych z biegłymi, ekspertyzami, i prokuratura na bieżąco takie czynności zleca - powiedział prok. Wawrzyniak.

Nadal trwają czynności procesowe, a materiał i ślady zgromadzone na miejscu zdarzenia są analizowane przez biegłych - "zarówno w zakresie ich pochodzenia, a także w związku z tym zdarzeniem". Prokurator pytany o to, czy znaleziono narzędzie, którym zadano ciosy zmarłemu chłopcu, powiedział, że na miejscu pożaru "ujawniono liczne ślady i dowody", a zadaniem biegłych będzie określenie, czy mają one związek ze zdarzeniem i "czy przyczyniły się do śmierci konkretnych osób".

Redakcja poleca

Dopytywany przez dziennikarzy o ewentualne obrażenia wykryte na ciałach zmarłej kobiety i dziewczynki zaznaczył, że na razie biegli nie są w stanie określić opinii ostatecznej w tej sprawie ze względu na wysoki stopień oparzeń i zwęglenia zwłok. Przyznał również, że jak dotąd biegły nie określił nawet wstępnego mechanizmu i przyczyny powstania pożaru w domu. Prokurator przyznał również, że na razie nie wiadomo, czy w chwili powstania pożaru domownicy żyli. - Potrzebne są dodatkowe badania na obecność tlenku węgla w płucach, we krwi - powiedział.

Domownicy mieli worki na głowach? Prokuratura nie potwierdza

Prok. Wawrzyniak nie chciał potwierdzić nieoficjalnych informacji o tym, że zmarły mężczyzna miał założony na głowę worek. - Ujawnione na miejscu zdarzenia ślady, dowody są analizowane i będą oceniane przez biegłych - podkreślił. Ocenił, że ostateczne opinie biegłych ws. śmierci wszystkich domowników mogą zostać sporządzone w ciągu miesiąca. Pytany o ewentualny motyw dotyczący udziału osób trzecich w tym zdarzeniu, prokurator wskazał, że śledczy muszą np. ustalić, czy tragicznie zmarła rodzina miała jakieś problemy z innymi osobami.

Według informacji lokalnych mediów rodzina jakiś czas temu sprowadziła się do Polski z Niemiec, remontowała dom, w którym doszło do pożaru. Sąsiedzi, w rozmowie z lokalnymi dziennikarzami podkreślali, że "nic nie zwiastowało takiej tragedii", a rodzina wydawała się "zgodna, normalna". Według relacji mieszkańców Zalasewa pożar miał poprzedzić "głośny huk". Radio Poznań podało, że strażacy wynieśli w nocy z płonącego budynku dużą butlę z gazem. Śledczy nie chcieli komentować tych informacji. W środę Radio Poznań poinformowało, że dom, w którym wybuchł pożar, w ubiegłym roku został wystawiony na sprzedaż, ale przed miesiącem ogłoszenie z ofertą straciło ważność.

W czwartek prokurator Wawrzyniak powiedział, że zmarła dziewczynka została adoptowana przez małżeństwo. Nie potrafił powiedzieć, czy chłopiec również. Przyznał, że śledczy na razie nie mają informacji, by w przeszłości służby interweniowały w domu tragicznie zmarłych, np. z powodu przemocy domowej. - Będziemy to wszystko weryfikować. Problemem jest to, że rodzina niedawno pojawiła się w Polsce - powiedział. Prokurator nie przedstawił, w dokładnie jakich miejscach spalonego domu znaleziono zwłoki. Śledztwo w tej sprawie jest prowadzone pod kątem przepisów dotyczących zabójstwa i spowodowania pożaru.

NAPISZ DO NAS

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś intrygującego lub bulwersującego? Chcesz, żebyśmy opisali ważny problem? Napisz do nas! Informacje, zdjęcia i nagrania możesz przesłać nam na informacje@radiozet.pl.

RadioZET.pl/PAP - Szymon Kiepel

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET