W miesiąc szkoły przyjęły ponad 100 tys. uczniów z Ukrainy. "Dźwięk dzwonka wywoływał strach"
- Szkoła w Ukrainie wygląda trochę tak jak u nas kiedyś, nauczyciel stoi na katedrze, jest niedostępny. Stąd na początku nasi nowi uczniowie byli nieśmiali, ale teraz już zobaczyli, że te relacje inaczej tu wyglądają - opowiada w podcaście edukacyjnym "Szkoła marzeń" Milena Cybulska-Rakoczy, polonistka, wicedyrektorka Zespołu Szkół Rzemiosła w Łodzi, w którym otworzono oddział przygotowawczy dla młodzieży z Ukrainy.
W Zespole Szkół Rzemiosła w Łodzi co roku są uczniowie z Ukrainy. Milena Cybulska-Rakoczy, polonistka, wicedyrektorka branżówki, uczy ich języka polskiego. Teraz ma też 25 uchodźców z Ukrainy w oddziale przygotowawczym. - Ukraińskiego nie znałam i nie znam, ale można uczyć Ukraińców polskiego, nie znając ukraińskiego - tłumaczy w kolejnym odcinku podcastu edukacyjnego "Szkoła marzeń". - Ale to nie jest prawda, że każdy polonista potrafi uczyć polskiego jako obcego, metodyka nauczania jest inna – zaznacza od razu, odnosząc się do słów ministra Przemysława Czarnka, który twierdził, że poradzi sobie z tym każdy polonista.
Sama kończyła studia podyplomowe z takiej metodyki nauczania. Oprócz tego na lekcjach korzysta z translatora i pomocy dwójki uczniów, którzy zaczęli się uczyć polskiego w Ukrainie. - Lekcje wyglądają tak jak np. początkowe zajęcia z angielskiego - opowiada w "Szkole marzeń". Dlatego też jej zdaniem najlepiej lekcje polskiego dla obcokrajowców powinni prowadzić językowcy, czyli angliści czy germaniści.
Jeden z trudniejszych miesięcy dla szkół
Jak zaznacza polonistka, do tego wszystkiego potrzebne jest też zaangażowanie uczniów, a tego Ukraińcom akurat nie brakuje. Lekcje w oddziale przygotowawczym są też zupełnie inne, bo nie ma tam ocen. - To jest najcudowniejsze. Uczniowie nie muszą do tego przywiązywać wagi, ale i tak chcą się uczyć, rozwijać. Dlatego bardzo lubię chodzić na te lekcje – opowiada Cybulska-Rakoczy w podcaście. Tygodniowo mają pięć godzin polskiego, ale nauczycielka wylicza, że potrzeba ok. 160 godzin, by byli w stanie porozumieć się w języki polskim w prostych komunikatach.
Początkowo w szkole miały być dwa oddziały przygotowawcze, ale Ministerstwo Edukacji i Nauki zwiększyło limity i do jednego można było zapisać 25 osób. Powód wydaje się oczywisty – tak jest taniej. A chętnych nie brakuje. - Od momentu kiedy można było przyjmować nowych uczniów, rodzice ustawiali się w kolejce, rezerwowali miejsca. Rozmowy trwały bardzo długo ze względu na trudność w komunikacji, ale też ze względu na doświadczenia, które mieli za sobą – tłumaczy w "Szkole marzeń" polonistka.
Do Zespołu Szkół Rzemiosła w Łodzi trafiły dzieci z Kijowa, Żytomierza, Odessy. Niektóre w drodze spędziły cztery dni, do Polski jechały przez Mołdawię. - Przyjeżdżały do Łodzi, bo byli tu kuzyni, znajomi, ale są też tacy, którzy trafiali tu po prostu, bo ktoś ich przygarnął. Mamy np. 16-latkę, która przyjechała tu z siostrą, ich mama została w Ukrainie, nastolatki muszą sobie tutaj radzić same - opowiada. - Niektóre dzieci źle reagowały na dźwięk dzwonka, bały się, więc te rozmowy były wyczerpujące emocjonalnie, ostatni miesiąc był bardzo trudny - dodaje Cybulska-Rakoczy.
Uczniowie z Ukrainy chcą zostać w szkole w Polsce
Plus jest taki, że uczniowie z Ukrainy zadomowili się w szkole, przychodzą przed lekcjami, zostają po lekcjach. Rozkładają stoły do ping-ponga, ćwiczą, chętnie integrują się z pozostałymi uczniami. - Jak pytałam, czemu przychodzą tak wcześnie, to mówili: a co mamy robić w domu – wspomina nauczycielka. Część z nich już mówi o tym, że chcą zostać w Polsce i dalej się tu uczyć.
W ramach 26 godzin w oddziale przygotowawczym mają też matematykę, wos, historię, geografię, angielski, niemiecki, edukację dla bezpieczeństwa. I nauczyciele, zwłaszcza jeśli chodzi o poziom wiedzy z matematyki, historii czy angielskiego, są zachwyceni. - U nich szkoła wygląda trochę tak jak u nas kiedyś, to znaczy nauczyciel jest niedostępny, stoi na katedrze, nie jest tak przyjaźnie nastawiony jak u nas. Stąd na początku nasi nowi uczniowie byli nieśmiali, ale teraz już zobaczyli, że te relacje inaczej tu wyglądają - mówi polonistka.
Matematycy, historycy, czy geografowie ukraińskiego też nie znają. Pomagają im uczniowie ze starszych klas z Ukrainy, którzy są już w Polsce kilka lat. - Radzimy sobie, jak możemy, przyzwyczailiśmy się, że jesteśmy zostawieni sami sobie. Chociaż po pandemii i nauce zdalnej myśleliśmy, że już nic takiego nas nie spotka. Teraz jak nam się uda i wszystko wyjdzie to powiedzą „zrobiliśmy”. Jak nie wyjdzie to powiedzą „nie zrobili” - stwierdza Cybulska-Rakoczy.
Do polskich szkół od wybuchu wojny w Ukrainie przyjęto już ponad 100 tys. nowych uczniów ze Wschodu.
RadioZET.pl
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET