Nauka zdalna wróci w połowie stycznia? "Fala zachorowań w szkołach wzrośnie"

4 min. czytania
27.12.2021 14:22
Obserwuj nas na Google

10 stycznia według rozporządzenia Ministerstwa Edukacji i Nauki uczniowie wrócą do szkół po nauce zdalnej. - I wtedy się zacznie - komentują nauczyciele i przewidują: - Wielu młodych ludzi korzystając z tego, że nie musi chodzić teraz do szkoły, wyjedzie na narty, wycieczki. Potem uczniowie wrócą do szkolnych ławek i od 15 stycznia fala zachorowań wzrośnie.

Nauka zdalna
fot. Anna Golaszewska/East News

Zazwyczaj po przerwie świąteczno-noworocznej uczniowie wracali do szkół 2 stycznia. W tym roku Ministerstwo Zdrowia i Ministerstwo Edukacji i Nauki zdecydowało, że młodzież w szkolnych ławkach wtedy jeszcze nie usiądzie i do święta Trzech Króli będzie uczyła się zdalnie. Uczniowie wrócą do tradycyjnej nauki dopiero 10 stycznia, w poniedziałek. Według większości nauczycieli wprowadzenie nauki zdalnej to dobra decyzja, jednak pojawia się kilka „ale”.

Nauka zdalna. Do 9 stycznia czy dłużej?

- Patrząc na kalendarz pomysł dobry, bo świąteczne wyjazdy, ewentualne spotkania rodzinne, a co za tym idzie możliwość zakażenia się czy kwarantanny po kontakcie z osobą chorą, nie wpłyną na pracę szkoły – mówi Maria Włodarczyk, dyrektorka III LO w Łodzi. Zaraz jednak dodaje: - Tylko nauka zdalna do 9 stycznia nie wystarczy. Zapewne wielu młodych ludzi korzystając z tego, że nie musi chodzić do szkoły, że jest Nowy Rok, wyjedzie na narty, zorganizuje jakieś wyjazdy. Uczniowie wrócą potem do szkoły i od 15 stycznia fala zachorowań w szkole wzrośnie.

Posłuchaj podcastu

- Kiedyś trzeba wrócić – stwierdza z kolei Monika Michalik, dyrektorka Zespołu Szkół Elektroniczno-Informatycznych w Łodzi. Jej zdaniem nauka zdalna została jednak wprowadzona za późno – uczniowie na lekcjach zdalnych są od 20 grudnia. Resort zdrowia tłumaczył, że chciał w ten sposób wydłużyć okres bez interakcji między dziećmi, by mogły one np. bezpiecznie spotkać się z rodziną w święta.

Według dyrektorów liceów czy podstawówek sensowniej byłoby wprowadzić tryb zdalny tydzień wcześniej, czyli już od 13 grudnia. - Ostatni raz młodzież miała ze sobą kontakt w szkole 17 grudnia, więc jeszcze w niedzielę 19 grudnia odbierałam telefony od sanepidu, że ktoś musi iść na kwarantannę. A ta trwa 10 dni, więc obejmowała Boże Narodzenie – wyjaśnia Michalik.

Podobnie uważa Grzegorz Lech, dyrektor III LO w Lublinie i opowiada: od września w jego szkole nie było tygodnia, żeby któraś z klas nie wylądowała na kwarantannie. - Najgorszy był listopad, połowa szkoły wtedy musiała przejść na naukę zdalną – wspomina. Od grudnia sytuacja zaczęła się normować i fala zachorowań i wysyłania na kwarantannę zarówno w szkole, jak i w województwie wyraźnie wyhamowała. - Uważam jednak, że w edukacji nic nie zastąpi kontaktu bezpośredniego, więc warto walczyć o naukę na żywo – mówi Grzegorz Lech. A Monika Michalik dodaje, że w kwestii weryfikacji wiedzy potrzeba też spotkań na żywo. - Ocenianie w zeszłym roku, kiedy mieliśmy lekcje online, może poza klasami maturalnymi, to fikcja - stwierdza.

Obowiązkowe szczepienia na Covid-19? "To nic nie da"

Na pewno nauka zdalna w jakiś sposób pomaga niezaszczepionym pracownikom szkoły. W III LO w Łodzi pracuje ponad 50 osób, cztery się nie zaszczepiły: dwóch nauczycieli, dwóch pracowników niepedagogicznych. - Z tą grupą już nie dyskutuję, bo tu już nie ma co dyskutować. Ci, którzy mieli się zaszczepić, już to zrobili. Dopytywali, kiedy będzie można przyjąć trzecią dawkę - mówi Maria Włodarczyk.

Redakcja poleca

Problem w tym, że niezaszczepiony nauczyciel prawie nie prowadził zajęć w semestrze zimowym. Zwykle wyglądało to tak: nauczyciel przychodził do szkoły, miał kontakt z chorymi uczniami i lądował na kwarantannie, jeśli sam nie zachorował (niezaszczepieni kwarantanny nie mają). Uczniowie musieli więc mieć organizowane zastępstwa, tracili godziny danego przedmiotu, a nauczyciel dostawał L4 i 80 proc. wynagrodzenia. Dyrektorzy znają takich pedagogów, którzy praktycznie cały semestr spędzili na zwolnieniu. W czasie nauki zdalnej nie ma tego problemu, bo zajęcia i tak są prowadzone z domu.

- Byliśmy grupą priorytetową, jeśli chodzi o szczepienia. Rok temu, kiedy zaczynała się akcja szczepień, to był pewien przywilej, bo nie było aż tylu szczepionek. Ja mogę tylko powiedzieć że jestem zaszczepiona trzecią dawką, więc daję przykład. Ci, którzy się nie zaszczepili, robią to z głębokiego przekonania, więc 80 proc. wynagrodzenia czy obowiązkowe szczepienia nic tu nie dadzą i nie zmienią ich decyzji. Oni nie przyjmą ani pierwszej, ani drugiej ani trzeciej dawki – komentuje Michalik.

Przypomnijmy, że w połowie grudnia Adam Niedzielski, minister zdrowia, zapowiedział, że szczepienia na Covid-19 mogłyby być obowiązkowe dla wybranych grup zawodowych. Wśród nich wymienił nauczycieli. Nie spodobało się to jednak ministrowi edukacji Przemysławowi Czarnkowi, który nie ukrywał, że obawia się problemów kadrowych i odejścia z pracy niezaszczepionych nauczycieli. Ostateczna decyzja w tej sprawie nie została podjęta.

RadioZET.pl

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET